Poszukiwanie wpłatomatu

To był pierwszy wyjazd do pracy za granicę. Umowę kilkakrotnie studiowałam, lecz kto dziś potrafi prawidłowo czytać skomplikowane pisma? Pracodawcy w Polsce często konstruują umowy tak, że warunki są mocno niekorzystne dla pracownika, czemu więc firmy wysyłające ludzi za granicę mają tego nie robić? Byłam bardzo niepewna tego, co mnie czeka w Hiszpanii. Dostałam od rodziców 600 euro, tak na wszelki wypadek, na ratunek, gdyby coś niedobrego się działo. Te 600 euro to było dla mnie mnóstwo pieniędzy, bałam się o nie.

Zakwaterowano nas w domkach pracowniczych, do których łatwo można było się dostać bez kluczy. Dla początkującego włamywacza żadną trudność stanowiło okradzenie nas ze wszystkiego, co mieliśmy.
Ciuchy, kosmetyki, rozpadający się laptop – kto by to chciał ukraść? Nie martwiły mnie te wszystkie rzeczy, które ze sobą zabrałam, bo nie były wiele warte. Ale 600 euro spędzało mi sen z powiek. Musiałam jakoś się ich pozbyć tym bardziej, że szybko się przekonałam, iż o pracę mogę być spokojna.

W dzień wolny wybrałam się na miasto w poszukiwaniu wpłatomatu. Ale zanim o tym napiszę, muszę wspomnieć o mentalności Hiszpanów: oni nie chcą z obcokrajowcami mówić ani po niemiecku, ani po angielsku. Często rozumieją, ale odpowiadają po hiszpańsku. „Jesteś w Hiszpanii, mów po hiszpańsku”, zawsze powtarzali (w Hiszpanii spędziłam w sumie ponad rok, w każdym miejscu, w którym byłam, takie mieli nastawienie). Ponadto Hiszpanie są bardzo otwarci i serdeczni, ale w kontaktach poza pracą. W urzędach, bankach, kawiarniach czy sklepach w większości też są uprzejmi, lecz różnie z tym bywa. Lubiłam z Hiszpanami spędzać czas po pracy, ale nie przepadałam za nimi, gdy odbębniali obowiązki w miejscu zatrudnienia.

Tak więc, pojechałam autobusem do „większego miasta”, żeby znaleźć wpłatomat. Nie wiedziałam, że problemem może być fakt, że chcę euro wrzucić na moje polskie konto. Blondynki często nie są świadome głupot, które mają zamiar zrealizować.
Znalazłam bank, w którym nikt nie mówił po angielsku. Zaczęłam próbować komunikacji za pomocą gestykulacji. Wciskałam pieniądze w duże pudło z nadzieją, że zorientują się, o co mi chodzi. Komicznie musiało to wyglądać. Trzech facetów trzymało się za głowy, po hiszpańsku coś wyklinało do mnie, jak się domyśliłam, a ja dalej, z uśmiechem na twarzy, mówiłam „money to konto, money to konto”. W końcu jakiś Hiszpan wyszedł z kanciapy, wziął mnie na bok i zaczął tłumaczyć, że to działa tylko, gdy mam konto w ich banku. A ja na to, że w takim razie chcę konto w ich banku. Pan na to, że to niemożliwe, bo nic nie rozumiem, a poza tym musiałabym mieć jakiś numerek świadczący o tym, że mieszkam w Hiszpanii. I mój plan prysł, bo ja nie miałam stałego zameldowania w Hiszpanii. W sumie nie wiem nawet czy byłam tam legalnie. Ale to dziś nieistotne.

No i co zrobić z 600 euro? Poczytałam w internecie o Western Union i poszukałam oddziału w pobliżu. Przy okienku stałam około 20 minut, bo trudno było mi się dogadać z panią (w Andaluzji niełatwo znaleźć kogoś, kto potrafi angielski – tak było w roku 2015). Ale udało się – posłałam. Kamień z serca. Kilka dni później mama zadzwoniła, że dostała pieniądze w złotówkach, i dużo pieniędzy „ucięło” za zmianę waluty…
Eh. Nie wspominałam nic o zmianie waluty gdy wysyłałam pieniądze. No ale nic. Wiem, że gdyby zdarzyła się konieczność posyłania gotówki przez Western Union, pierwszą rzecz którą powiem będzie – proszę nie zmieniać waluty!

Tak czy siak, w końcu mogłam spać spokojnie.

„większe miasto”, ciut na zachód od Marbelli – Estepona

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s