Walka ze Stefanami

Na wstępie pragnę zaznaczyć, że… że ja się potrafię bronić!

Gdy miałyśmy z koleżankami problem w klubie polegający na tym, że dwóch mężczyzn nie chciało nas wypuścić z dyskoteki (ochroniarz stał z boku, nie interweniował bo dygał), wdałam się z nimi w ostrą przepychankę, w końcu wyciągnęłam gaz pieprzowy i z obłędem w oczach zaczęłam ich wyklinać, kazałam im natychmiast zsunąć się z drogi. Wypuścili nas, po czym zaczęli nas gonić. Krzyczałam do dziewczyn, które były lekko wstawione, żeby szybko biegły do auta. Udało się,  wsiadłyśmy do naszego gruchota i odjechałyśmy.

Gdy z siostrą bawiłam się w dyskotece, jakiś łysol się do niej dostawił. Był bardzo nachalny. Magda w grzeczny sposób próbowała uświadomić mężczyźnie, że nie podoba jej się jego zachowanie, jednak on miał jej słowa w czterech literach. W pewnym momencie krew się we mnie wzburzyła. Wystawiłam oblechowi palca wskazującego, jak często matki pokazują dzieciom gdy czegoś im nie pozwalają, i stanowczo powiedziałam: „Wypierdalaj”. Siostra była w szoku. Później Magda mnie skrytykowała za to zachowanie, powiedziała, że niebezpiecznie tak się odzywać do pijanych mężczyzn. W sumie miała rację, ale nie myślałam wtedy o tym.

Wparowałam między dwóch znajomych, którzy się bili. Oboje mieli już skrwawione mordy i nie wyglądało na to, że na tym chcą zaprzestać. Nie myślałam wtedy w ogóle, że mi się dostanie, że może boleć. Wiedziałam, że muszą przestać. Wskoczyłam między nich, krzyczałam, biłam ich po klatach. No i rzeczywiście, dostało mi się 🙂 Otrzymałam cios w brzuch i moja koszulka po tym zdarzeniu była do wyrzucenia. Nie wspomnę o tym, że miałam ich krew na sobie.

Są sytuacje, gdy człowiek nie myśli o zagrożeniu, a próg odczuwania bólu znacznie się podwyższa. Taka reakcja jest u mnie bardzo dobrze widoczna w niebezpiecznych zdarzeniach. Wiem i czuję pulsującą krew, czuję, że potrafię eksplodować i że moje mięśnie są w stanie wygenerować taką siłę, żeby auto podnieść. Serio.

Inaczej ma się kwestia gdy widzę…. Dużego robaka. Tu jestem bezbronna. Szczególnie jeśli mowa o karaluchach gigantach pomieszkujących w Hiszpanii.

Żeby mnie oswoić z karaluchami, chłopcy, z którymi pracowałam w Andaluzji, nazywali karaluchy Stefanami. I tak, gdy karaluch pojawił się na ścianie, mówili: „oooo, Kasieńka, popatrz, Stefan nas odwiedził. Popatrz jak do Ciebie macha czółenkami! Popatrz jak się uśmiecha”. Oczywiście wpadałam w panikę i prosiłam, żeby gościa zlikwidowali, ale rzadko mnie słuchali. Mieli ubaw 🙂

Mieszkałam w pracowniczym domku. Czasem miewałam nocnego głoda, ale w Andaluzji na dobre zażegnałam nawyk późnego wstawania z łóżka w celu chapnięcia czegoś z lodówki. Nocami w naszej kuchni roiło się od karaluchów. Raz sobie zapomniałam o nocnych domownikach, wpół przytomna pognałam do kuchni. Zaświeciłam światło a tam 5 karaluchów, wszystkie zamarły i na mnie patrzały. Szybko zabrały to co miały pod sobą – okruchy chipsów – i pochowały się pod szafkami. Jeden z nich dźwignął spory kawał smakołyka. Uwierzcie, wyglądało to jak w kreskówce.

Kupiłyśmy specjalny środek przeciw karaluchom. Raz popsikałyśmy w każdym pokoju gdy wychodziłyśmy do pracy. Po powrocie zastałyśmy w salonie 7 ogromnych robali, już leżących do góry nogami. Strach pomyśleć ile z nich zostało w zakamarkach pod szafkami. 
Ale żeby się trochę oczyścić to muszę powiedzieć, że w naszym domku mieszkały także inne stworzenia, np. gekony. Te mi w ogóle nie przeszkadzały 🙂

Przez pierwszy miesiąc pobytu na Teneryfie źle się czułam. Początkowo myślałam, że to przez zmianę klimatu, ale po jakimś czasie stwierdziłam, że coś nie gra. Każdego dnia z rana bardzo bolała mnie głowa. Odpoczynek i sen bardzo sobie cenię i jestem zażenowana, gdy budzę się niewypoczęta. I właśnie taka budziłam się każdego dnia na Teneryfie. Denerwowało mnie to. Nie wiem jak, ale w końcu zorientowałam się co jest przyczyną mojego gorszego samopoczucia. Na Teneryfie mieszkałam sama. Pierwszą rzeczą, którą tam kupiłam, był psikacz przeciw karaluchom. Nocą się budziłam i strzepywałam z siebie wyimaginowane robale (chłopcy w Andaluzji ładnie mnie postraszyli tym, że nocami karaluchy chodzą po śpiących ludziach). Czułam się ciut bezpieczniej, gdy przed pójściem spać psikałam całą łazienkę, wszystkie kratki, okno balkonowe, wszystkie zakamarki mogące być kryjówkami karaluchów. Warto wspomnieć, że te karaluchobójcze środki są bardzo mocne. No i… no i zwyczajnie się nimi zatruwałam….

Trzeba było znaleźć inny sposób na niechcianych gości. Lokalni mówili, że karaluchy nie cierpią zapachu papierosów. Bez zbędnego zastanawiania się, kupiłam fajki i każdego wieczoru je odpalałam. Pewnego dnia stwierdziłam „a tam, zaciągnę się”. I tak zaczęłam sobie popalać (ale już zdążyłam z tym skończyć). Gdyby kiedyś ktoś pytał, czy kiedyś paliłam – tak, paliłam, ale nie dla zabawy, a z powodu walki z ogromnymi robalami 😛

Mój poziom stresu trochę zmalał. Można powiedzieć, że moja czujność została uśpiona. Pewnego dnia przyszłam bardzo zmęczona, ale jednocześnie szczęśliwa, po pracy, do mojego pokoju. Puściłam głośno muzykę, zaczęłam sobie śpiewać i tanecznym krokiem weszłam do łazienki. Jakaż była moja panika, gdy zobaczyłam w wannie Stefana! Nagle skubany zaczął biegać po ścianach łazienki, a ja skakałam jak oszalała. Szybko chwyciłam mojego psikacza i pół aerozolu zużyłam. Zamknęłam drzwi do łazienki i zadzwoniłam do Bronka:
– Bronuś, ratuj, mam karalucha w łazience!
– O Jezus, to tylko robak! Masz chemię na to paskudztwo, więc jej użyj.
– Już go popsikałam, ale on jest niezniszczalny!
– Ehhh. Dobra, już idę. 
Bronuś przyszedł, otworzył drzwi do łazienki, a tam leżał sobie Stefan martwy. Pewnie się Bronusia wystraszył i zawału dostał. Pewnie tak było. Ah ten Bronuś. 
Bronuś był najskuteczniejszą bronią przeciw Stefanom :)) 

pozdro Bronek!

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie 20150317_102756-1.jpg

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s