Jak zostać topielcem czy wędrowcem bez nogi

Że wielu ludzi cechuje brak wyobraźni, to rzecz wiadoma, ale że brak wyobraźni dotyczy i mnie – w życiu bym nie powiedziała. Bo przecież ostrożna jestem, bo uważam. A jednak. Wszystkim ta dolegliwość może towarzyszyć, szczególnie na urlopie nad wodą czy w miejscu gdzie okoliczne góry kuszą widokami.

Czy brak wyobraźni może nas dotyczyć?

Tak. Siedząc w domu, wyjeżdżając raz na ruski rok, człowiek nie jest w stanie poznać siebie i uświadomić sobie, że jest głupi. Ja przez całe życie myślałam, że jestem rozsądna. Im więcej jeździłam, im więcej zwiedzałam, tym mocniej się przekonywałam, że czasem postępuję bezmyślnie. Wspinanie się po skalistych Alpach przy Jeziorze Garda we Włoszech w adidaskach kupionych za 60 zł, sama, przy niepewnej pogodzie – jestem w tym specjalistką. Wchodzenie na wysokość ponad 3700 m n.p.m. na Teide też, a jakże, w adidaskach, bez czołówek w ciemności – także mam na ten temat coś do powiedzenia. O górskiej wycieczce w Andaluzji bez jakiegokolwiek przygotowania, wolę nie mówić, bo mi wstyd. Czasem mi się wydaje, że jestem zwinna, sprawna i nic mi nie grozi… a grozi wiele.

Każdego roku słyszy się o utonięciach, często ludzie pod wpływem alkoholu tracą życie w wodzie. Ale nie tylko napój bogów jest winowajcą. Turyści zapuszczają się zbyt daleko nie znając danego akwenu bądź nie zwracają uwagi na oznaczenia przy plażach albo wręcz nawet nie wiedzą o czym owe flagi mówią. Szczerze to nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby się dowiedzieć czegoś o plaży, na której się znajduję. A piszę o tym, bo przeżyłam chwile grozy związane z niebezpieczeństwem w wodzie.

Niepozorna sytuacja na Teneryfie – po dobiegnięciu do plaży Bollullo postanowiliśmy zrobić kilka ćwiczeń gimnastycznych na piasku. Przed dalszym biegiem opłukiwaliśmy stopy w oceanie. Tylko stopy. Nie wiem dlaczego fala, która po dojściu do mnie miała mieć kilka cm wysokości, sięgała mi do ud, i nagle zwaliła z nóg i zaczęła wciągać. Bronek był obok, od razu mnie złapał. Śmiechu było co nie miara, bo cała się zmoczyłam, poza tym sytuacja wyglądała zabawnie. Jednak uświadomiłam sobie, że to wcale nie było śmieszne, gdy kilka dni później widziałam dziewczynę, która nie potrafiła wydostać się z wody. To był wieczór, młoda turystka moczyła podudzia, gdy nagle fala ją powaliła i zabrała w ocean. Cudem uszła z życiem, ale w chwili gdy z każdą falą oddalała się od brzegu wyglądało na to, że już po niej. Miejscowi jej pomogli, krzyczeli w którą stronę się kierować, pokazywali żeby nie dopuściła by fale pociągnęły ją na skały. Po tym, gdy udało się ją wyciągnąć z wody, leżała na plaży dobrą godzinę i płakała…
Przy wejściu na plażę Bollullo na wulkanicznej skale wisi mnóstwo krzyży, wiadomo z jakiego powodu. Mimo to mam wrażenie, że ludzie nie wiedzą, co się z tym wiąże. „To mnie nie dotyczy”, „ja nie wypływam daleko, nie mam czego się bać”, „jest ratownik, więc jestem bezpieczny”… chyba większość ma takie myślenie, ale wierzcie, jest ono błędne.

Czy to że na plaży są ratownicy to znaczy, że jesteśmy bezpieczni?

Nie, nie i jeszcze raz nie. Ratownik nie ma szans wszystkiego widzieć. Wiecie, chciałam zostać ratowniczką, byłam na obozie ratowniczym z AWFu. Oczywiście kursu nie skończyłam, bo stwierdziłam, że to nie dla mnie. Nabyłam wiele szacunku dla ratowników, a mimo to są sytuacje, gdy postępuję głupio w wodzie. Brawura? Może… wydaje mi się, że dobrze pływam, że wszędzie sobie poradzę. Im więcej słyszę o utonięciach tym bardziej wiem, jak bardzo się mylę.

Raz na Majorce myśleliśmy, że straciliśmy kolegę. Po godzinie 17 poszedł pływać, a po 21 stwierdziliśmy, że trzeba go szukać. Po próbach dodzwonienia się do niego i szukaniu w hotelu, pognaliśmy szybko na plażę, a tam, w ciemności, leżały jego rzeczy – ręcznik, ciuchy, klapki… „Wszedł do wody i z niej nie wyszedł”, pomyśleliśmy. Oczywiście akcja rozwinęła się błyskawicznie, szybko pojawiła się policja, łódź policyjna wypłynęła w morze, stateczek na horyzoncie miał zostać zatrzymany i sprawdzony. Nawet helikopter szukał Alana. Mężczyzn zaangażowanych w poszukiwania było mnóstwo, ale większość chyba szukała topielca, bo mimo że Alan pływał zawsze w kierunku wschodu, oni przeszukiwali zachodnie plaże, bo „tak dziś niosą fale”. Dostaliśmy opieprz, że Alan o 17 poszedł pływać, a my dopiero po 21 zorientowaliśmy się, że go nie ma. „Nie jesteśmy dziećmi, więc się nie pilnujemy 24 h/dobę”, tłumaczyliśmy, ale z drugiej strony – byliśmy sami w obcym kraju, powinniśmy się asekurować, o siebie nawzajem troszczyć. Czuliśmy się paskudnie. Uświadomiono nam, że w pobliżu, po wschodniej stronie od naszej miejscowości, jest „plaża śmierci” pozbawiająca życia kilkudziesięciu turystów rocznie. Specyficzne wiry tam występują. Wiedzieliśmy, że Alan tam codziennie pływał. „Jak możecie się zapuszczać tak daleko bez wiedzy na temat tych plaż?!”, pytał zdenerwowany funkcjonariusz. Do wszystkich nas dotarło, jak nieodpowiedzialnie się zachowywaliśmy.
Alan znalazł się cały i zdrowy – dopłynął do wioski oddalonej o 12 km, nie miał siły wrócić drogą morską, więc postanowił wrócić piechotą. I tak szedł sobie Alan w kąpielówkach, na bosaczka, z deseczką w delfiny, autostradą, do naszej miejscowości. Dyrektor hotelu nie wierzył, że nasz kolega tak sobie przyszedł. Stwierdził, że chyba się naćpał i z delfinkiem popłynął na Ibizę 😊
Dziś gdy wspominamy tamte chwile, to nie potrafimy przestać się śmiać. Helikopter szukał Alana, który prawie na golasa przeszedł 15 km sobie autostradą. Tego w kabarecie by nikt nie wymyślił 😀 Niemniej jednak nie chciałabym jeszcze raz takiej sytuacji przeżyć.

Pewnie jeszcze wiele głupot w życiu zrobię, ale oby nie takich, które zagrażają mojemu życiu i zdrowiu. Wiara w swoje umiejętności i zwinność może nas zgubić. Ja zawsze obracałam się w towarzystwie ludzi sprawnych, którym trochę – tak jak mi – zanika umiejętność dostrzegania zagrożenia. Zabawne, bo jako mała dziewczynka bałam się wejść na drzewo (kuzynka Dorota coś o tym wie), gdy moja siostra chodziła po płocie i bawiła się w akrobatkę mówiłam jej żeby tak nie robiła bo złamie sobie kręgosłup (mimo że byłam „dziecko ciul”, to jednak mądre dziecko!). Straszek byłam. A dziś rozsądku trochę brak. Ale pracuję nad tym. I polecam, by także zawsze się dowiedzieć czegoś o środowisku, w którym się znajdujecie. O pogodzie. Dobrze się ubrać. Błahe porady, ale jakże ważne. Serio. Pooglądajcie sobie przed wyjazdem filmiki np. o danych górach, czy filmy ratowników jak ten pod spodem. Czy o prądach w wodzie, czy o tym jak poznać czy ktoś się topi. Dużo czasu to nie zajmuje, a choć trochę uświadamia.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s