Uroki wiosny i wędrówka na Teide

Każde miejsce ma swoje uroki, które – według mnie – najbardziej są widoczne wiosną, gdy przyroda odżywa na nowo. Lubię wygrzewać się na plaży, kąpać w jeziorach, grillować w ciepłe wieczory, ale to wiosna jest najpiękniejszą porą roku. Tak myślę.

Północny rejon wokół jeziora Garda urzeka z jednej strony kwitnącymi kwiatami, palmami, roślinnością śródziemnomorską, z drugiej wysokimi Alpami, których szczyty są pokryte śniegiem. Na dole można pokusić się o chodzenie w lekkiej kurteczce, natomiast wjeżdżając kolejką na Monte Baldo trzeba się porządniej ubrać, czasem nawet w kwietniu jeździ się tam na nartach.
Niesamowicie urokliwie jest w Rivie, Limone czy Malcesine wiosną. Polecam tym bardziej, że wtedy jeszcze nie ma sezonu, ludzi na uliczkach przechadza się nieporównywalnie mniej niż latem.

Monte Baldo, druga połowa marca

Okolice Jeziora Bodeńskiego także wyglądają bajecznie. Niestety wiąże się to też z tłumami w weekendy w pięknych niemieckich miasteczkach np. Lindau czy Meersburgu. Dlaczego niemieckie miejscowości są o wiele bardziej atrakcyjne niż szwajcarskie wioski po drugiej stronie jeziora? Otóż niemiecka strona jest mocniej nasłoneczniona, o czym świadczą np. liczne winiarnie czy mnóstwo jabłkowych sadów. Osobiście także lubię niemieckie wybrzeże Jeziora Bodeńskiego, momentami można się tu czuć jak we Włoszech. Poza tym nie ma nic przyjemniejszego, niż relaks na tarasie przy kawie (lub Aperolu Spritz :D) z widokiem na jezioro i ośnieżone szwajcarskie Alpy w oddali.

Nad Lugano w Szwajcarii w kwietniu moje oczy przeżywały istną euforię. Nie dość, że wszystko piękne, zadbane, to jeszcze po prostu żywe! Po szarej, zimnej zimie jaskrawe kolory zawsze dodają optymizmu. Z resztą, nie będę się rozpisywać, po prostu spójrzcie sami na Lugano wiosną:
(a jeśli ciekawi Was wiosna w Szwajcarii – odsyłam tu, czyli na blog Polki mieszkającej w Szwajcarii, piszącej w interesujący sposób o tym kraju – Szwajcarskie Blabliblu)

Inaczej wygląda wiosna na Teneryfie. W tym okresie można się pokusić o opalanie większej powierzchni ciała niż tylko twarzy, choć bywają dni kapryśne i chłodniejsze. Na Wyspach Kanaryjskich sezon trwa cały rok, ale kwiecień jest szczególny, ponieważ tylko przez około 3 tygodnie wiosny można zobaczyć jedyne w swoim rodzaju kwiaty -viola cheiranthifolia. Nie jestem fanką botanicznych cudów, ale ta roślina mnie zaintrygowała, bo wyrasta spod wulkanicznych kamieni na wysokości 2000 do 3000 m n.p.m. Fioletowy kwiat rośnie tylko i wyłącznie na Teide, nigdzie indziej na świecie go nie zobaczycie.

Dokładnie 2 lata temu w połowie kwietnia wybraliśmy się na szczyt Teide (ponad 3700 m n.p.m.). Oczywiście celem nie było zobaczenie wyjątkowego kwiatka (nie wiedzieliśmy, że coś tam rośnie, miejscowy nam powiedział, że w kwietniu wędrówki na Teide są najpiękniesze, tak dowiedzieliśmy się o tej roślinie). Chcieliśmy widzieć wschód słońca ze szczytu.
Na dole, jak wspomniałam, było bardzo ciepło. Wjechaliśmy autem na wysokość ok. 2 tys. metrów i ruszyliśmy piechotą w stronę schroniska w krótkich spodenkach i koszulkach z krótkim rękawkiem. Na tej wysokości było już trochę chłodno, ale narzuciliśmy sobie szybkie tempo, więc nie było potrzeby ubierać się cieplej. Jedynie musieliśmy pamiętać o smarowaniu ciała kremem przeciwsłonecznym.
Na wys.ponad 3200 około godziny 16:30 – przy schronisku – nadal byliśmy w krótkich spodenkach, zdjęcie poniżej zrobione było w okolicy budynku (zwróćcie uwagę na buty… samobójstwo! Nie róbcie tego!). Następnego dnia wstaliśmy przed piątą, by koło godziny 7 dotrzeć na szczyt. Oczywiście mieliśmy ciepłe ubrania (tzn. „na cebulkę”), ale szybko uświadomiliśmy sobie, jak lekceważąco podeszliśmy do tematu. Mało tego, nie mieliśmy czołówek, szliśmy na oślep po tych kamolach… to było szalone, głupie, po prostu nieodpowiedzialne. Na szczycie byliśmy jakieś 20 minut przed wschodem słońca. Około 5 minut siedzieliśmy na szczycie, spoglądaliśmy na wyspę, można było zauważyć lekko zaokrąglony zarys horyzontu. Widok zapierający dech w piersiach. Niestety nie dotrwaliśmy do wschodu, bo było nam po prostu strasznie zimno. No i wiatr. Wiał jak szalony, myślałam, że mnie zwieje. Tak więc przez własną głupotę nie zobaczyliśmy tego, co chcieliśmy widzieć. Byliśmy na szczycie, ale nie osiągnęliśmy celu. Bolało.


widok ze szczytu na północno-wschodnią część wyspy

Idąc z powrotem, do auta, emocje opadły, nie musieliśmy gonić. Wtedy to szłam powoli i przyglądałam się całemu temu marsjańskiemu krajobrazowi. Niby widziałam go wcześniej (w październiku 2016 roku też wchodziliśmy na Teide, ale nie na sam szczyt), lecz to w tym momencie dotarło do mnie, jak przyroda jest dzika. Jak mała zmiana wysokości potrafi zmienić wytrzymałość człowieka na wysiłek (czułam zmianę ciśnienia i szybszą męczliwość). Jak pod wpływem wysokości warunki atmosferyczne są zmienne, temperatura potrafi być bardzo nieprzyjemnie niska gdy na dole panuje lato. Niby wcześniej to wiedziałam, ale do tego momentu tego nie doświadczyłam.
I ten kwiat – spędziłam chyba pół godziny na wpatrywaniu się w samotną na pustyni roślinę. Jak ona tu, do cholery, żyje? Nie umiałam się nadziwić. Takie przeżycia uwrażliwiają, wyciszają, dodają pokory względem natury. Jestem pełna podziwu dla potęgi przyrody, którą widzę przede wszystkim wiosną. Stąd mam tak ogromny sentyment do tej pory roku.

Zasypałam Was dziś zdjęciami, bo nie da się mówić o wiośnie bez wzrokowych bodźców 😀 Mam na dysku wiele pięknych zdjęć, z wielu pięknych miejsc. Ale brakuje mi zdjęć wiosny z najpiękniejszego miejsca na świecie – z Polski.
Kurczak. Muszę to nadrobić.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s