Blablacar – na co uważać

Mniej więcej od 5 lat jeżdżę blablacarem i póki co, uważam że jest to dla mnie najlepsza opcja w wielu sytuacjach. Pociągi w Austrii są drogie (choć podróż pociągiem w Tyrolu to fantastyczna sprawa, widoki piękne), a autobusy często się po prostu wleką. Jednak jest kilka haczyków, które warto znać, zanim zdecydujemy się na podróż z obcymi ludźmi.

Dla niewtajemniczonych tylko powiem, że blablacar umożliwia zrzucenie się na paliwo przez kilka osób, które jadą w określonym kierunku jednym autem. Osoby te często się nie znają. Np. pan Antoni w sobotę o godzinie 16:00 jedzie autem z Wrocławia do Krakowa, wrzuca ofertę przejazdu na „blablacar”. Karolina też chce jechać do Krakowa, ale nie ma ani auta ani ochoty telepać się autobusem. Toteż Karolina szuka na blablacarze kogoś, kto w odpowiedniej dla niej godzinie będzie zmierzał na Małopolskę. I znajduje Antoniego. Rezerwuje przejazd, do Antoniego dochodzi wiadomość, że ktoś jest chętny zabrać się z nim w podróż. Antoni akceptuje rezerwację, dzwoni do dziewczyny (albo ona dzwoni do niego) i omawiają szczegóły wyjazdu. Ot cała filozofia.
Mimo prostoty, warto wiedzieć kilka rzeczy, zanim wsiądzie się do auta z obcym człowiekiem.

Po pierwsze – cena: ta z ogłoszenia na stronie nie zawsze jest taka, jaką oczekuje kierowca w trasie. Raz, gdy jechałam z Hamburga, kierowca w środku nocy zatrzymał się na jakieś stacji przy lesie i kazał sobie płacić o 20 zł więcej, niż było w ogłoszeniu. Nikt nie miał odwagi zaprotestować, ale każdy uczestnik wyprawy miał skwaszoną minę. Stąd bardzo ważną rzeczą jest to, by przed podróżą dokładnie omówić warunki przejazdu i cenę i płacić po dojechaniu do celu.

Po drugie – opinie. Warto je czytać. Jeśli ktoś ma dużo opinii, w większości pozytywnych – możecie śmiało wsiadać. Jeśli ktoś w ogóle nie ma opinii lub „skąpo” – dwie, trzy – lepiej dać sobie spokój. Ja zawsze czytałam opinie, jeśli ktoś miał negatywne – odrzucałam. Raz zdarzyło mi się pojechać z mężczyzną, który nie miał zdjęcia profilowego i miał dwie pozytywne opinie. Widziałam, że na blablacarze zarejestrował się niedawno. „Nie dziwne, że ma mało opinii, skoro dopiero co zaczął korzystać z tego portalu” – pomyślałam i zarezerwowałam przejazd. Był to najgorszy przejazd mojego życia. Powiem po prostu – wariat. Pipczał, przeklinał co chwila, zmieniał dwa pasy naraz, a gdy na autostradzie był korek, to jechał poboczem (tym takim pasem po prawej stronie). Wstyd, bo jeszcze samochód, którym jechaliśmy, był na polskich blachach. Ktoś ma wątpliwości co do zasadności stwierdzenia, że Polacy na niemieckich autostradach zachowują się jak dzikusy?
Czytajcie opinie. Mam wrażenie, że kierowca, z którym jechałam, korzystał dłużej z blablacara, ale może zmieniał konta, bo często dostawał negatywne oceny. Ode mnie tym razem także zdobył niepochlebne słowa. Na inne nie zasłużył.
Czemu nie powiedziałam mu co myślę w chwili, gdy jechaliśmy? No jakoś tak z obawy, że po prostu mnie wysadzi w ciemnym lesie… bo teoretycznie i takie ryzyko istnieje.
Z resztą ktoś delikatnie powiedział, że jechanie poboczem to małe przegięcie, na co kierowca stwierdził „te kutasy [Niemcy] jadą sobie pewnie pół godzinki i są w domu, więc mogą sobie spokojnie stać, a przede mną jeszcze 8 godzin drogi, to niech się nie dziwią, że mi się śpieszy!”… dobre wytłumaczenie, nie? …

Kontakt telefoniczny – ja zawsze staram się zadzwonić do osoby, z którą mam jechać. Chcę omówić cenę i dokładne miejsce spotkania oraz spytać, jaki bagaż mogę wziąć. Miałam sytuację, że nie dodzwoniłam się do dziewczyny-kierowcy, więc napisałam smsa: „hej, tu Kasia z blablacar, proszę o oddzwonienie bądź przesłanie szczegółów wyjazdu, dokładnego miejsca i czy cena jest taka jak na stronie oraz czy zapłacić w euro czy w zł?”. Odpisała krótko, że cena w euro, tak jak na stronie. Napisała adres, i tyle. Sam fakt, że nie było możliwości porozmawiania, mnie trochę poirytował. Ponadto chciałam spytać, gdzie mnie wysadzi. W efekcie wysadziła mnie na stacji benzynowej na obrzeżu miejscowości docelowej. Czy mam o to pretensje? Nie, sama gdybym była kierowcą to być może też wolałabym nie wjeżdżać w miasta. Ale można o tym otwarcie napisać na stronie, albo przynajmniej telefonicznie powiedzieć. Nienawidzę słabego kontaktu z kierowcami, coraz częściej rezygnuję z przejazdów z ludźmi, którzy nie potrafią 3 minut spędzić na dogadaniu szczegółów.
Poza tym dziewczyna miała bagażnik cały zawalony słoikami. Prócz mnie do podróży zgłosiła się jeszcze jedna kobieta, której torba była ogromna. Oczywiście jej pakunek nie zmieścił się do bagażnika, więc leżał na tylnym siedzeniu. Spoko, nie przeszkadzało mi to zbyt (choć mogło), ale kierująca pojazdem mogła bardziej przemyśleć kwestię powiadomienia uczestników podróży o dopuszczalnym bagażu (na stronie nie zawarła tej informacji).

Warto spisać nr rejestracyjne samochodu, do którego się wsiada i wysłać komuś zaufanemu. Bądź postarać się, by ktoś z nami był w miejscu wyjazdu i zapisał markę samochodu i numery z tablic. Przyznam, że czasem to olewam, aczkolwiek dla własnego bezpieczeństwa warto tak robić.

„A nie boisz się tak sama, z obcymi?” często słyszę. Kobiety, które mają obawy, mogą skorzystać z opcji „przejazdy tylko dla kobiet”, w ten sposób wyszukane zostaną oferty babeczek chcących jechać tylko w towarzystwie innych babeczek. Co prawda, ja z tej opcji nie korzystam, ale warto wiedzieć, że istnieje możliwość podróży w towarzystwie, w którym czujemy się mniej zagrożone.

Stan techniczny auta, do którego wsiadam… czy sprawdzam? – nie, nie sprawdzam. Nie wiem jak. Z resztą. Ileż to gruchotów autobusów jeździ na polskich i europejskich drogach. Wsiadając do takiego autobusu też nie mam pewności, czy się nie zepsuje. Wszystko może się zepsuć. Auto z blablacara także, ale jeśliby się to wydarzyło – nie mogę mieć do siebie pretensji, że „nie sprawdziłam”. No bo co mam sprawdzać…. 🙂
Czasem słyszę „Ty głuptasie, wsiadasz do samochodów, które mogą być gruchotami, które mogą być niebezpieczne!!”. Ale tak na dobrą sprawę, jadąc ze znajomymi na wycieczkę autem któregoś z nich, też nie wiem, czy pojazd jest w dobrym stanie technicznym. Nie bądźmy śmieszni. 😉 Ponadto muszę stwierdzić, że podróże np. do Wiednia były bardzo komfortowe, a to za sprawą nowych samochodów, które sprawiali sobie Polacy pracujący w stolicy Austrii. No, po prostu nówki. Rzadko zdarzają się gruchoty.

Narkotyki – ktoś mnie spytał, co jeśli ktoś jadący ze mną autem przewozi niedozwolone środki. „Nie wiem” odpowiedziałam bez zastanowienia. Jadąc autobusem też nie mam pewności czy ktoś nie przewozi nielegalnych produktów. Taki trochę nie mój problem, tylko tego, kto maczał palce w pakunku. (B. pozdrawiam za otwieranie oczu na takie kwestie 😛 😛 :P).

Podróże blablacarem dostarczają wielu ciekawych wniosków. Młode osoby często chcą gadać, są entuzjastycznie nastawione do spędzenia kilku godzin w zamkniętym pudełku i do poznawania nowych ludzi. Tak trochę podniecone są. Starszych osób korzystających z blablacara jest zdecydowanie mniej.
Polacy jeżdżący do Wiednia często przechwalają się między sobą zarobkami, zakresem obowiązków w pracy. Nie lubiłam podróży z Polakami pracującymi w austriackiej stolicy. Przykro, że tak piszę, ale często tak było. Choć oczywiście nie zawsze – np. raz jechałam też z dziewczyną pracującą w wiedeńskim hotelu, super babeczka, fajnie się paplało.
Raz trafiłam na bardzo cierpliwego kierowcę. Na trasie był ogromny korek. Uczestniczka podróży w pewnym momencie wypaliła „możesz jechać szybciej, bo ja za godzinę muszę być na zajęciach”. Pan się lekko uśmiechnął i powiedział „robię co mogę, ale ten samochód nie ma skrzydeł, żeby przelecieć nad korkiem”. „Co za głupia dziewucha”, pomyślałam. Nawet gdyby nie było korka to nie byłoby łatwo dotrzeć na miejsce o podanej przez nią godzinie. Kierowca wykazał się niezwykłym opanowaniem i podjechał wprost pod drzwi jej uczelni, choć nie musiał.
Także tak… trzeba brać pod uwagę korki i nieprzewidziane sytuacje. Czasem pasażerowie wykazują się totalnym brakiem taktu, wychowania. Czasem się spóźniają, czasem mają durne pomysły, czasem sami nie wiedzą, gdzie chcą zostać wysadzeni. Różnie bywa.

Najzabawniejsza sytuacja związana z blablacarem?
Chyba ta, gdy dzwoniłam do kierowcy, żeby się konkretnie umówić. Spacerowałam wtedy w pobliżu Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie. Mężczyzna nie odbierał, włączyła się poczta głosowa. W tym momencie usiadłam na ławce, po czym poczułam, że moja pupa jest cała mokra. Zaczęłam przeklinać, bo siadłam na ogromną ptasią kupę. Myślałam, że odłączyłam połączenie… Nagrałam wiadomość głosową, która trwała 17 minut. Zaczynała się ona od słów Ku*** mać ja pier****!”. Kto mnie zna, ten wie, że nie przeklinam… ale w takich sytuacjach.. samo wychodzi z ust 🙂
Oczywiście kierowca odsłuchał początek wiadomości głosowej, czyli przekleństwa i szmery. 🙂 Czułam się.. głupio to mało powiedziane 🙂 Ale Pan zrozumiał moje uniesienie, podróż była miła 🙂

Także tego. Kto co lubi. Ja lubię wygodnie, szybko i tanio, więc nie będę szukać dziur w całym. Dla mnie blablacar jest całkiem fajny. 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s