Gdzie jest mój telefon? Wuj google wie

Jestem potrzepana, zawsze wszystko gubię/psuję/zapominam. Tak było np. z iPhonem, którego mocno potłukłam, oddałam do naprawy by po kilku miesiącach na dobre go zalać. Tak było z kluczami (patrz: wpis o polu pod Linz), tak samo było np. z nowiusieńkim telefonem Huawei. No po prostu nagle zniknął.

5 min później „gdzie jest mój telefon”, gdy ten zjeżdża na puszce po kamieniach 🙂

Szybko przybiegłam z pracy, wykąpałam się, sprintem dokończyłam wczorajsze pakowanie i zbiegłam do taksówki, która zawiozła mnie na dworzec. Autobus odjeżdżał za 15 minut, uff, na styk mi się udało. Zrelaksowana położyłam bagaż koło siebie i ręką sięgnęłam do kieszeni kurtki, by wyciągnąć telefon. Ależ było moje zdziwienie, że go tam nie było. „Głupia blondynka, znów pewnie wrzuciłam do którejś z przegródek plecaka, i szukaj wiatru w polu”, pomyślałam. Przy autobusie robiło się luźniej, większość ludzi zajęło miejsce w pojeździe, przyszedł czas na mnie. Ale ale, przecież nie miałam telefonu! Ktoś mi go ukradł, czy jak?! Nie miałam wyjścia, autokar lada moment odjeżdżał. Wsiadłam i dalej się szamotałam. Bez skutku.

Poprosiłam kobietę, która siedziała koło mnie, by wykręciła mój numer. Tak też zrobiła i niestety nie było słychać znanego mi sygnału. Wiedziałam, że telefonu nie miałam przy sobie.
– Przepraszam, czy jest tu wi-fi? – spytałam kierowcę
– Nie. W Polsce może złapie.
Kuźwa! Jak to może?! Na stronie przewoźnika pisze, że jest. Oszukiści!

Złapałam wi-fi przy pewnej niemieckiej galerii handlowej i ze starego telefonu (wzięłam stary bez karty sim….) napisałam na tablicy kuzynki, żeby przekazała Katowicom, że już jestem w autobusie, i że nie da się ze mną skontaktować z powodu braku telefonu. Czemu na jej tablicy? Bo nie miałam facebooka ani messengera. Szybko aktywowałam stare konto na fb i dzięki temu mogłam się w taki sposób skontaktować, na pobieranie messengera zabrakło czasu.
(i moje postanowienie rzucenia facebooka poszło się paść….).

No dobra, to moi rodziciele wiedzieli już mniej więcej, o której przybędę, wiedzieli też, że nie ma co się martwić, że nie odpisuję. Jeden problem z głowy. Zasnęłabym gdyby nie niepewność, gdzie jest mój telefon. Czy na dworcu mi wypadł? Czy ktoś mi go zwinął? A może po prostu w pośpiechu zostawiłam w mieszkaniu…?

Poprosiłam dziewczynę, która siedziała przede mną, o pożyczenie telefonu. Zadzwoniłam do znajomego, który tego dnia miał być w pobliżu mojego mieszkania.
– Mógłbyś wstąpić do mojego bloku pod moje drzwi i zadzwonić na mój numer? Jeśli będziesz słyszał sygnał, to znaczy że go po prostu zostawiłam i że mogę spokojnie spać.
– Cooo? Nowy telefon zgubiłaś?! No żartujesz chyba?!
– Nie, nie żartuje. To mógłbyś?
– Jasne.
Następnym razem, gdy się z nim skontaktowałam, powiedział, że nic nie słyszał. „Albo jest wyciszony albo go tam nie ma”. Raczej nie wyciszałam, czyli już po telefonie.

Cała podróż się dłużyła, 18 godzin w autobusie to stanowczo za dużo. Ani na moment oka nie zmrużyłam, byłam wściekła na siebie. Nie wiedziałam co robić. Świeżo podpisany abonament, jasna cholera, na policję austriacką nie będę dzwonić z Polski przecież. Takich spraw przez telefon raczej nie da się załatwić, czy da? Nie wiem, wydawało mi się, że to niemożliwe.

Po powrocie do domu dzwoniłam do operatora, ale bez skutku (święta). Zatelefonowałam do siostry (sister geniusz), która powiedziała, żeby se w googlach poszukać. Myślałam, że ściemnia, że sobie ze mnie żartuje. Ale byłam zdesperowana, więc w wyszukiwarce wpisałam „gdzie jest mój telefon”.

Google powiedziało, że wie. Tylko poprosiło mnie o zalogowanie się na moje konto gmaila. Akurat mam gmaila, akurat korzystam. No dobra, zalogowałam się.
Google na to, że mój telefon jest… w moim mieszkaniu. Leży sobie całkiem spokojnie i ma 67% baterii.

Super! To już wiedziałam, że nikt mi go nie ukradł. Cudownie. Nerwy się ulotniły.
„Ale fajne to google”, pomyślałam. Po chwili kliknęłam historię lokalizacji mojego konta googla… zatkało mnie. Wuj wie wszystko. Wie, że 4 lata temu byłam w barze pod Esteponą. Wie, że 2 lata temu jadłam tapas w pewnej hiszpańskiej knajpie na Teneryfie. Wie, gdzie się szlajałam na Majorce… Ja nie muszę tego zapisywać w pamiętniku, wystarczy popatrzeć na mapę stworzoną przez google. Niewiarygodne.

Mało tego, google wie, jakie strony internetowe przeglądałam. I nie chodzi o przeglądarkę, tylko o konto gmaila, które jest powiązane z zapamiętywaniem dosłownie wszystkiego. Troszkę mnie to przeraziło.

Mimo wszystko, google mnie uspokoiło. Innym razem też zostawiłam telefon na ogródku i oczywiście był wyciszony, więc dzwonienie z innej komórki nic nie dawało. Znów skorzystałam z pomocy wujka google, który polecił mojemu telefonowi dać sygnał dzwonienia mimo wyciszenia. I tak oto znalazłam.

Na google trochę się wkurzyłam, że wszystko wie, z drugiej strony – przecież nic mi to nie robi. Usunęłam całą historię, mapę zachowałam, bo przypomniała mi o miejscach, o których zapomniałam.

Tak więc – jeśli i Wam zdarzy się zgubić telefon – wiecie, gdzie uderzać po pomoc 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s