Depresja na emigracji

Jak byłam młodym szczylem, to z poważaniem patrzałam na osoby, które wyjeżdżały za granicę. Trochę im zazdrościłam odwagi, zaparcia, spokoju i oczywiście olbrzymich pieniędzy, które się zarabia poza krajem (takie miałam wyobrażenie). Myślałam, że niczego im nie brakuje. Bardzo się myliłam.

Żenujące są pytania z cyklu „ile zarabiasz?” zamiast „co u Ciebie słychać?”. Denerwuje mnie fakt, że ludzie myślą, że za granicą jest zajebiście. Nie jest, mimo że można spokojnie żyć. Denerwujące są dla mnie sytuacje, gdy mój rozmówca, z którym widzę się raz na ruski rok w Polsce, myśli, że jestem bogaczem, że szastam pieniędzmi na prawo i lewo. Irytuje mnie to, że mało kto patrzy na mnie jak na człowieka, który boryka się z problemami. No bo jakie problemy, przecież dobrze żyję sobie za granicą. Jakie problemy… A jednak, każdy ma problemy. Dziś przytoczę Wam kilka artykułów odnośnie problemów emigrantów.

Jestem zapisana w wielu grupach polonijnych na fb, typu „Polacy w Wiedniu”, „Polacy w Niemczech”, „Polacy w Szwajcarii” etc. Co jakiś czas pojawiają się smutne wpisy, czasem ktoś powiadomi, że nasz rodak się powiesił. Nie zwracałam uwagi na tego typu informacje do momentu, gdy około pół roku temu nie przeczytałam o Polaku mieszkającym w Szwajcarii, który popełnił samobójstwo. „Mieszkał w Szwajcarii i odebrał sobie życie?!” – pomyślałam. Przecież jeszcze 3 lata temu uważałam, że Szwajcaria to raj, więc dlaczego ktoś, kto wiele wysiłku włożył w to, by tam mieszkać, postanawia umrzeć?

Poznałam wielu Polaków za granicą. Ich historie są różne. Często są to dojrzali mężczyźni, którzy co miesiąc wracają do Polski, do żony i dzieci. Tworzą rodziny na odległość. Jak niewiele wiedziałam o życiu, to myślałam – „co za problem – jak się ludzie kochają to odległość nie ma znaczenia”. I tak i nie – zdarza się, że związek na odległość jest możliwy. Często jednak dystans wszystko psuje, łącznie z psychiką osób zaangażowanych. Słyszałam wiele historii typu „jeździł za granicę, żeby wybudować dom, a teraz dom stoi pusty, bo się rozstali” albo „teraz w domu mieszka była żona z dziećmi, a on nie ma nic”. Albo też żona czeka z utęsknieniem na męża, który układa życie z jakąś młodziutką dziewczyną poznaną za granicą. Historii wiele, przeważnie smutnych. O problemach alkoholowych nie wspomnę w ogóle, bo to temat raczej na książkę.

Określony bagaż doświadczeń, traumy, niespełnione nadzieje, marzenia etc. itd. – to wszystko może prowadzić do depresji zarówno w kraju, jak i poza krajem, niezależnie od zarobków. Psychiatrzy biją na alarm, osób próbujących odebrać sobie życie przybywa w zatrważającym tempie. U emigrantów dochodzi jeszcze tęsknota, nieumiejętność dostosowania się do nowych warunków, stres związany z diametralnymi zmianami w życiu. Tak więc emigracja nie jest ucieczką do bezpieczniejszego życia, przynajmniej nie pod względem psychologicznym. Psycholodzy są zgodni co do stwierdzenia, że emigracja jest czynnikiem ryzyka wystąpienia depresji.

Nie lubię określenia „depresja”, niemniej jednak przyjmuję do świadomości fakt, że choroba ta istnieje. Mam wrażenie, że słowa tego się nadużywa, o czym także mówi prof. Bogdan de Barbaro w filmie poniżej:

Jednak nie można problemu ignorować. Widziałam ludzi z napadami paniki, z głęboką depresją, na którą cierpią od lat. Nikt mi nie powie, że u nich występuje obniżenie nastroju, bądź z nudów są smutni. Nie, nie i jeszcze raz nie.
Tutaj możecie przeczytać o przykładowych, praktycznych sytuacjach powodujących, że człowiek za granicą czuje się gorzej. A tu macie konkretne historie Polaków, którzy targnęli się na swoje życie w Wielkiej Brytanii.

Ale nie tylko Polacy na emigracji mają problemy natury psychicznej. W Niemczech odnotowuje się wiele prób samobójczych imigrantów z Turcji, Rosji, Jugosławii, Rumunii. Co ciekawe, ryzykiem obarczona jest też druga generacja imigrantów, czyli dzieci osób, które osiadły za granicą. Klasycznym przykładem są młode Turczynki, które próbują odebrać sobie życie. Z jednej strony nie chcą zdradzać wartości i tradycji wpajanych im przez rodziców, z drugiej strony często wymagania rodziny nie są zgodne z tym, czego chcą dziewczęta (źródło 1, źródło 2) (choć mam wrażenie, że idzie ku lepszemu, że Turcy są coraz bardziej otwarci, a ich córki uczą się, pracują, żyją w pełni po europejsku). Zwiększonym ryzykiem obarczeni są uchodźcy (tacy prawdziwi), którzy nieraz w przeszłości doświadczyli przemocy, sytuacji zagrażających ich życiu.

Co do obcokrajowców w Austrii – sama nieraz widzę, ilu z nich boryka się z problemami psychicznymi. Ilu z nich po prostu boi się ludzi. Mają różnego rodzaju bóle psychosomatyczne. Nie widzę w nich zagrożenia. Widzę w nich ludzi, którym należy pomóc. Oczywiście nie wszyscy są uczciwi, jak wszędzie, ale widzę na własne oczy, że często bezpodstawnie posądzamy ich o wszystko, co złe.

Gdzieś przeczytałam wywiad ze szwajcarskim psychiatrą, że w dzisiejszych czasach nie powinniśmy kultury pojmować jako niezmiennej wartości. W dobie migracji, która przecież jest nieunikniona (patrz – Polacy) powinniśmy się uczyć wzajemnego szacunku, zrozumienia. I takie podejście mi się podoba, bo jest związane z praktycznym postrzeganiem życia i problemów ludzi różnych narodowości.

Kończąc już ten wpis pragnę jeszcze wyrazić mój ból spowodowany polityką w Polsce. W świetle danych i doniesień odnośnie Polaków za granicą, którzy sobie nie radzą, polscy politycy nie robią NIC, by zatrzymać młodych ludzi w kraju. Ileż to lekarzy już w tym roku wyjechało z Polski z powodu niskich zarobków. Wręcz ma się wrażenie, że młodych ludzi jakby celowo się wygania. Ja się pytam polityków, co zrobicie, by zatrzymać młodych ludzi, którzy chcą godnie żyć, w Polsce?
Mam wrażenie, że to dobry biznes dla polityków, że Polacy wyjeżdżają, a pieniądze przesyłają rodzinom w kraju. Szkoda, że nikt nie patrzy już na osobiste dramaty rozgrywające się każdego dnia w domach migrantów.

Ale ale, żeby nie było tak pesymistycznie. Jest także wielu Polaków prowadzących spokojne, szczęśliwe życie za granicą. Co jest kluczem?
Znów odsyłam do wykładu prof. De Barbaro, z którego płynie prosty wniosek – relacje. Bądźmy dla siebie ludźmi w prawdziwym znaczeniu tego słowa, wspierajmy się, bądźmy życzliwi, szanujmy się, uczmy się empatii i pomagajmy sobie, niezależnie od tego gdzie jesteśmy. Poświęcajmy sobie czas i uwagę. Pamiętajmy, że pieniądz nie jest celem i że pieniądz nie świadczy o wartości człowieka. Brzmi błaho, ale to jedyna prawda, którą wynoszę z tych wszystkich danych na temat depresji. Bądźmy dla siebie wyrozumiali.

PS. U mnie wszystko okej!!! :))) 😀
A poza tym – zdjęcie stare, gdy jeszcze nie byłam świadoma co oznacza pierścionek na kciuku. Dziś nie noszę albo rzadko noszę, bo mi się tak podoba, a nie z innych powodów 😉 tak żeby była jasność :))

8 uwag do wpisu “Depresja na emigracji

  1. Dostosowanie się do innej kultury wymaga od każdego dużej elastyczności oraz
    odporności psychicznej. Poza tym porzucenie własnego kraju aby móc lepiej zarabiać za granicą często następuje kosztem poczucia naszej własnej tożsamości. A najgorzej jest dla nas gdy dewaluujemy nasz rodzinny kraj – wtedy niszczymy własną tożsamość, nasz system wartości, który rozwijał się w nas od urodzenia. Takie wyparcie własnej tożsamości nieraz się może skończyć tragicznie. Coś o tym wiem, parę lat błąkałem się za granicą i mi się akurat nie powiodło bo znalazłem tam głównie pustkę….(oczywiście skorzystałem jednocześnie bardzo bo wiele zwiedziłem, zarobiłem i poznałem przynajmniej kilku wartościowych ludzi właśnie z Polski…). Teraz patrząc inaczej na swój kraj mieszkam i pracuję w nim z pełnym przekonaniem, że pieniądze nie są najważniejsze (choć oczywiście niezbędne) bo poznałem wielu wspaniałych ludzi (trzeba się nauczyć szukać i wybierać a nie czekać aż się zostanie przez kogoś pierwszego lepszego znalezionym – niby proste ale trudne zarazem). W każdym razie blog jak zwykle rewelacyjny, naprawdę (jako referat na Krakowskiej Akademii na przedmiot psychologii społecznej dostałby na pewno 5). Każdy powinien przeczytać.

    Polubienie

    1. dzięki Marcin 😀
      z mojego punktu widzenia te wszystkie zagraniczne wyjazdy były trudne, ale jednocześnie bezcenne. To, co przeżyłam, czego się nauczyłam o życiu, psychologii, ludziach… tego nigdzie bym się nie nauczyła. Dodało mi to też trochę odwagi i siły. Cieszę się, że było mi dane tak wiele zobaczyć, doświadczyć, poznać. Ale tak nie można całego życia przehulać… chociaż…. 😀

      Dobrze, że czujesz w Polsce swoje miejsce, ale też jest wiele osób, które po latach na emigracji wracają do kraju i…. nie potrafią się odnaleźć. I jest depresja po powrocie. Tak też często się zdarza. Niemniej mam nadzieję, że gdy kiedyś wrócę do Polski, to wszystko potoczy się pomyślnie.

      Pozdrawiam serdecznie!

      Polubienie

      1. Nasza kultura niestety jest w dużym stopniu przesiąknięta nietolerancja i ksenofobia. Ja szukam zawsze ludzi z otwartymi umysłami (na szczescie takich wbrew pozorom jest u nas duzo) ale oczywiście na tych drugich też trafiam i muszę z nimi jakoś żyć … Gorzej jeśli te kulturowe uprzedzenia ranią dotkliwie osoby odmienne pod jakiś względem (np orientacji seksualnej). Takie osoby czują się lepiej jesli odnajdą się w innym kraju i innej bardziej tolerancyjnej kulturze bo wtedy mogą żyć zgodnie ze swoja prawdziwą tożsamością i swoim prawdziwym „ja”.
        Masz rację życie uczy psychologii ale nie każdy niestety jest wystarczająco inteligentny aby ta wiedzę nabyć… Ale fajnie jak są tacy ludzie i do tego umieją świetnie ta wiedzę na swoich blogach przekazać:) Pozdrawiam serdecznie (mnie i tak mimo wszystko nadal ciagnie do podróżowania i zwiedzania innych krajów)

        Polubienie

      2. Kurde ale mi słodzisz 😀
        czekam n Twojego bloga, na temat psychologii masz o wiele więcej do powiedzenia 😀

        Polubienie

  2. Ja też mam takie wrażenie że młodych Polaków wygrania się z Polski albo ludzi wykształconych którzy są coś warci właśnie specjalnie i to nie dzieje się teraz to się działo już od lat 90 gdzie były specjalne firmy które szukały Polakom dobrej pracy za granicą wiadomo że jeżeli ktoś wyjedzie za granicę i dobrze zarabia to już raczej nie wróci a państwo nie robi nic w tym kierunku .Myślę że robią to specjalnie żeby się pozbyć ludzie którzy są coś warci bo ciemną masą jest lepiej zarządzać co właśnie widać w Polsce i to jest właśnie koszmarne Polska która zjada własne dzieci a powinni zrobić wszystko żeby nas zatrzymać na początek zmienić prawo pracy i podatek od wzbogacenia.

    Polubienie

    1. ja mam wrażenie że robią to, bo tak łatwiej. bo łatwiej wysłać Polaka za granicę, by przysyłał kasę rodzinie, niż dać mu godne pieniądze w kraju.
      mało tego, te eurosy zarabiane za granicą są wydawane w Polsce, tak więc to zarobek także dla naszego kraju.
      no a poza tym chodzą słuchy o podwójnym opodatkowaniu…
      no słowem zajebiście. :/

      Polubione przez 1 osoba

      1. podwójne opodatkowanie no chyba żartujesz nie dość że robią z nas popychadła za granicą Bo tak naprawdę mało komu udaje się zrobić karierę albo zarobić jakąś porządną kasę chyba że wyjedzie do Stanów do Kanady albo do Australii ewentualnie do Anglii to jeszcze podwójne opodatkowanie Wydaje mi się że to nie przejdzie ludzie pójdą na sejm ich po prostu zatłuka

        Polubienie

  3. Podpisuje się! Sama mieszkam za granica, do tego w kraju niemalże bezludnym -Islandia. I tak! Ludzie myślą, że emigracja to świetna sprawa, jesteś bogaczem, jeśli nie jesteś okropnym skąpcem to się podzielisz. No i głównym tematem rozmów jest kasa. Nie takie zwykle: „jak się masz?”. Smutne, bo dopada tęsknota za domem, rodziną, przyjaciółmi. I to bardzo dotkliwa tęsknota. Mocno ściskam wszystkich Was migranci! ❤️

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s