Fizjoterapeuto, uciekaj

Fizjoterapeuci w Polsce protestują. Sprawa nie jest tak nagłośniona jak strajki nauczycieli. Niemniej jednak rehabilitanci mają także poważne powody do zdenerwowania. Czy głodówkami coś wywalczą? Wątpię, stąd napiszę dziś jak otrzymać uznanie dyplomu w Austrii 🙂

Wiem wiem, nie wieje optymizmem. Jestem sercem z protestującymi fizjoterapeutami w Polsce. Trzymam kciuki, by wywalczyli godne wynagrodzenia. Niestety jestem też realistką i obserwatorką, a po przyglądaniu się rozwojowi zamieszania w szkołach przed miesiącem przyznam, że czarno to widzę.

Więc do rzeczy. Jeśli ktoś także widzi czarno swoją przyszłość w zawodzie w Polsce, rozważa emigrację, jeśli ktoś nie jest zbyt przywiązany do miejsca, w którym mieszka – polecam wyjazd. Nie mówię, że za granicą jest oh i ah i cudownie. To się wiąże z nerwami, z nauką języka, z przyzwyczajeniem się do innego otoczenia. Niemniej jednak gdy sytuacja jest beznadziejna to należy coś zmienić, cokolwiek. 5 lat temu także nie wiedziałam co robić. Pójście do pracy było ogromnym rozczarowaniem. Nie widziałam żadnego ratunku dla siebie. Zdecydowałam się pracować za granicą. Bałam się, płakałam. Ale nie było innego wyjścia. Dziś mogę się cieszyć spokojem.

Dużym problemem wydawało mi się uzyskanie uznania dyplomu za granicą. Ileż to razy w Polsce słyszałam „to nie jest takie proste”, „musisz znać język, musisz może jakieś dodatkowe praktyki robić, tłumaczyć papiery etc. daj sobie spokój”. Zrobiłabym największy błąd w życiu, gdybym się tego typu głupimi komentarzami sugerowała.
Nie ma głupszej rzeczy, niż odpuszczać, bo ktoś twierdzi, że coś jest trudne.
A kwestia nostryfikacji jest tak naprawdę prosta jak budowa cepa.

Na początku celowałam w Niemcy, by tam pracować musiałabym mieć zdany egzamin językowy na poziomie B2 (w niektórych landach wystarczało B1). Po przeglądnięciu ofert pracy oraz po przeliczeniu kosztów życia stwierdziłam, że to mi się nie opłaca. Nie chodzi o pieniądze, a o obciążenie psychiczne jakie wiąże się z przeprowadzką do obcego kraju na rzecz poprawy jakości życia tylko o trochę.

Moje zainteresowanie przeniosło się na Austrię.
Czego potrzebowałam do nostryfikacji?
– dyplomu ukończenia studiów i wersja po niemiecku
– suplementów do dyplomów (z licencjata i magistra) w języku niemieckim
– aktualnego zaświadczenia o niekaralności po niemiecku
– zaświadczenia od lekarza o braku przeciwwskazań do wykonywania zawodu fizjoterapeuty
– kopii dowodu osobistego
– dyplomu ukończenia kursu drenażu limfatycznego (bodajże minimum 80 godzin)
Co ciekawe, nie potrzebowałam żadnego zaświadczenia dotyczącego znajomości języka… więc teoretycznie można i bez języka spróbować.

Chyba to wszystko. Niewiele, prawda? To przejdźmy do kosztów……
Tłumaczenie wszystkich papierów pochłonęło ponad 1000 zł (tłumacz przysięgły, rzec jasna). Kurs drenażu – kolejne 2000 zł. Jakaś stówka, a może i dwie (nie pamiętam) poszła na lekarza (kilka badań). Za zaświadczenie o niekaralności też coś tam się płaci. W sumie ponad 3 tysięce…

Wszystkie dokumenty skompletowałam. W Wiedniu dowiedziałam się gdzie dokładnie owe papiery mam złożyć. Dla zainteresowanych – proszę adres:
Bundesministerium für Gesundheit
Radetzkystraße 2
1030 Wien
Tel.: +43 1 711 00 4640
Poszłam tam. Miły pan mnie przyjął, mówił jaki papier mu podać, on tylko rzucił okiem, wrzucił do teczki, i powiedział, że w ciągu dwóch tygodni otrzymam uznanie. U mnie poszło szybko, bo studiowałam dziennie licencjat i magisterkę. Czas się wydłuża gdy np. studiowało się zaocznie bądź na prywatnych uczelniach. Wszystko dokładnie analizują, a później ewentualnie informują, jakie kursy bądź praktyki trzeba dorobić i donieść zaświadczenia, by otrzymać uznanie. Ja tego problemu nie miałam. W następnym tygodniu pocztą przyszło pismo oznajmiające, że mogę wykonywać swój zawód na terenie Austrii. W piśmie podany był także numer konta, no bo za nostryfikację oczywiście także się płaci. Coś koło 250 euro.

Podsumowując – problem jest jeden: koszty, lecz to są koszty jednorazowe. Te 4-5 tysięcy niestety trzeba wydać. Ale potem można sobie odliczyć od podatku chociaż te 250 euro. Poza tym miałam mały problem z lekarzem – nie chciano mnie przyjąć do lekarza medycyny pracy, bo nie miałam skierowania od pracodawcy. Wyjaśniłam ładnie, że jestem bezrobotna, a zaświadczenia potrzebuję do uzyskania uznania dyplomu w Austrii. Opornie, ale jakoś mnie przyjęto.

Czy warto było? No pewnie, że warto.
Te kilka papierków do zdobycia, te kilka tysięcy do wydania to nic przy tym, że dziś jestem w stanie się utrzymać i godnie żyć. Można coś odłożyć, można pojechać na wakacje bez przesadnego liczenia każdego grosza. Można po latach wrócić z pewniejszą głową.

Mimo, że żyje się dobrze, tęsknię. Ciągle rozważam w przyszłości powrót. Ale boję się jednego… wiecie czego? … Emerytury. Nie wiem, mam wrażenie że Polska pod każdym względem jest po prostu upośledzona. Ale mimo wszystko trzymam mocno kciuki za wszystkich, którzy walczą o lepsze życie. Za fizjoterapeutów. Za nauczycieli we wrześniu, mam nadzieję, że się zjednoczycie! Za lekarzy w czerwcu. Za wszystkich! Sercem jestem z Wami!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s