Kurs językowy w Austrii to nie tylko nauka niemieckiego

3 lata temu uczestniczyłam w kursie języka niemieckiego na poziomie B1.1 w Krakowie. Był wymagający, uczestnicy szkolenia wykazywali się wysoką motywacją i zdyscyplinowaniem w nauce. Czułam się tam jak matoł, bo niewiele rozumiałam, no i byłam jedną z gorszych uczennic. Starałam się, ale inni bardziej, i ewidentnie kurs traktowali także jak możliwość rywalizacji o oceny (śmieszne, dorośli ludzie, a zachowywali się jak dzieci). Mi się nie chciało rywalizować, grupa wpływała na mnie raczej demotywująco. Poziom kursu określiłabym jako wysoki i mimo że ukończyłam go z sukcesem, to jednak czułam pewien niedosyt. Wtedy nie zależało mi na papierku, a na konwersacji, czego trochę mi brakowało, ale co też wynikało z braku czasu (kurs był intensywny). Jednak muszę przyznać, że zajęcia były genialnie przemyślane i zorganizowane. Jeśli chcecie uczyć się niemieckiego to polecam Goethe Institut, ale nie w trybie intensywnym, bo to zawsze wiąże się z szybkim przechodzeniem przez tematy.

Kilka lat później postanowiłam jeszcze raz wziąć udział w kursie na poziomie B1.1 i B1.2, tym razem w Austrii. Od pół roku żyłam już w Vorarlbergu, z niemieckim byłam oswojona. Moim celem było wprowadzenie gramatycznych zasad w mowę potoczną bez zacinania się, wzbogacenie słownictwa i ogólnie nabycie poczucia pewności w spontanicznych rozmowach. Już po pierwszych zajęciach zauważyłam diametralne różnice między kursem w Polsce, a kursem w Austrii.

  • Poziom
    Można by pomyśleć, że poziom nauczania jest o wiele wyższy w Austrii niż w Polsce. Nic bardziej mylnego. W krajach niemieckojęzycznych w szkoleniach biorą udział ludzie z różnych części świata, z różnymi przyzwyczajeniami i zdolnością zapamiętywania. Dla niektórych problemem jest czytanie, bowiem literki arabskie czy rosyjskie są całkiem inne. Na poziomie B1 każdy czytać już potrafi, jednak nie ma co wymagać, by było to łatwe jak budowa cepa. Często nie jest. Ponadto po niektórych osobach widać, że nigdy w życiu się nie uczyły. Nie wiedzą nawet jak to robić. Mam na myśli szczególnie kobiety, które z różnych przyczyn nie uczęszczały do szkoły bądź w życiu nastawione były na rodzenie dzieci. I nie chodzi tylko o kobiety pochodzenia arabskiego, ale także np. Ukrainki, Serbki, Rumunki, Polki, które wcześnie założyły rodziny i ich życie nie różniło się niczym od życia dziewczyn w chustach na głowach (wyczuwacie nutkę feminizmu? to dobrze, bo ona tu występuje).
    Niektórzy nie wiedzą jak robić notatki, na co zwracać uwagę przy nauce. Czasem nawet o życiu praktycznym mają blade pojęcie. Podam przykład. Tematem zajęć było zgłoszenie szkody do ubezpieczalni. Omawialiśmy sytuację, w której dwie babeczki się przeprowadzały. Jedna kobieta trzymała pudło z wartościową porcelaną w rękach, druga długi karnisz. Przypadkowo tym karniszem uderzyła psa, który przeleciał pierwszej pod nogami i ta upuściła porcelanę. I pojawiło się pytanie z ubezpieczalni: kto jest poszkodowany? Uczestniczka kursu odpowiedziała, że… pies. 🙂 Nie żartowała, a dy grupa wybuchnęła śmiechem, nie rozumiała dlaczego i przez 15 min prowadząca tłumaczyła dziewczynie, dlaczego to nie o psa chodzi.
    Także tego. 🙂
  • Podejmowane tematy
    Pewnego razu tematem była sytuacja z książki, w której zorganizowano lokalną imprezę dla imigrantów. Opisano, że przyszła kobietka z Hiszpanii i przyniosła paellę, przybył facet w Francji, by poczęstować uczestników sałatką z kozim serem, przybyła także Hania z Polski i wzięła ze sobą pierogi. Przybył też Fabian z Paulem i przedstawili kraby z Morza Północnego. W opisie wyraźnie było napisane, że Fabian jest partnerem Paula. Odezwała się kobieta z Jordanii:
    – Co to znaczy „partnerem”? Kolegą mam rozumieć?
    – Nie. Oni są parą. – odpowiedziała nauczycielka.
    – Coooo?! Ale… ale jak to?! Przecież tak nie można!
    – Dlaczego nie można?
    – Bo mężczyzna musi być z kobietą!!!!
    – Nie, jeśli mężczyzna nie kocha kobiety, a kocha innego mężczyznę, to tworzą parę. Zupełnie jak pary heteroseksualne.
    – Nie! Dlaczego w tej książce tak jest napisane?! To nie powinno tak być!
    Oburzenie ze strony owej dziewczyny było ogromne. Jej twarz zrobiła się purpurowa, była wściekła, że książka do niemieckiego zawiera taką treść. Oczywiście miało to swój cel. Austria jest krajem respektującym ludzi z odmienną orientacją seksualną i fakt ten jest wpleciony w tematykę rozmów na kursach, co – nie ukrywam – bardzo mi się podoba.
    Na kursach B2 więcej się dzieje jeśli chodzi o dyskusje. Tu także wybierane są trudne tematy, np. o kobiecie współczesnej. Dziewczyny z Ukrainy, Rosji, także z krajów arabskich często uważają, że płeć żeńska powinna zajmować się domem, dziećmi. Kobiety powinny mieć mężów – tak powiedziała pewna Ukrainka.
    – Ja nie mam męża, jestem rozwiedziona. I nie potrzebuję faceta. W końcu czuję się szczęśliwa, nieograniczona. Spełniam się zarówno zawodowo, jak i w życiu prywatnym niczego mi nie brakuje. Potrzebowałam tego od bardzo dawna, w końcu mogę powiedzieć, że jest mi dobrze. Co w tym złego? – odparła inna dziewczyna.
    – Nie wierzę. Jak można być szczęśliwym bez męża? – odpowiedziała Ukrainka. – Często kobietom się tak wydaje, ale życie w pojedynkę czy rozwój zawodowy nie jest ich powołaniem. Kobiety są stworzone do tworzenia ciepła rodzinnego.
    – Ale są kobiety, które nie chcą mieć dzieci i nie można od nich wymagać, by siedziały w domu. Są kobiety, które chcą być aktywne zawodowo, które chcą mieć życie poza domem.
    – To egoistyczne. – skwitowała Ukrainka.
    Przykro to stwierdzić, ale Polacy niestety zaliczają się do grupy osób twierdzących, że kobiety powinny siedzieć w domu. Nie mam nic przeciwko, ale warto pamiętać,że niektóre kobiety wolą spełniać się zawodowo i warto ich potrzeby najzwyczajniej respektować. Warto palnąć się w łeb zanim padnie pytanie „jesteś lesbą, czy co, bo nie masz nikogo?”. Polacy, tak samo jak Ukraińcy i Rosjanie, jak i osoby przestrzegające arabskich tradycji, kpią z kobiet aktywnych zawodowo. Polakom się wydaje, że światopoglądowo są odlegli od Bliskiego Wschodu. Nic bardziej mylnego. Każda radykalna forma religijności wiąże się z – nazwijmy rzecz po imieniu – zacofaniem. Zagorzali chrześcijanie nie różnią się niczym, absolutnie niczym, od zagorzałych muzułmanów.
  • Wyrozumiałość
    W Polsce, gdybym po raz enty pytała o jedno słówko, nauczycielka by powiedziała „przecież to było, powinnaś to wiedzieć!”. Ani razu nie spotkałam się z takim podejściem ze strony nauczycielki w Austrii. Za każdym razem powtarzała, że nie mamy prawa po jednych zajęciach wszystkiego pamiętać. Mówiła, by za każdym razem pytać, gdy coś jest niejasne. W Polsce w szkole czy na studiach zawsze bałam się pytać, bo prawdopodobnie spotkałabym się z odpowiedzią, że „to było przerabiane, a jak nie pamiętasz, to powinnaś zajrzeć do notatek”. W Polsce wstyd było o cokolwiek pytać mimo, że wiele pytań cisnęło się na usta. W Austrii często jedne i te same osoby pytały po raz 85-ty o jedno słówko. Miałam nieraz ochotę wybuchnąć „przecież to było!! ucz się trochę w domu, to będziesz to wiedzieć!!!”. Nauczycielce ani razu nie zabrakło cierpliwości. Za każdym razem tłumaczyła. Początkowo się tym denerwowałam. „Tyle kasy płacę za to, żeby tyle razy powtarzać jedno i to samo?!” myślałam. Po czasie uświadomiłam sobie, że nie ma lepszej metody na naukę niż powtarzanie.

Jak bym podsumowała kursy w Austrii? Dwoma słowami – mądrze przeprowadzone. Bo nie dość, że dobrze zorganizowane, to jeszcze wplatające tematykę, która nie zawsze jest wygodna dla osób z różnych stron świata. Uczą szacunku, wyrozumiałości, empatii. I paradoksalnie mimo, że poziom austriackiego szkolenia był o wiele niższy niż nauki w Polsce, to kurs na miejscu określam jako wiele bardziej wartościowy.
Jeśli chodzi o język niemiecki – o wiele bardziej go udoskonaliłam uczestnicząc w austriackim kursie. Im więcej powtarzaliśmy dany temat tym bardziej pozostał w pamięci. I to jest klucz.

Z tym kluczem nauki języków obcych zostawiam Was na niedzielę. Oby choć jedna osoba po przeczytaniu tego wpisu była w stanie powtórzyć wiedzę sprzed lat. Oby choć jedna osoba mogła odtworzyć dawne doświadczenia.
Dobrej nocy.

2 uwagi do wpisu “Kurs językowy w Austrii to nie tylko nauka niemieckiego

  1. Pozwolę sobie na wypowiedź, ponieważ uczestniczę w kursie niemieckiego w Niemczech. Moim największym rozczarowaniem był fakt, że native speaker nie posługiwał się językiem angielskim. Jako, że niemieckiego nigdy wcześniej się nie uczyłem, to miałem problem z komunikacją. Muszę jednak przyznać, że pomimo braku języka, intuicyjnie jakby, rozumiałem pewne rzeczy. Z każdym dniem jest coraz lepiej bo dodatkowo dokształcam się w domu. Moim największym zdziwieniem był fakt, że w kursie uczestniczą osoby, które przebywają w Niemczech już 2 lata! A nie potrafią złożyć prostego zdania po niemiecku. Czyli jest dokładnie tak jak napisałaś.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s