Czy istnieje coś takiego jak zdrowy fast food?

Ostatnio duże jeżdżę, często w pośpiechu między przesiadkami bądź w McDonaldzie przy stacjach benzynowych na szybko coś przegryzam. Na jednej z przerw w 14-godzinnej podróży znów stanęłam – a jak – przy słynnym fast-foodzie. I zaczęłam się zastanawiać…

Weszłam do lokalu – jak zwykle mnóstwo ludzi. Jedni wybierali żywność na dotykowych ekranach, inni czekali na zamówienie, jeszcze inni wżerali swoje hamburgery. Zaledwie kilka stolików było wolnych. Pracownicy uwijali się jak w ukropie, ale trzeba przyznać, że dość skutecznie i sprawnie obsługiwali klientów. Ja także szybko dostałam to, co zamówiłam.
Tak sobie myślę… dzieje się obecnie tyle niedobrych rzeczy z naszymi organizmami. A to coraz więcej maleńkich dzieci chorych na nieuleczalne choroby, a to młodzi z udarami, nowotworami, a to problemy z zachodzeniem w ciążę.. Nie mam wątpliwości co do stwierdzenia, że to co jemy, ma wpływ na zdrowie. Nie wiem czy mały czy duży – wiem, że ma. Naukowcy też wiedzą. I ludzie, szarzy zwykli ludzie jak ja czy ty – też zdajemy sobie z tego sprawę. Dlaczego więc jemy te paskudztwa?
(nie zrozumcie źle i nie spłycajcie tego do określenia że może sami jesteśmy winni.. na pewne rzeczy nie mamy wpływu, np. substancje w pożywieniu, indywidualną wrażliwość na składniki etc.; poza tym zanieczyszczenia, stresy etc. to złożony problem, którego nie spłycam! ale tematem dziś jest żywność)

Świnoujście, czerwiec 2014. Jesteśmy z siostrą na urlopie. Mamy wykupione śniadania w hotelu, natomiast obiady musimy organizować sobie same. Pierwszego dnia jemy w dość drogiej knajpie, do której już nie wracamy. Nie trzeba być Magdaleną Gessler, by czuć stary olej, by widzieć, że kotlety ociekają tłuszczem. Drugiego dnia – inna restauracja, tym razem pizza. Dobra, trzeba przyznać. Trzeciego znów pizza, w tym samym lokalu. Czwartego nie mamy ochoty na pizzę. Idziemy do innej restauracji – tu nie dość, że czekamy prawie 40 minut na danie, to jeszcze jedzenie bez smaku. Mimo, że jesteśmy głodne, nie napełniamy brzuchów, bo obiadu po prostu nie da się zjeść. Piątego dnia kolejna restauracja – frytki okej. Szóstego Magda mówi: „Ja już nie chcę w ciemno iść do knajpy, by potem się nie najeść. Wiem, że to głupi pomysł, ale chodźmy do Maka”.
Tak więc… lądujemy w Maku.

McDonald ma tą przewagę, że niezależnie od tego, gdzie jestem – w Warszawie, Berlinie, Zurychu, Nowym Jorku czy Honolulu – wszędzie dostanę mniej więcej to samo. Wiem, czego się spodziewać. Ponadto jest to idealny lokal dla osób śpieszących się, chcących na szybko coś przekąsić. Sprawna obsługa to duża zaleta. Gdy do tego dodamy przystępne ceny, mamy receptę na sukces gównianego jedzenia.
Wady McDonalda? Oczywiście te zdrowotne, ale – szczerze – czy inni restauratorzy troszczą się o organizmy klientów? Myślę, że 80% wcale. Do wad zaliczam jeszcze fakt, że jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się wyjść z maka sytą. Jedzeniem z Maka się nie najem, Ty chyba też, hmm?

I tak siedziałam sobie w Macu gdzieś między Chemnitz a Norymbergą i myślałam, no do cholery, coś jest nie tak. Przy każdej autostradzie stawiają fast foody, dlaczego nikt jeszcze nie wpadł na pomysł postawienia… zdrowego fast fooda?

Kilka dni później chodziłam po centrum Freiburga. Jest to niemieckie miasto położone w południowo-zachodniej części Niemiec. Wygląda urokliwie, ma swój klimat, jeśli ktoś lubi gotyckie katedry, renesansowe budowle, pozostałości murów obronnych i takie tam (poczytajcie w wikipedii co tam jest) – polecam. Z Fryburga można zrobić sobie wycieczkę zarówno do Francji (np. zwiedzić Strasburg), jak i do Szwajcarii (rzut beretem do Bazylei). Poza tym krajobrazowo są to śliczne tereny (Schwarzwald – atrakcyjne turystycznie rejony dla Niemców), można wędrować po niskich, urokliwych pagórkach oraz jeździć rowerem (liczne ścieżki rowerowe w mieście, jak i poza miastem, przepisy drogowe dla kierowców są bardzo restrykcyjne, tzn. często można tu zobaczyć ograniczenie prędkości do 30 km/h, a kary za przekroczenia są wysokie – rowerzyści mogą się czuć ciut bezpieczniej, o ile sami też jeżdżą rozważnie). Dla fanów parków rozrywki – całkiem niedaleko Freiburga znajduję się Europapark – https://www.europapark.de/en . Nie byłam, ja się takich rzeczy boję. Ale podobno zajebiście 🙂
W starej części miasta wstąpiłam do warzywniaka, który zwabił mnie kolorami i dużą ilością różnorakich owoców i warzyw. Niby zwykły warzywniak, ale kupił mnie przede wszystkim tym, że miał arbuza w kawałkach z lodówki. Ale jak? No normalnie, w plastikowych kubkach 0,5 włożone pokrojony na kawały arbuz i do tego mały, plastikowy widelczyk (szkoda, że plastikowy). W takiej formie można było jeszcze kupić ananasa bądź wymieszane owoce. Tego mi było trzeba, temperatura powietrza tego dnia sięgała 38 stopni. (warzywniaki, chwytajcie ten trik na lato).
Pragnienie zgasiłam, ale po 2 godzinach odezwał się głód. W jednej z uliczek zobaczyłam reklamę lokalu przedstawiającego się jako „naturalny fast food”. Bez wahania poszłam w stronę, którą pokazywał baner. Moim oczom ukazał się mały lokalik z wystawionymi na zewnątrz stolikami. Wszystkie były zajęte. Weszłam do środka, kilka miejsc było wolnych. Jedzenie na talerzach gości wyglądało bardzo smacznie. „Jem tutaj” stwierdziłam i zamówiłam wrapa nazywającego się burger. Czekałam ok. 10 min. Mój wrap wyglądał tak:

Zapłaciłam 7 euro. Plus świeży sok – 3 euro. Inne wrapy były po 5 euro, więc ceny bardzo przystępne (w Maku w Niemczech podobne lub wyższe ceny). Kawa kosztuje tam od 2 do 3 euro.
I wiecie co? Najadłam się. Ten wrap był sycący, wyszłam stamtąd pełna. I był przesmaczny. Co w nim było? Pomidor, jakaś sałata, mięso mielone. Dobrze doprawione, pyszne. Chcecie wiedzieć, co ten lokal ma jeszcze do zaproponowania? Proszę bardzo, oto link: https://www.mm-leckerbar.com/START
Dla każdego coś zdrowego – weganie, wegetarianie jak i mięsożercy znajdą coś dla siebie.

wnętrze lokalu

We Freiburgu są dwie tego typu restauracje. Mam nadzieję, że się rozprzestrzenią i że kiedyś przy autostradzie będę mogła skoczyć na coś tak pożywnego i szybkiego jednocześnie. Tymczasem gdybyście przejazdem byli we Freiburgu – polecam z czystym sumieniem.
W jednym zdrowy fast food może nie dorównać Makowi. Otóż Mak nigdy się nie nudzi… są ludzie, którzy są w stanie codziennie jeść w lubianym fast foodzie. A spróbujcie codziennie jeść w ulubionej knajpie. W końcu Wam się znudzi. Mak ma chyba jakąś chemię, która uzależnia. Nie wiem, może się mylę, ale to ciekawe, że niektóre fast foody można ciągle jeść.
Takie zdrowe jedzenie może się znudzić. Zdrowy fast food musiałby mieć kilka propozycji w stałym menu jak i menu sezonowe. Ciągle coś nowego i świeżego jednocześnie. Prawda, że to miałoby sens?

Wpis ten dedykuję trochę tym znajomym, którzy od 40395085 lat mówią o własnym biznesie jednocześnie nie mając żadnego pomysłu na biznes. To macie jak na dłoni – zdrowy fast food. Tego nam trzeba!

Jedna uwaga do wpisu “Czy istnieje coś takiego jak zdrowy fast food?

  1. Tak właściwie to w Macu można zjeść salatke, i będzie szybko i zdrowo. 🙂 Tylko mało ludzi je kupuje, bo jak do maca to przecież na burgera 🙂
    Myślę że kwestia zdrowego fast foods jest tez taka, że ciężko jest coś przyrządzić na świeżo i szybko, jeśli się tego nie smaży, bo jednak smażenie jest jednym z najszybszych procesów przetwarzania jedzenia (obok grillowania, które jest zdrowsze 🙂 )
    Ale tak.. fajnie by było mieć takie knajpy w Polsce 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s