Niemieckie autostrady – bezpieczne czy nie? I czy to ważne?

Niemieckie drogi to dla nas, Polaków, przede wszystkim autostrady, na których można hulać do woli. Zastanawiam się, czy brak ograniczeń prędkości nie wiąże się ze zwiększonym występowaniem śmiertelnych wypadków na niemieckich autostradach. Jak myślicie?

Kilka razy słyszałam opinie Niemców odnośnie braku ograniczeń prędkości na autostradach. Nie wszystkim podobają się obecnie obowiązujące zasady. Głównym zarzutem wobec przepisów jest brak dbałości o bezpieczeństwo podróżujących. Na pierwszy rzut oka można stwierdzić – to prawda. Przecież jak się jedzie 200 km/h to nie ma mowy o bezpiecznej jeździe.

Mieszkam w miejscu, gdzie w odległości 20 km mam granicę zarówno niemiecko-austriacką, jak i austriacko-szwajcarską. Jak to przy granicach, ludzie kombinują, by łapać tańsze okazje. Stąd np. mieszkańcy przygranicznych wiosek w Austrii jeżdżą na spożywcze zakupy do Niemiec, Szwajcarzy także preferują Niemcy gdy mowa o zaopatrzeniu żywieniowym. Niemcy natomiast masowo jeżdżą do Austrii tankować swoje pojazdy. A do Szwajcarii jeździ się po… w sumie po nic. Szwajcaria się nie nadaje na tego typu rozkminy, jest za droga pod każdym względem. Tam się jeździ tylko pracować.
Powracając do Niemców – ich paliwo jest droższe. Tyle wiedziałam, póki sama się nie przejechałam autem do Niemiec. Dziś zatankowałam w Bregencji benzynę, za litr zapłaciłam 1,29 euro. Jadąc wgłąb Niemiec, przejeżdżając przez różne miasteczka w oczy rzucały mi się ceny paliwa – 1,41 euro. To 12 eurocentów więcej niż w Austrii… dużo, prawda? Ale to jeszcze nic. Wjechałam na autostradę, a tam dziś cena za litr wyniosła…. 1,70 euro.

Autostrady niemieckie są niby bezpłatne, ale ukryte ceny są na stacjach paliw przy szybkich drogach, co widać po powyższym przykładzie.
2 tygodnie temu jadąc z Polski przez Niemcy musiałam raz zatankować u sąsiadów. Trochę bolało, bo za litr dałam wtedy 1,66. I wtedy też uświadomiłam sobie, że muszę jechać… oszczędniej. Czyli bez szaleństw, powolutku sobie pyrkać, byleby nie musieć znów się zatrzymywać. I tak oto jechałam 130 km/h na niemieckiej autostradzie. Dacie wiarę? 🙂

Ale ale. Są kierowcy, którzy lubią szybko jeździć. Np. taki kolega B. (pozdrawiam!)
B. ma zajebiste, sportowe auto. Nówka, jaraliśmy się jak dzieci gdy odbieraliśmy je z salonu. B. kupił ten pojazd po to, by szybko jeździć. Tak lubi.
Raz jechałam z B. do Polski. Była noc, drogi puste. Siedziałam jak na szpilkach, bo czasem jechaliśmy 250 km/h. Po kilku godzinach podróży zatrzymaliśmy się – a jakże – w Maku. Spożywając hamburgery usłyszeliśmy, że dwójka mężczyzn siedzących przy stoliku obok, mówi po polsku. Oni też wiedzieli, że jesteśmy Polakami, spojrzeli na nas gdy rozmawialiśmy. Wszyscy razem wyszliśmy z lokalu. Ja z B. wsiedliśmy do wypaśnej er-eski, a tamta dwójka – do starego Renault Megane rocznik ok. 2005. Z parkingu wyjeżdżali przed nami. „Spójrz jak im się kopci z rury wydechowej, jakby ktoś zadzwonił teraz na policję i to zgłosił, to miałyby chłopaki kłopoty”, powiedział B. Gdy wjechaliśmy na autostradę, B. wcisnął maksymalnie gaz i migiem dwójka Polaków została daleko w tyle. 10 minut później B. ciut zwolnił (do 180 km/h) i tak „pyrkaliśmy”. Nagle na lewym pasie mignęła nam stara Meganka na polskich blachach. Nie jestem zwolenniczką ścigania się i nigdy nie zrozumiem dlaczego faceci bawią się w tego typu rozgrywki na drogach… mniejsza z tym. B. ewidentnie poczuł, że musi ich wyprzedzić. Tak więc – gaz do dechy i frrrruu do przodu. Po 5 minutach Polacy byli daleko w tyle. Ale nie na długo, bo ci znów nas wyprzedzili. Potem my ich. Później oni nas. I tak w kółko. Pewnie pytacie siebie jakim cudem stara meganka nas wyprzedzała? Otóż B. dobrze zna niemieckie drogi i wie, że jak jest ograniczenie prędkości, to trzeba zwolnić. Jeździ przepisowo. Natomiast Polacy zachowywali się tak, jakby nie widzieli znaków mówiących o ograniczeniach i ciągle jechali na wysokich obrotach. My nadganialiśmy na odcinkach, gdzie nie było ograniczeń, oni nas doganiali tam, gdzie ryzyko otrzymania mandatu jest bardzo duże. I tak się bawiliśmy jakąś godzinę.
W końcu wyprzedziliśmy rodaków i jakieś 15 minut nie zwalnialiśmy tempa, żeby raz na zawsze ich zostawić w tyle. W pewnym momencie zauważyłam, że jedziemy… 120 km/h. „Ej, ale tu nie ma ograniczenia… czemu jedziemy tak wolno, zaraz nas stary rzęch dogoni”, powiedziałam, na co B. zgaszonym głosem odrzekł, że… jesteśmy na rezerwie i przejedziemy maksymalnie jakieś 20 km.
To nie było zabawne, bo na autostradach w Niemczech stacje benzynowe nie są gęsto rozmieszczone. Jak łatwo się domyślić – Meganka nas wyprzedziła. Tymczasem my zjechaliśmy na parking i B. wyciągnął z bagażnika kanister z paliwem. Zatankował i to nam starczyło na dojechanie do stacji. Polaków więcej nie dogoniliśmy. Tak więc stary francuski gruchot wygrał z nowiutką er-eską. Miałam niezły ubaw 🙂
Ale do meritum. Ile paliliśmy? 18 litrów. (A są auta i kierowcy palący 25 litrów.. ale kto bogatemu zabroni 😉 od tego są szybkie auta, żeby zapieprzać, a nie oszczędzać na paliwie).

Wiecie teraz dlaczego na niemieckich autostradach nie ma ograniczeń prędkości? 🙂
To się, jednym słowem, kręci i opłaca.

Teraz przejdźmy do danych na temat wypadków drogowych w Niemczech. W 2017 na niemieckich autostradach miało miejsce 20928 wypadków (6,9% wszystkich wypadków w Niemczech), w których poszkodowani zostali ludzie: ponad 33 tys. rannych, 409 osób straciło życie. Na polskich autostradach doszło do 478 wypadków, co stanowi zaledwie 1,5% wszystkich wypadków. W Polsce autostrad jest o wiele mniej, więc nie ma co porównywać tych danych. Aczkolwiek u naszych sąsiadów ponad 400 osób zginęło… to niemało. Jako przyczyny wypadków na autostradach podaje się głównie niedostosowanie prędkości do panujących warunków atmosferycznych.
Wbrew danym na temat autostrad, Polska nie wypada dobrze na tle innych krajów europejskich w temacie bezpieczeństwa na drogach. U nas w 2017 roku na milion mieszkańców ginęło w wypadkach 75 osób. Tymczasem w Niemczech było to tylko 39 osób. 71% wypadków w Polsce miało miejsce na terenie zabudowanym. W Niemczech – 68,6%. Niemcy bardzo przestrzegają ograniczeń prędkości w terenie zabudowanym. Często można się spotkać z ograniczeniem do 30 km/h. Na początku nie umiałam się do tego przyzwyczaić, nawet nie wiedziałam jak można tak powoli jechać. We Freiburgu są 3-pasmowe jezdnie, na których nie można jechać więcej niż 30 km/h, wyobraźcie to sobie. W Polsce na takich drogach mało kto jedzie przepisowe 50. W Niemczech też mało kto ma na liczniku 50 🙂 Kary? Za przekroczenie prędkości do 10 km/h w mieście można zgarnąć mandat w wysokości 15 euro (poza miastem – 10 euro). Gdy jedziemy szybciej o 11-15 km (w terenie zabudowanym) – zapłacimy 25 euro, 16-20 km/h – 35 euro. Gdy przekroczymy prędkość o 70 km/h w mieście to otrzymamy karę 680 euro i 3-miesięczny zakaz jazdy samochodem. Wbrew pozorom nietrudno o takie nagięcie – często jedzie się „stówą” i nagle widzi się znak ograniczenia do pięćdziesięciu, a po kilku metrach do trzydziestu. Jak się człowiek zagapi to słono płaci. Stąd Niemcy w reguły dostosowują prędkość do przepisów.
Odchodząc trochę od statystyk, a odnosząc się do obserwacji – widzę, że w Niemczech na wsiach kierowcy naprawdę zwalniają. Jest to spowodowane gęstym rozmieszczeniem fotoradarów, częstymi ograniczeniami prędkości. W Polsce natomiast na wsiach ludzie jeżdżą – moim zdaniem – paskudnie, za szybko, brawurowo. Poza tym – u nas rowerzystów z każdym rokiem przybywa, natomiast ścieżek rowerowych jakoś tak w pewnych miejscach ciągle nie widać. To też ma wpływ na owe statystyki.
Polecam przeczytać choć jeden raport ze statystyk wypadków drogowych w Polsce. Można się zdziwić, serio.
Polecam także przeczytać o najczęstszych błędach popełnianych przez kierowcach na autostradach. Zapewne tyczy się to autostrad zarówno polskich, jak i niemieckich.

Podsumowując, trudno odpowiedzieć sobie na pytanie czy niemieckie autostrady są bezpieczne czy też nie. Może zbyt mało grzebałam, może gdzieś istnieją statystyki biorące pod uwagę ilość autostrad w danym kraju i przeliczenie wypadków na określony odcinek jezdni. Niemniej jednak dla mnie jazda ponad 200 km/h jest cholernie niebezpieczna. Bez wątpienia generalnie niemieckie drogi są o wiele bezpieczniejsze od polskich. Jednak mam wrażenie, że nasi sąsiedzi mogliby poprawić statystyki wprowadzając ograniczenie na autostradach, ale raczej nie mają zamiaru tego robić. Powód jest oczywisty. Szkoda.



Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s