Pod przykrywką ekologii, czyli nietypowy mandat

Przykro się patrzy na zdjęcia zaśmieconych mórz, zasyfionych plaż i zaczadzonych miast. Zanieczyszczamy środowisko, to nie ulega wątpliwości, należy coś zrobić, by zahamować niszczenie przyrody. Tylko co właściwie ja, przeciętna kowalska, mogę zrobić?

Myślę, że jestem uświadomiona co do istotności dbania o naturę. Zastanawiam się nad tym, co mogę zrobić. Segreguję śmieci. Staram się kupować regionalne produkty, a nie takie, które przypłynęły statkami lub przyleciały samolotami. Patrzę na opakowania. Sprzątam po sobie w przestrzeni publicznej.
Ostatnio przy wynoszeniu śmieci stwierdziłam, że za dużo plastiku produkuję. Mieszkam sama, a wynoszę każdego tygodnia tyle tworzywa sztucznego, że aż wstyd. Skarciłam się za to, ale po chwili stwierdziłam, że to przecież nie moja wina.
Bo kto produkuje ten plastik? Ja? Serio, JA?! Wielu produktów nie kupię w nieplastikowych opakowaniach, nie mam wyboru tak naprawdę. Dlaczego próbuje się mi wmówić, że odpowiadam za ten wszechobecny syf?!

Właściwie piszę tego posta, bo dostałam mandat w wysokości 80 euro. Nie za stworzenie zagrożenia na drodze, nie za przekroczenie prędkości. Wiecie za co? Za brak naklejki na przedniej szybie. Samochód 3-letni, benzynowy. Widać, że nie gruchot. Ale jakaś gnida chodziła po parkingu i wlepiała mandaty za brak zielonej naklejki mówiącej o nieszkodliwości spalin wydzielanych przez pojazd.
Się okazuje, że w Niemczech w coraz większej ilości miast trzeba mieć owe oznaczenie.
Jak zdobyć naklejkę? Można kupić przez internet bądź w odpowiednim urzędzie w danym mieście (po pokazaniu dowodu rejestracyjnego). Co ciekawe, naklejka z jednego miasta nie obowiązuje w innym mieście – tak twierdzi pani w urzędzie, w którym kupowałam naklejkę, choć pewnie się myli (jeszcze? 😀 może tak właśnie chcą zrobić? :)).
Gołym okiem widać, że moje auto to nie gruchot sprzed dwudziestu lat. A jeśli już ktoś ma podejrzenia – można za wycieraczką zostawić informację, że np. w ciągu 7 dni od otrzymania kartki mam obowiązek stawienia się w urzędzie. A nie od razu, z grubej rury, mandat na 80 euro.

Wiadomo że nie chodzi o ekologię, a o zdzieranie pieniędzy z ludzi. Nawet nie potrafię policzyć, ile hajsów zebrali… (5 euro od każdego auta). Ale już kichać te pieniądze. Ja się pytam, co w centrum Freiburga robią TIRy, diesle w dodatku. Rozumiem, że też mają naklejki. Że wykazano w urzędzie dowody rejestracyjne tych pojazdów, zapłacono, i załatwiono. Czasem zapłacono ciut więcej. Czasem coś podrobiono. Ale to nieważne. Ważne, że jest naklejka.

I wmawiają Ci, maluczki człowieczku, że to Ty, Ty i tylko Ty jesteś odpowiedzialny za ten zaświniony świat. Że Twoje auto, że Twoja dioda z telewizorze, że Twoje nierozważne zakupy… to Ty sprawiasz, że za 50 lat umrzemy, bo nie będzie czym oddychać. To Twoja wina.
Ale nikt Ci nie powie, ile świństwa pochodzi od jednorazowego rejsu tankowca. Nikt nie wspomni o fabrykach puszczających w powietrze niewyobrażalne ilości trucizn. „Nie nieee, bo przepisy unijne!” Taa? Powiem Ci, że przepisy nie dotykają wielkich. A już tym bardziej nie dotykają śmierdzących firm w Polsce. Bo lepiej żeby śmierdziało w Polsce, aniżeli na Zachodzie. Poza tym.. im więcej przepisów, tym więcej furtek dla przekupstwa i jednocześnie tym więcej granic dla małych firm, które próbują się rozwinąć ponad pewien poziom. Nie rozwiną się.

W świecie motoryzacji można zaobserwować rywalizację między firmami, które biorą się za produkcje samochodów elektrycznych. Nikomu nie zależy na ratowaniu środowiska, a na tym, by wykorzystać trend i podatność ludzi na używanie argumentacji związanej z działaniem na rzecz ekologii.
Rosnąca siła polityczna w Niemczech – Zieloni – pragnie, by w Niemczech jeździły samochody elektryczne. Od 2030 roku chcą zakazać benzyniaków i dieslów. No bo to przecież eko, nie? No nie do końca, bo sama produkcja baterii to tworzenie spalin. Bo nikt nie ma pomysłu na to co zrobić z bateriami, które już nie będą się nadawały do użytkowania. Pewnie wywiozą do Etiopii, tam to można zanieczyszczać. Albo do Polski.

Tak naprawdę to najlepiej byłoby się przesiąść na rowery lub środki komunikacji miejskiej. Punkty wypożyczania rowerów to genialne rozwiązanie, ale tylko wtedy, gdy drogi są przygotowane na rowerzystów. Finlandia radzi sobie z tym świetnie, poza tym w Helsinkach o wiele lepiej jeździć komunikacją miejską aniżeli autem. To też jest jakieś realne rozwiązanie. Wiedeń także należy do miast, gdzie zdecydowanie z auta przesiadłabym się do metra. Nie wiem po co ludzie spędzają godziny w korkach, zamiast w pół godziny czmychnąć z jednego końca miasta na drugi za pomocą różnych środków transportu miejskiego. Sposobów jest mnóstwo. Można na obrzeżach miast postawić wiele parkingów i stacje bądź przystanki, by ludzie bez problemów dojeżdżali do miejsc pracy nie zaczadzając miast. Tylko że.. tylko że nie ekologia jest celem.

Jak powiesz, że nie latasz na wakacje, bo samolot tworzy spaliny, to Cię wyśmieją. Ale Twoje auto (nowe) to już jest problem. Powiesz, że nie wsiądziesz na turystyczny stateczek tylko po to, żeby się przepłynąć wte i wewte, bo nie chcesz dopłacać do zanieczyszczania wody, to Cię wyśmieją. Stwierdzisz, że nigdy w życiu nie weźmiesz dziecka do ZOO, bo nie chcesz dokładać się do cierpienia zwierząt, to Cię wyzwą od bezdusznych, bo nie pokażesz bobaskowi małpeczek i misiów w klatce.
Turystyka musi się przecież kręcić.

Dziś czytałam o niedoborze mieszkań w Niemczech. Problem jest gigantyczny. I wywiad z jakimś mądralą, doktorkiem czy kij wie kim. Pan mówi, że raczej nie będzie budowy nowych mieszkań, bo to niszczy środowisko. No, nie zaprzeczam. Ale czy o to chodzi? A może komuś to na rękę, że jest tak ciasno w nieruchomościach?

Branie ludzi za debili i przykrywanie dosłownie wszystkiego dbałością o środowisko to ciut przesada. Jestem wnerwiona. Mało co mnie tak wnerwia, jak te ekobełkoty.

9 uwag do wpisu “Pod przykrywką ekologii, czyli nietypowy mandat

  1. Jednak jak czasem przejdzie się zimą po mojej wsi i jak sie czuje dosłownie sam dym zamiast powietrza bo w prawie każdym domu palą węglem i pieron wie czym innym to zdecydowanie zgadzam się aby skończyć z wydobywaniem tego czarnego syfu spod ziemi (który jest coraz gorszej jakości) i zająć się ekologia. A produkcja elektrycznych silników samochodowych wcale nie byłaby tak niszczycielska jak suma spalin tych wszystkich samochodów co nas wokół zatruwają. Wiadomo, że koncerny naftowe będą nam wmawiac, że nie ma globalnego ocieplenia, że to nie dwutlenek węgla powoduje ocieplenie itp bzdury. A tymczasem fakty mówi za siebie – zim prawie już nie ma a lata coraz bardziej upalne z roku na rok…

    Polubienie

    1. pewnie, że samochody smrodzą.. ale można by do pracy jeździć komunikacją miejską, na rowerze, hulajnodze etc.
      co do elektrycznych samochodów – jestem bardzo sceptyczna zarówno przez sposób ich produkcji, jak i przez odpady, które będziemy mieć.
      no i zieleń.. zieleń w miastach może nas uratować.
      a palenia węglem bez dwóch zdań powinno nie być i jeśli politycy trzymają się kurczowo argumentu, że to część naszej gospodarki, historii, tradycji Śląska, to ja nie wiem co dla nich jest priorytetem…

      Polubienie

      1. tak, niestety zieleni brak – obecnie masowo wycinają drzewa – kiedyś w moich okolicach było mnóstwo cienia które dawały drzewa wzdłuż dróg, pól, parków – teraz robi się pustynia… może i racja, że akumlatory po samochodach elektrycznych to kolejne zagrożenie dla środowiska…. Ja kiedyś słyszałem o bardzo kontrowersyjnym rozwiązaniu – w USA planują aby uruchomić reaktory jądrowe produkujące całą potrzebną energią dla miast i wsi, która zostałaby przekształcona na mechaniczną, cieplną, elektryczną itd. i dostarczona do domów, fabryk itd. Sama energia jądrowa jak wiadomo tworzy się z rozszczepienia atomów, które nie emitują żadnych gazów cieplarnianych, zanieczyszczeń samych w sobie ale za to zabójcze promieniowanie. Jednak wszystko to odbywa się w zupełnej izolacji dla środowiska zewnętrznego (materiały pochłaniające promieniowanie, betonowe ściany itd) a współczesne reaktory mają wiele zabezpieczeń. .. wtedy byłoby wszystko ok jeśli oczywiście reakcja łańcuchowa nie wymknęłaby się nigdy spod kontroli – tak więc zaufać energii jądrowej można tylko w systemie zero jedynkowym – wszystko albo nic – życie albo śmierć…

        Polubienie

      2. w połowie można ale wtedy na świecie przetrwa tylko jeden gatunek – deutsche zdrapy czyli żywe trupy z Majorki:)

        Polubienie

    1. a no..
      natura sama wybije ludzkość. wystarczy kilka susz, burze, grady, trzęsienia ziemi, tsunami etc. i już nas nie ma..
      eh. może i dobrze

      Polubienie

      1. eee…. nie bądźmy już takimi pesymistami – natura nie jest taka złośliwa – to prędzej ludzkość wybije się wzajemnie:)

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s