Rowerem przez świat

Do niedawna myślałam, że międzymiastowe ścieżki rowerowe są tylko w Holandii. Zatrzymałam się chyba na etapie, gdy w wieku 10 lat odwiedziłam kraj wiatraków i byłam zdumiona ilością rowerzystów. Dziś rajem dla zwolenników aktywnego spędzania czasu jest nie tylko Amsterdam, ale także Austria i wiele innych europejskich miejsc.

W Austrii ścieżki rowerowe są przeznaczone nie tylko dla mieszkańców miast i wsi, ale także dla turystów. Istnieje wiele ścieżek liczących kilkaset kilometrów, można w bezpieczny sposób przejechać całą Karyntię bądź od Passau mknąć przez Linz do Wiednia i dalej do Bratysławy. Można wybrać się na tygodniową podróż jednośladem wokół Jeziora Bodeńskiego, czyli prócz Austrii zwiedzić kawałek Szwajcarii i Niemiec. Możliwości jest mnóstwo. Na ulotkach informacyjnych czy w internecie znajdziecie bez problemu szczegółowe informacje na temat wybranych tras, poziomu trudności oraz podane są propozycje baz noclegowych po drodze. Jeśli jesteście zainteresowani – zachęcam do odwiedzenia strony radtouren.at (wersja po polsku także dostępna).

Drogi rowerowe w Austrii są przeważnie asfaltowe, czasem „kamyczkowe”. Nie widziałam tu kostki brukowej (Władysławowo – Hel – po co piniądze wydawać na kostkę brukową, kiedy asfalt wystarcza?!). Słyszałam, że w Polsce też się tworzy drogi rowerowe, bo mamy dotacje z Unii. Że ponoć chcą specjalnie poszerzać drogi i zabierać ludziom część ich posesji (nie wiem czy to serio czy ktoś ludzi podpuszcza). Czy to ma sens? Naprawdę nie da się inaczej znaleźć miejsca dla rowerzystów?
W Austrii takie trasy dla rowerów są sprytnie przeprowadzone. Zazwyczaj są one usytuowane wzdłuż rzek, torów kolejowych bądź – rzadziej – wzdłuż autostrad. W małych miejscowościach biegną między domkami i w polach. Mniej uczęszczane drogi są w całości oznaczone tak:

Jest to droga dojazdowa do prywatnych posesji – jedyne samochody, które tu jeżdżą, to te od właścicieli domków usytuowanych przy ulicy. Taką drogę śmiało oznaczono w całości jako rowerową. Jeden koniec owej ulicy się zwęża i wjeżdża w pola (wtedy jest to typowa trasa rowerowa), drugi zaś dobiega do bardziej ruchliwej ulicy. W tej sytuacji rowery muszą skręcić w lewo, gdzie ścieżka prowadzi innymi tego typu bezpiecznymi zakamarkami.

Wszystko jest elegancko oznaczone. W większych miastach z kolei mamy albo wydzielone pasy dla rowerów po bokach dróg, albo ścieżki rowerowe mieszczą się na szerszych chodnikach (również jest to oznaczone). Na czerwonych światłach – rowery stają przed samochodami osobowymi (zazwyczaj) lub zjeżdżają na chodnik – wszystko jest pokazane strzałkami. Gdzie się da, tam przeprowadza się drogi rowerowe w spokojniejszych miejscach, „bokami”.

A jak to wygląda między miastami? Powiem Wam, że pięknie jeśli chodzi o widoki zarówno dalekie jak i bliskie. Jadąc samochodem człowiek się tak nie ekscytuje krowami jak na rowerze. Do zdjęcia poniżej przystanęłam na około 10 minut i gadałam z tymi zwierzętami. Myślę, że krowy są cholernie mądre. Na myśl przychodzą mi wspomnienia z dzieciństwa, z czasów, gdy babcia posiadała krowy i każda z nich miała imię. Każda z nich wykazywała się swoją osobowością. Jedna łagodna, druga strzelała fochami, trzecia stawiała na swoim. Pamiętam opowieści o byku Dominiku, po którym moja kuzynka dostała imię (w wersji żeńskiej)… Serio… imię po byku 😀

Ponadto na takich trasach możemy spotkać stanowiska do pompowania rowerów wraz z podstawowym sprzętem majsterkowicza, jak na zdjęciu poniżej.

Podobne rozwiązania są w Niemczech. Dokładnie na ten temat się jednak nie wypowiem, bo tam nie jeździłam jednośladem, aczkolwiek na pierwszy rzut oka przyjaźnie to wygląda.

Niebezpieczeństwo dla rowerzystów? Na pewno alkohol, co też władze widzą i co surowo karają. Za jazdę pod wpływem alkoholu bądź innych środków odurzających grozi kara w wysokości – uwaga – od 800 do 5900 euro! Limit to 0,8 promila we krwi. Jako że jest dostępnych coraz więcej międzynarodowych tras rowerowych, warto zerknąć gdzie jaką karę można dostać, dobrze wiedzieć, gdzie można pozwolić sobie na lekkiego kaca, a gdzie nie. Tu to sprawdzicie.

Inne niebezpieczeństwa to zwyczajny brak rozwagi. Przypomnę, że rowerzystów także obowiązują pewne zasady. Jeśli policja nie złapie na gorącym uczynku niesfornego rowerzystę, to prawdopodobnie żadna kara go nie czeka, bo jak udowodnić mu winę. Zapomina się, że to o bezpieczeństwo chodzi. Rowerzyści są nadzy na drodze, jeśli zdarzy się kraksa z samochodem – auto będzie miało kilka rys, kierowcy nic się nie stanie, natomiast zdrowie rowerzysty może być zagrożone.
We Freiburgu (Niemcy) jeździ mnóstwo ludzi „na kole”. Nagminnie łamią przepisy, jeżdżą za szybko, często czmychają na czerwonym świetle. Początkowo trudno było mi się poruszać samochodem w mieście, gdzie na każdym kroku z każdej strony jeżdżą jednoślady. Po czasie przyzwyczaiłam się do zasad panujących w mieście i nawet muszę stwierdzić, że organizacja ruchu jest tam sprawnie zorganizowana. Ale ciągle widziałam przewinienia rowerzystów i ciągle mnie to drażniło. Pewnego razu rowerzysta o mało co do mnie nie dobił. Prawdopodobnie byłaby moja wina gdyby doszło do wypadku. To było na ulicy między blokami z ograniczeniem prędkości do 30 km/h. W prawej i lewej strony stały zaparkowane pojazdy, widoczność była słaba. Poza tym byłam rozproszona, bo nie orientowałam się w terenie i jedyne co wiedziałam, to że muszę skręcić w którąś uliczkę w lewo. Myślałam, że droga na której się znajduję, ma pierwszeństwo. Dziś nie jestem tego pewna. W każdym razie – powolutku na dwójce poruszałam się w ciasnym korytarzu utworzonym przez zaparkowane samochody, w końcu zauważyłam pożądaną ulicę w lewo i zaczęłam skręcać. Tymczasem z prawej strony słyszałam jakieś gwizdy – skręciłam głowę w prawo i zobaczyłam pędzący rower wprost na mnie. Jednoślad przecisnął się między moim pojazdem a innym zaparkowanym samochodem, po czym odwrócił się do mnie i agresywnymi ruchami wyraził swój gniew. Podniosłam rękę i skłoniłam głowę, by się uspokoił i nie robił scen, bo oboje się zagapiliśmy, ale zwolnił i jeszcze przez jakieś 30 metrów wyklinał. W końcu się zatrzymał z boku i patrzał na moje tablice rejestracyjne, a ja pojechałam bez zbędnego wdawania się w pokaz idiotycznych gestów. W środku byłam roztrzęsiona.
Analizując sytuację – prawdopodobnie nawet gdybym spojrzała w prawo to bym nie zauważyła rowerzysty, bo wszędzie stały samochody i zasłaniały uliczki z prawej i lewej strony. Poza tym, przyjmując że na osiedlu panowała reguła prawej ręki – gdybym jechała z jego prawej strony to skończyłoby się o wiele gorzej. On nie miał szans wyhamować, bo jechał za szybko. Co mnie irytowało we Freiburgu to fakt, że ciągle to kierowca samochodu musiał uważać na rowerzystów, którzy zasady mieli w nosie.
Gdyby facet do mnie dobił, to prawdopodobnie by coś połamał, mogłoby się skończyć nawet śmiertelnie, bo prędkość miał zawrotną. Mała osiedlowa uliczka, a o mało co do śmiertelnego wypadku nie doszło… nieźle, co? Widzicie, mogłam spowodować śmierć jadąc 10 km/h…
Nawet gdyby to nie była moja wina, to czułabym się paskudnie i nie chciałabym mieć nic wspólnego z tak nieprzyjemną sytuacją jak pozbawienie kogoś zdrowia. Stąd ważne jest mówienie o rozwadze na drodze, o ograniczeniach prędkości, które dotyczą także rowerzystów.

Fajnie, naprawdę fajnie, że w Polsce powstają ścieżki rowerowe. Wiem, że dotacje z Unii są nieraz bezsensownie wydawane, mam nadzieję, że w tym przypadku nie będziemy się ośmieszać kostką brukową bądź budowaniem ścieżek rowerowych w miejscach, gdzie trudno o wymaganą szerokość, a zamiast tego znajdziemy lepsze, bezpieczniejsze i sprytniejsze rozwiązania. Mam nadzieję, że rozsądek wygra z urzędniczym brakiem zrozumienia dla realnych warunków w danym miejscu.

Dobra, muszę już kończyć te wypociny, bo idę pojeździć na kole. W takim miejscu to czysta przyjemność. Pa! 🙂

(PS. podobno tworzona jest długa ścieżka rowerowa nad Jeziorem Garda we Włoszech – jeśli to prawda a lubicie aktywny wypoczynek w pięknych miejscach – musicie taką wycieczkę zaliczyć!)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s