Poszła Maryna do apteki

W aptekach bywam rzadko, zazwyczaj przy przeziębieniach próbuję radzić sobie domowymi sposobami. Ale wiadomo, nie zawsze zdaje to egzamin. Więc raz stwierdziłam: „dobra, niech stracę, pójdę do apteki”.

Z czym Wam się kojarzy apteka? Mi do tej pory wydawało się, że jest to sklep, tylko że z lekami. Że mówię „poproszę coś na gardło, coś na katar”, pani pyta czy wolę syropek czy kapsułki czy jakiś psikacz, ja odpowiadam, i załatwione. Ale w Austrii sprawa wygląda nieco inaczej. Tu zobaczyłam coś całkiem innego. Pewnego dnia weszłam do apteki. Moim oczom ukazało się około 6 stanowisk, przy każdym stała farmaceutka i klient. „Co jest, przecież to mała wioska, skąd tyle osób obsługuje ludzi?!”, pomyślałam. Po 10 minutach czekania w kolejce zaczęłam się niecierpliwić, nie wiedziałam, czemu to tyle trwa. Gdy przyszła pora na mnie, śpiesznym krokiem podeszłam do lady i poprosiłam o coś na zatoki.
– Co panią dokładnie boli? – spytała farmaceutka.
– Głowa gdy się schylam. I nie mogę spać, bo mi tam w środku wszystko zatyka i nie umiem oddychać.
– Katar pani ma? Jaka wydzielina leci? Zielona, żółta? Gęsta? Rzadka?
– Eeeee..
Może o szczegółach nie będę pisać, ale wiedzcie, że kobieta bardzo szczegółowo wypytywała o objawy oraz o to, jak do tej pory sobie radziłam z przeziębieniem. Moja rozmowa z panią farmaceutką trwała około 10 minut. Pokazała mi 3 leki, opisała każdy z nich, ale w ostateczności sprzedała jeden, bardzo mocny.
– Proszę wziąć kapsułkę rano i wieczorem. Jeśli po dwóch dniach od brania nic się nie poprawi – proszę udać się do lekarza, prawdopodobnie będzie potrzebny antybiotyk. Proszę też pokazać doktorowi, że brała pani ten lek według wskazań.

Wow. Kopara mi opadła. Gdzie kto kiedyś mi powiedział, że jeśli dany lek nie zadziała w określonym czasie, to prawdopodobnie w ogóle nie zadziała. Gdzie tam jaki farmaceuta napisał mi jak dawkować lek bez recepty (to robił tylko lekarz). Uświadomiłam sobie, że farmacja nie wszędzie wygląda tak, jak w Polsce. Że ten zawód ma sens, jeśli są ku temu odpowiednie warunki. Niestety u nas wszystko się niszczy. Rola farmaceuty sprowadza się do sprzedawcy kapsułek. Czasem w Polsce pytałam farmaceutów, jaki lek byłby dla mnie lepszy, ale często obsługa sama nie wiedziała co mi doradzić. Nie ma co się dziwić, polskie realia trochę zabijają fachowość w tym temacie.
Jeszcze lepiej sytuacja wygląda w Szwajcarii – przeczytacie o tym na blabliblu (polecam).

Także tego. Idzie jesień, już czuję, że coś mnie bierze. Jeśli czosnek, miód, cytryna i imbir nie pomogą w miarę szybko, to się nie będę wahać. Farmaceuci tu są naprawdę fachowi.

2 uwagi do wpisu “Poszła Maryna do apteki

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s