Jak przerejestrować auto z polskich na austriackie numery rejestracyjne

W Austrii można maksymalnie 1 miesiąc jeździć na zagranicznych rejestracjach. Po tym czasie, jeśli jesteśmy tam zameldowani, musimy zmienić tablice lub liczyć się z drogimi karami (nawet 5 tysięcy euro), z postępowaniem sądowym włącznie. Jesteś za kierownicą zagranicznego pojazdu (nieważne czy Twojego czy nie) i mieszkasz w Austrii = licz się z kłopotami, po prostu. Lepiej nie ryzykować. Co więc począć?

Wiele osób gdy zaczyna czytać o zawiłościach związanych ze zmianą numerów rejestracyjnych postanawia sprzedać swoje auto w Polsce i kupić nowe bądź używane w Austrii. Właściwie jest to bardzo powszechne. Mi jednak szkoda było sprzedawać klimka, przywiązałam się do tego pojazdu, poza tym znam go bardzo dobrze, tatek się o niego troszczył w Polsce, jest sprawny jak ta lala.
Z kupnem używanego auta w Austrii nie chciałam ryzykować – mogłam kupić jajko niespodziankę. Wiele razy słyszałam, że ktoś nabył samochód, po czym po 2 miesiącach się okazało, że kilka części jest do wymiany. W Austrii naprawa czy wymiana części jest dużym wydatkiem. Poza tym samochody w tym kraju są stosunkowo drogie (porównując np. do Niemiec czy Polski). Mnie by trochę dupa szczypała, gdybym miała sprzedać mojego kochanego klimka w Polsce, dołożyć oszczędności by kupić używane, przyzwoite auto, ale bez pewności co do stanu technicznego.
Poważnie rozważana była opcja kupna nowiutkiego samochodu na krótkoterminowy kredyt. Ale tu też bym miała wyrzuty do siebie, że oszczędności wydaje na coś, czego tak naprawdę nie potrzebuję koniecznie. Fajnie auto mieć, ale nie jeżdżę nim codziennie. Do pracy chodzę piechotą lub jeżdżę na rowerze, nad jezioro mam rzut beretem, więc też nie muszę podjeżdżać. Czasem do sklepu na większe zakupy dobrze mieć auto, bądź gdy trzeba coś szybko załatwić. Dla mnie najważniejsze to móc wsiąść za kierownicę w weekend, by pojeździć po okolicach, podjechać pod górkę, by po niej połazić. By generalnie zrobić sobie wycieczkę bez planu, bez pośpiechu na pociąg. To jest komfort, ale nie taki, który koniecznie muszę mieć.

A czy się opłaca? Wiele osób mówi, że nie. Dla mnie, patrząc na moje położenie, moje motywy i moje priorytety – jak najbardziej.

Jak więc się za to zabrać?
Zacznijmy od papierków, których potrzebujemy z Polski:
– dowód rejestracyjny (Fahrzeugschein)
– kartę pojazdu (Fahrzeugbrief)
– umowę kupna-sprzedaży (Kaufvertrag)/zniesienia współwłasności ewentualnie w niemieckiej wersji także (u mnie przeszło bez tłumaczenia, bo głównie patrzeli na kartę pojazdu gdy nie rozumieli tej umowy)
– zaświadczenie od ubezpieczyciela – przetłumaczone
Dodatkowo:
– dowód osobisty (Ausweiss) lub paszport (Pass)
– prawo jazdy (Fuhrerschein)
– Zaświadczenie o zameldowaniu w Austrii (Bestatigung der Meldung)

Później dochodzą: zaświadczenie badania technicznego przeprowadzonego w Austrii, papierek z salonu (Typenschein), dowód wpłaty podatku NoVA, ubezpieczenie austriackie.

Co należy przetłumaczyć? Jedynie zaświadczenie od polskiego ubezpieczyciela. Ewentualnie umowę kupna-sprzedaży/zniesienia współwłasności, ale u mnie przeszło bez tego.

Cel: zdobycie nowego dowodu rejestracyjnego, austriackich tablic i naklejki Pickerl

Po pierwsze, samochód musi być napierw moją własnością, by móc go przerejestrować. Czyli jak ktoś ma w Polsce auto na współwłasności to lepiej by było sporządzić umowę o zniesienie współwłasności bądź umowę sprzedaży i załatwić tą sprawę w urzędzie miasta (w Polsce).

Po sprowadzeniu auta do Austrii należy przebyć badanie techniczne w Austrii. Warto zaznaczyć, że chodzi o pojazd importowany zza granicy. I najlepiej podzwonić wcześniej i popytać, na kiedy otrzyma się termin. Ja dowiedziałam się tylko w jednej stacji kontroli, że najbliższy termin mają na za miesiąc, to było stanowczo za dużo czekania dla mnie. Stąd moje auto zostało przebadane w salonie Renault, gdzie czekałam 1 tydzień.
Koszt przeglądu to 60 -70 euro.
Badanie techniczne z Polski nie jest uwzględniane. Co ciekawe, przed sprowadzeniem klimka do Austrii, został on przebadany w polskim salonie renault. Wynik – wszystko ok.
W Austrii jednak „coś tam znaleźli” (pierdoły – przewody hamulcowe i wycieraczki), co mnie bardzo rozzłościło. Generalnie trzeba się przygotować na to, że tu bardzo mocno czepiają się wszystkiego. Mi się przyczepili pewnie też dlatego, bo wiedzieli, że jeśli nie zapłacę u nich za naprawę, to nie dostanę papierka, z którym mogłam iść do urzędu i zapłacić podatek NoVA. Więc mieli mnie w garści. Tak więc w kolejnym tygodniu naprawiono to, co według nich było felerne.
Podsumowując: na początek – badanie techniczne (obojętnie gdzie, nie róbcie tego co ja i nie badajcie w salonie).

Po drugie – salon. Po co? Salon wystawia papierek (Typenschein) o którym wspomniałam. Co w salonie potrzebujemy? Ja napewno pokazywałam dowód rejestracyjny (naturalnie jeszcze polski, nieprzetłumaczony), dowód zameldowania w Austrii (ten taki papierek z urzędu miasta – Bestatigung der Meldung), dowód osobisty lub paszport. Nie pamiętam dokładnie czy coś jeszcze było wymagane, w każdym razie – zawsze gdy coś załatwiałam z autem, to nosiłam ze sobą całą teczkę z dokumentami, żeby wszystko mieć przy sobie gdyby ewentualnie o to pytano.
Mój salon wysłał do centrali w Wiedniu dane o moim pojeździe plus dane z badania technicznego, po czym Wiedeń odesłał dane odnośnie mojego modelu. Za ten Typenschein zapłaciłam około 160 euro.

Czyli badanie i papierek z salonu pochłonie teoretycznie około 220 euro. U mnie poszło 500 przez naprawę. Piszę o tym żeby być przygotowanym na tego typu sytuację, nie wszystko idzie zgodnie z planem, a już napewno nie jeśli chodzi o samochody w Austrii. Do tego momentu minęło mi już 2 tygodnie.

Po trzecie – Urząd Skarbowy. Tam płacimy podatek NoVA. Jest to podatek ekologiczny, płacony jednorazowo przy pierwszej rejestracji pojazdu w Austrii. Opisują, że to jakieś cholerstwo. Ale szczerze – nie wiem czemu, skoro tylko raz się go płaci. Ponadto można zostać zwolnionym z opłaty jeśli wartość auta nie przekracza 900 euro. (Ale i tak do urzędu należy się udać, by podliczono wartość samochodu według ich przelicznika).
Co jest tu potrzebne? Zależy od miasta, ale napewno warto wcześniej zadzwonić i zrobić termin. Wchodząc do urzędu z biegu możemy nie zostać przyjęci. Lepiej się upewnić, czy dany urząd załatwia tą sprawę ot tak z biegu, czy wymagany jest osobny termin. To przede wszystkim.
Jakie papierki potrzebujemy?
Przede wszystkim ten kluczowy z salonu, z badania technicznego też pokazywałam. Ponadto kartę pojazdu i dowód rejestracyjny (nie miałam nic przetłumaczone na język niemiecki). Gdzieś czytałam, że umowę sprzedaży/zniesienia współwłasności także warto mieć. W moim urzędzie Pani jednak tego nie wymagała. Pani sobie wklepała dane w komputerek, po czym przeliczyło jej, że powinnam zapłacić ok. 70 euro podatku. Tak więc zapłaciłam i otrzymałam dowód wpłaty.

Od tego momentu mogłam spokojniej jeździć z polskimi blachami po austriackich drogach, ponieważ miałam zapłacony podatek NoVA, a gdzieś wyczytałam, że tu już policja nie jest upierdliwa. Minęło 3 tygodnie od sprowadzenia auta do Austrii. Miałam jeszcze do załatwienia dwie rzeczy w kolejności: 1) ubezpieczenie 2) wyrobienie austriackiego dowodu rejestracyjnego i otrzymanie nowych tablic rejestracyjnych i naklejki Pickerl.

Jeśli chodzi o ubezpieczenie – najlepiej je załatwić przez pośrednika ubezpieczeniowego. Ubezpieczalnie w Austrii cieszą się dużą popularnością, ludzie się ubezpieczają na różne dziwne rzeczy, które w Polsce nie są normą. Niemniej jednak pośrednicy doradzą, załatwią korzystniejsze umowy. Np. mając 3 ubezpieczenia w jednej agencji można liczyć na duże zniżki.
Oczywiście dobrze by było, gdybyśmy mieli dane od polskiego ubezpieczyciela przetłumaczone na język niemiecki (czasem angielski także akceptowany) by określić, na którym poziomie ulg jesteśmy (odnośnie tego jaki czas jeździmy bezkolizyjnie i jakie ulgi mieliśmy w Polsce). Gdy wcześniej nie jeździliśmy na własny rachunek – startujemy z dziewiątego poziomu. Po jakimś czasie bezwypadkowej jazdy schodzimy niżej, i niżej, i oczywiście mniej płacimy. Gdy powodujemy wypadek to automatycznie idziemy „wyżej” (o 2 albo 3 poziomy, nie pamiętam dokładnie), a poziomy wyższe niż dziewiąty są cholernie drogie. Także warto nie mieć wypadków.
Ile się płaci? Różnie. Niektórzy 90 euro, inni 80, jeszcze inni 60 euro miesięcznie.. Niezbyt tanie te ubezpieczenia, ale z pośrednikiem jesteśmy w stanie wywalczyć lepsze warunki.
Co potrzebujemy do ubezpieczenia? Dane od polskiego ubezpieczyciela (ale jeśli ich nie mamy to startujemy z 9 poziomu), dowód osobisty, dane o pojeździe (dowód rejestracyjny, dane z salonu, NoVA). Warto też poinformować pośrednika, jakie ubezpieczenia mamy do tej pory, to mu daje większe pole do manewru.

Na koniec należy udać się do wydziału komunikacji (Zulassungsstelle). Tam trzeba przedłożyć dowód ubezpieczenia (eVB), kartę pojazdu, polskie tablice rejestracyjne, dowód osobisty lub paszport, aktualne badanie techniczne – to napewno. Dane z salonu także były w teczce, ale czy to było potrzebne – nie potrafię powiedzieć. A i najważniejsze – pieniądze. Za otrzymanie nowych tablic, dowodu rejestracyjnego, naklejki Pickerl (mówiącej o aktualnym badaniu technicznym, którą trzeba nakleić w górnym prawym roku na przedniej szybie) trzeba zapłacić około 195 euro.
Teoretycznie karta pojazdu, dowód rejestracyjny polski i polskie tablice rejestracyjne powinny być tu zabrane. W moim przypadku tego nie zrobiono. Te rzeczy oddałam w polskim wydziale komunikacji przy wyrejestrowaniu pojazdu, gdy w Austrii było już wszystko załatwione. Oczywiście należało się jeszcze wypisać z polskiego ubezpieczenia i – ufff – załatwione!

Podsumowując – koszty teoretycznie powinny wynieść około 500 euro. Ale weźcie poprawkę na nieprzewidziane sytuacje jak dodatkowa naprawa.

Wydaje się skoplikowane, ale w rzeczywistości wcale tak nie jest. Po prostu zapiszcie sobie te kroki, dodatkowo zawsze panie w urzędach odpowiedzą na pytania, pośrednik ubezpieczeniowy także. Nie jest tak źle z tymi formalnościami, serio. Mnie irytował czas – szczególnie na początku, gdy trzymała mnie naprawa, samo badanie techniczne było dla mnie dużym negatywnym zaskoczeniem. W wydziale komunikacji też był mały problem, pani nie wiedziała co jest potrzebne, też miała wątpliwości co do tego, że dokumenty nie były przetłumaczone. Nie wiem jakby sytuacja wyglądała, gdybym sama była w tym urzędzie. Mogłoby być niesympatycznie, mogło się okazać, że musiałam dokumenty tłumaczyć. Na szczęście pomógł mi miejscowy, który dokładnie znał przepisy i który postawił na swoim (czyli na moim) i dzięki temu obyło się bez dodatkowych kłopotów.

Także tego. Trochę nerwów było, ale nareszcie mogę sobie jeździć ❤
Cieszę się niezmiernie!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s