Mała rozwydrzona

Siedzę w tramwaju i rozmawiam przez telefon. Ważny telefon. Na jednym z przystanków wsiada kobieta z dwójką dzieci w wieku 6-8 lat. Chłopczyk siada naprzeciwko mnie przy oknie, jego starsza siostra – obok niego. Mama usadawia się po drugiej stronie.

Photo by Patrick Fore on Unsplash

Nagle przeraźliwy krzyk, mina rozwydrzonego dziecka, piskliwy głos dający się usłyszeć na zewnątrz. Mała chce siedzieć przy oknie!
„Mamo, ja chce przy oknie!!!!!” – powtarza w kółko. Ludzie patrzą, nie wiedzą co się dzieje. Matka nie robi nic. Nie karci Małej za niestosowne zachowanie. Ja z telefonem w ręku nie mogę usłyszeć rozmówcy. Miną pokazuję dziewczynce, żeby przestała. Kiwam głową, przykładam palec wskazujący do ust, żeby zrozumiała, że przeszkadza. Nic. Nawet obcej się nie boi.

„Kuźwa kobieto ucisz tego bachora”, myślę. Jestem zdenerwowana, nie mogę się skupić. Dziecko wrzeszczy coraz bardziej, matka nic sobie z tego nie robi, a niech sobie krzyczy. Dobre podejście? Może i tak, bo po chwili Mała zwraca się do brata i mówi: „na następnym przystanku się zmienimy miejscem”. Brat bez zawahania mówi: „dobrze”.

Czasem mam takie dni, dni jak ten, gdy jestem bardzo rozdrażniona i muszę mieć spokój. Nienawidzę, gdy ktoś zachowuje się niestosownie w miejscach publicznych i nieważne czy jest to dzieciak czy dorosły. Każdy może mieć dni, że na wymioty się zbiera, a dodatkowy hałas potęguje to uczucie. W takie dni nie mam oporów, by powiedzieć „przepraszam, proszę uciszyć córkę” albo zwrócić się bezpośrednio do małej „proszę się uspokoić”. Tym razem tego jednak nie zrobiłam. Dlaczego…?

Bo jestem w obcym kraju. Bo mała wyśmiałaby mój pokraczny akcent. Bo moja znajomość języka nie jest wystarczająca na spontaniczne, emocjonalne ale i też stanowcze wypowiedzi. Chyba to najbardziej przeszkadza mi w byciu na obczyźnie – brak umiejętności szybkiej reakcji, gdy coś mi nie pasuje. Brak umiejętności obrony, gdy ktoś atakuje. Poczucie niższości przez nieznajomość języka w stopniu zaawansowanym. Ale też nieumiejętność prowadzenia swobodnej rozmowy z tubylcami. To wiele kosztuje. Początki są trudne. A potem… potem podobno też jest trudno. Zawsze człowiek będzie czuł się obco.

To nie łatwe ot tak wyjechać. Sercem jestem z każdym Rodakiem, który walczy o godne życie w Polsce. Sama chcę żyć w Polsce, mam nadzieję, że kiedyś będzie to możliwe.

Sytuacji jak ta, z Małą Rozwydrzoną, jest wiele.
Sytuacji, gdy chce się cięto zripostować niestosowną wypowiedź. Ale także sytuacji, gdy się chce coś zabawnego powiedzieć, ale nie wiadomo jak. Gdy chce się swobodnie pogadać, ale rozmowa po 15 minutach męczy tak, że ma się ochotę tylko położyć do łóżka i spać.

I Polacy, zamiast układać sobie życie w Polsce, zamiast się szczęśliwie dobierać, hajtać, rodzić dzieci, rozjeżdżają się po świecie i zaczynają wszystko od nowa, łącznie z nauką nowego języka, bo ten z przedszkola niestety się nie przyda.
I żadne 500+ nie poprawi sytuacji. Jedyna droga do godnego życia w Polsce to większe wynagrodzenia dla ludzi, którzy uczciwie pracują. W przeciwnym wypadku – ci uczciwie pracujący wyjadą za granicę, niedobitki będą się męczyć w ojczyźnie za grosze, a reszta się rozleniwi i będzie ciągnęła zasiłki.
I jak ta biedna Polska ma powstać?
Nie będzie dobrze, jeśli politycy tak sobie będą pogrywać.
Nie będzie.



wpis opublikowany w 2017 roku na nieistniejącym już innym moim blogu

Jedna uwaga do wpisu “Mała rozwydrzona

  1. Ja tez nigdy nie zwracam uwagi rodowitym Anglikom wlasnie z tego wzgledu, ze nie jestem w pelni u siebie. Jestem gosciem, wiec czemu mialabym im zwracac uwage? Zawsze czekam az ktos inny sie odezwie 😉

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s