Wojna w Chorwacji i w Bośni

Pisząc, uporządkowując pewne rzeczy, można stwierdzić, które tematy są łatwe do rozgryzienia, a których nie da się pojąć. Czytając o wojnach drugiej połowy XX wieku nietrudno przeoczyć zawiłości związane z daną sytuacją. Zabierając się do pisania o tym i czytając różne źródła zaczynają się schody. Dzisiejszy wpis należy do tych trudniejszych dla mnie.

Wojna w Chorwacji i Bośni. Z czym Wam się kojarzy? O co tam poszło?
Jak pisałam w poprzednich wpisach z kategorii „kruche czasy” – w każdej republice byłej Jugosławii pod koniec lat 80-tych wzrastały nastroje nacjonalistyczne. W Chorwacji przewodził temu Tudjman, w Serbii – Milosevic. W Bośni popularnością cieszył się polityk muzułmańskiej wiary – Izetbegovic. Chorwaci chcieli niepodległości, Serbowie pragnęli Jugosławii albo chociaż większej Serbii, a Bośnia – nie wiem czego chciała (będę szczera), co może wynika z tego, że mieszkali tam i Boszniacy (muzułmanie), i Serbowie i Chorwaci.
(Boszniacy a Bośniacy to nie to samo. Bośniacy to obywatele Bośni, a Boszniakami nazywani byli muzułmanie mieszkający w Bośni).

Wojna o Krajinę (serbsko-chorwacka) – 1991 – 1995
W 1991 roku rozpoczęła się wojna serbsko-chorwacka. Poszło o Krajinę, czyli teren zamieszkały w dużej mierze przez Serbów należący do Chorwacji. Pisałam o tym tu.
Franjo Tudjman, przywódca Chorwatów, porwał się na wojnę, mimo że nie miał dobrze zorganizowanego wojska. Chorwaci szybko zaczęli szukać pomocy z zewnątrz. W styczniu 1992 roku podpisano (z udziałem mediatorów ONZ, np. Cyrusa Vance’a) zawieszenie broni i ustalono, że sporne tereny będą kontrolowane przez Serbów. Jednocześnie wysłano „niebieskie hełmy” na Bałkany, tzn. żołnierzy ONZ – UNPROFOR (United Nations Protection Force), by chronili miejscową ludność, w tym wypadku Serbów, przed Chorwatami. Ważna była przy tym neutralność UNPROFOR-u – żołnierze nie mogli opowiadać się po żadnej ze stron.
Do 1995 roku trwał stan ani wojny, ani też pokoju. Jednak regularnie łamano zasadę zawieszenia broni, żadna ze stron nie chciała odpuścić. Przykładem może być chorwacka operacja Maslenica, która miała na celu umożliwić bezpieczną drogę lądową między Dalmacją a Północną Chorwacją (dziś nie można sobie wyobrazić ruchu drogowego w Chorwacji bez terenu, o który wtedy walczono). ONZ ciągle stacjonowało i próbowało utrzymywać porządek, ale panowie Tudjman i Milosevic mieli to głęboko w nosie. Doszło nawet do sytuacji, gdy Serbowie odzyskali broń z magazynów UNPROFOR-u, żeby móc się zapewnić sobie ochronę, bo misja ONZ tego zadania nie potrafiła spełnić.
Tymczasem początkowo w mediach zachodnich pokazywano sytuację róznorako: z jednej strony źli serbscy rebelianci, którzy sami siebie nazwali Republiką Serbskiej Krajiny, a z drugiej Chorwaci próbujący przywrócić ład. Inne gazety przedstawiały sytuację w inny sposób – mniejszość serbska nie godzi się na oderwanie terenów spornych od Jugosławii.
Generalnie – z każdego można było zrobić potwora. Jak to bywa w przypadku wojen – media fundowały informacyjny chaos.
W 1995 Chorwaci, którzy zdążyli się doposażyć (??? nie wiem jak, skoro nałożono embargo na broń) i którzy widzieli zmęczenie wojną Serbów w Bośni, przeprowadzili operację „Burza”. W wyniku tej interwencji odzyskali cały sporny teren. Wypędzili wszystkich Serbów, baa, nawet ostrzeliwali sobie kolumny uchodźców. Zginęło około 350 cywilów serbskich (choć wg Serbów nawet i 2 tysiące).
Dziś Chorwaci są dumni zarówno z operacji „Burza”, jak i z całej wojny…
Czy zabicie cywilów może być powodem do dumy…?
Czy ignorowanie zdania mniejszości, która na danych terenach była jednak większością, jest powodem do dumy? Odpowiedźcie sobie sami.

Wojna w Bośni i Hercegowinie

Wojnę w Bośni najmniej w tym wszystkim rozumiem. Wiem jedynie tyle w skrócie, że walczył każdy przeciw każdemu: muzułmanie z Chorwatami i Serbami, Serbowie z muzułmanami i Chorwatami. Wiem, że marcu 1994 roku zakończyła się wojna między Chorwatami a Muzułmanami w Bośni. Do podpisania porozumienia między Tudjmanem a islamskim prezydentem Bośni – Izetbegovicem – doszło w Waszyngtonie. Po tym zdarzeniu obie siły mogły wspólnie podjąć walkę przeciw Serbii, w czym Zachód ochoczo pomógł. Tyle. Ale po co, na co i dlaczego, prócz oczywiście tych zaognionych sporów chorwacko-serbskich, dlaczego muzułmanie też walczyli… to jest takie… takie niejasne dla mnie. Poniżej przedstawię Wam m.in. to, czego się dowiedziałam z książki szwajcarskiego historyka, dr. Daniela Gansera pt. „Illegale Kriege”. Wspomnę, że pan Ganser jest przeciwnikiem NATO i podważa jego działania, wspiera media typu Rubikon czy KenFm.de, czyli przeciwników niemieckiego Bild czy Spiegel. KenFm i Rubikon to portale, na których publikowane są nietypowe wiadomości i ich interpretacje, często połączone z krytyką innych dziennikarzy. Nie podoba mi się forma dziennikarstwa, w której krytykuje się wszystko naokoło i tworzy teorie spiskowe (często mocno mi się ciśnienie podnosi gdy to czytam, ale nieraz wrzucają interesujące spojrzenie), aczkolwiek czasem odsłuchuję, by wiedzieć co kto ma do powiedzenia i co jak kto interpretuje. Piszę o tym, byście wiedzieli więcej o źródłach, z których korzystam. Bo z jednej strony oglądałam filmy dokumentalne o złej Serbii i o NATO, wybawicielu, który zrobił co musiał, by zapanował spokój. Z drugiej strony czytam Gansera, który krytykuje zachód. Kto ma rację? Pewnie każdy po trochu i nikt w całości. Na pewno każdy pokazuje to, co chce pokazać, a niewygodne czy niezbyt jasne tematy przemilcza. Pozostaje jedynie kwestia wiary w to lub w tamto. Tak działają media, niestety. Ale do rzeczy.

Wojna w Bośni była wynikiem tego, co działo się dookoła. Przypomnę, że tu żyli i Chorwaci, i Serbowie, i muzułmanie. Prezydentem Bośni był Alija Izetbegovic – muzułmanin. W lutym 1992 roku przeprowadzono referendum, w którym przeważająca większość mieszkańców Bośni opowiedziała się za niepodległością. W maju 1992 roku Chorwacja, Słowenia i Bośnia zostały przyjęte do ONZ jako niezależne państwa, co rozzłościło Serbów. Ponadto USA wspierało czasem Chorwatów, czasem muzułmanów, ale nigdy Serbów. Wg niektórych autorów do Bośni przylatywali muzułmanie z zagranicy, a Iran doposażał islamistów w broń. Bośnia jako państwo, które co dopiero uzyskało niepodległość, z pomocą muzułmańskiego świata zbudowała armię (tak w swojej książce pisał niemiecki dziennikarz Jurgen Elsasser). Muzułmanie, którzy w latach 80-tych walczyli z CIA w Afganistanie przeciw Rosji, przybyli tym razem do Bośni. Baa, ponoć sam Osama bin Laden w 1993 otrzymał bośniacki paszport i był osobiście witany przez Izetbegovica w Sarajewie. Nie umknęło to serbskiej uwadze. W 1993 roku w Radzie Bezpieczeństwa ONZ mówił o tym jugosłowiański ambasador Dragomir Djokic. Obowiązywało embargo na handel bronią, a mimo to Chorwaci i muzułmanie uzbrajali się z zagraniczną pomocą, co ONZ ewidentnie ignorowało.

Z ciekawostek, do Bośni w latach 1992-1995 wysłany został Tadeusz Mazowiecki, jako specjalny sprawozdawca ONZ ds. praw człowieka w byłej Jugosławii. Opisywał wówczas przemoc każdej ze stron konfliktu, mówił o serbskich obozach koncentracyjnych, o gwałtach, torturach i zabójstwach ludności cywilnej. Mazowiecki uważał, że 80% zbrodni wojennych wykonanych zostało z rąk Serbów. Mazowiecki, widząc zakłamanie, bierność i brak działania ONZ, zrezygnował z powierzonej mu funkcji.

W Bośni, podobnie jak w Chorwacji, stacjonowali ludzie w „niebieskich hełmach”, by chronić cywilów przed niebezpieczeństwem. Misja jednak nie była skuteczna. Regularnie się tam po prostu prali.
Pewnie kojarzycie nazwę Srebrenica. Tam zdarzyło się coś, czego nawet nie potrafię sobie wyobrazić…
Srebrenica należała do miejsc chronionych przez ONZ (chroniono muzułmanów przed Serbami), których oficjalnie nie można było bombardować. Holenderskich żołnierzy mających pilnować porządku w tym rejonie było około 300. Serbowie jednak chcieli zlikwidować bośniackie enklawy. W lipcu 1995, w liczbie około 12 tysięcy uzbrojonych wojowników, otwarli ogień na muzułmański obszar, strzelając przy tym w punkty obserwacyjne dla żołnierzy z ONZ. Ci uciekli do obozu gdzie stacjonowały „niebieskie hełmy”. Do obozu wpuszczono także muzułmańskich uciekinierów. Serbowie jednak przejęli miasto, wzięto przy tym holenderskich żołnierzy jako zakładników. NATO chciało interweniować, ale na szali było życie zakładników.
12 lipca 1995 generał armii serbskiej – Ratko Mladic – kazał rozdzielić mężczyzn od kobiet z dziećmi, które wsadził do autobusów, by przetransportować je w bezpieczne miejsce. Mężczyźni zostali. Ci, którzy próbowali przedostać się do innej bazy ONZ (Tuzla) bądź którzy opuścili obóz przez braki w zapasach żywności, zostali rozstrzelani przez Serbów. Ile muzułmanów zginęło? Trudno powiedzieć. Według Miedzynarodowego Trybunału Karnego dla byłej Jugosławii masakra w Srebrenicy pochłonęła 7000 – 8000 muzułmanów. Według niektórych autorów – liczba ta została zawyżona. Mnie te liczby mało mówią, zbrodnia to zbrodnia. Jako zwykły śmiertelnik nie potrafię pojąć, jak można rozdzielać kobiety z dziećmi od ojców, mężów po to, by ich zabić. Nie pojmuję tego ja, nie pojmował tego cały świat. I to był dobry moment na to, by jasno powiedzieć – Serbia jest zła.
Zaczęła się nagonka medialna na Serbów, choć przewinienia Chorwatów czy muzułmanów też nie były małe. Np. we wrześniu 1992 roku w okolicach Srebrenicy i Bratunac zginęło 1200-1500 serbskich cywili w rąk muzułmanów. W sumie w wojnie bośniackiej zginęło około 100.000 ludzi, w tym cywili z wszystkich grup skonflikoktowanych stron. O przewinieniach Chorwatów czy muzułmanów praktycznie nie wspominano. USA z jednej strony dbało o pokój posyłając żołnierzy ONZ (w śmiesznych liczbach i ze śmiesznym uzbrojeniem), którzy byli przecież neutralni, z drugiej – uzbrajało muzułmanów, czego już neutralnością nazwać nie można.

Stwierdzono, że ONZ się nie sprawdza w misji. Że „trzeba ich siłą”, bo pokojowo się zwyczajnie nie da. USA zaproponowało, że stery przejmie NATO. Początkowo się wzbraniano przed tym, jednak po ataku (niewiadomego pochodzenia, ale przyjęto, że Serbowie się go dopuścili) na placu targowym Markale w Sarajewie (28.08.1995, 28 ofiar śmiertelnych, ponad 90 osób rannych) podjęto się przeprowadzenia operacji powietrznej przeciwko Serbom (Deliberate Force).
Tu wiadomo było, że wojna lada dzień się skończy, bo muzułmanie i Chorwaci (którzy się pojednali w 1994 roku) i Zachód napierali przeciwko Serbii. W listopadzie 1995 roku zawarto układ w Dayton kończący wojny w Chorwacji i w Bośni. Warto zaznaczyć, że wcześniej padały różne propozycje pokojowe, jednak za każdym razem któraś ze stron zrywała tego typu obrady.
ONZ też w pewnym momencie zaczął się wycofywać z Bośni, bo żadne pokojowe rozmowy nie przynosiły efektu.

Wiecie co sobie myślę..?
Jedni pyszczą na ONZ, inni na NATO (ale to bardziej w odniesieniu do Kosowa, o czym napiszę w przyszłości), jeszcze inni na strony konfliktu obwiniając w większej części jednych od drugich. Łatwo sobie pyszczyć z boku. Jakbym była żołnierzem w „niebieskim hełmie” to raczej też nie chciałabym, by moja żona została wdową, bo jej mąz zginął na misji pokojowej na Bałkanach. Też wolałabym zamiast używać broni, dawać schronienie bezbronnym w strefach chronionych, tak jak zostało to zaplanowane.
Interwencja NATO – kwestia sporna. Ale czy w danym momencie był inny sposób na uspokojenie sytuacji? Trudno powiedzieć.
Zsyłanie muzułmanów do Bośni i uzbrajanie Boszniaków i Chorwatów – że co?! Kto w tym miał cel? Czy jakby tam nikt się nie wtryniał, tylko i wyłącznie ONZ z misją pokojową – czy byłaby możliwość, że wszystko potoczyło by się inaczej? Czy interwencja NATO byłaby w ogóle konieczna?

Mało z tego rozumiem. Tu jest więcej pytań niż odpowiedzi. Jedyne co wiem, to że gdy trwa wojna, to nie ma hamulców, nie ma granic, nie ma wyłącznie dobrych bądź wyłącznie złych. Wszystko się nakręca i rozkręca do rozmiarów, które trudno przewidzieć. Nie zawarłam tu pewnych brutalnych historii, z którymi się zaznajomiłam. Nie napisałam o gwałtach, obozach koncetracyjnych (choć te ponoć tak naprawdę nie istniały), paleniach wiosek, wypędzaniu ludzi z domów, którzy zostali z niczym. Zbrodni dopuszczała się każda ze stron, choć jedne źródła podają wyższe wartości ofiar, inne niższe. Skąd rozbieżności? Może stąd, że nie liczy się prawda, a ukierunkowanie naszych myśli? Każda informacja podawana do opinii publicznej ma nieść za sobą pewne wnioski, skojarzenia, które ukierunkują nas i sprawią, że przymkniemy oko na przewinienia jednych, a wyolbrzymimy zbrodnie drugich?
Myślę sobie, że sam przebieg wojny w tym momencie nie jest tak ważny, jak to, co do niej doprowadziło. Ważne, by unikać sytuacji, które dzielą ludzi, podburzają ich, prowadzą do wojen, bo gdy to już się stanie to nawet w XXI wieku możemy sobie zgotować drugie Auschwitz. I jeszcze warto pamiętać, że podczas wojny nie ma zasad. To tyczy się również mediów i propagandy.
Bo zawsze gdy wybucha wojna, pierwszą rzeczą, która ginie, jest prawda.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s