Wojna w Kosowie, medialne papki i bomby spadające na cywili

Kosowo – dla jednych było regionem Serbii, tak jak Bawaria w Niemczech czy Śląsk w Polsce. Według innych nikt nie liczył się z ludnością Kosowa, która składała się głównie z Albańczyków. Obie strony miały swoje argumenty, ale warto zadać sobie pytanie: jakimi kategoriami politycy powinni się kierować w przypadku, jaki mieliśmy w Kosowie?

Adam Jones from Kelowna, BC, Canada / CC BY-SA (https://creativecommons.org/licenses/by-sa/2.0)

Zanim przejdziemy do Kosowa, krótko nakreślę sytuację na Bałkanach, którą opisywałam w poprzednich wpisach: W Jugosławii w latach 80-tych rozwinęły się ruchy nacjonalistyczne (Chorwacja – Tudjman, Serbia – Milosevic), dodatkowo kryzys gospodarczy nie ułatwiał sprawy. W 1991 roku Słowenia i Chorwacja ogłosiły niepodległość. Słowenia bez większych przeszkód się odłączyła (miała miejsce tylko 10-dniowa wojna). Inaczej kwestia się przedstawiała w Chorwacji, gdzie mieszkało wielu Serbów (głównie w Krajinie). Do tego Bośnia wyraziła chęć uzyskania niepodległości. W obydwóch krajach toczyły się wojny, które zakończyły się w 1995 roku układem w Dayton. (o tych wojnach pisałam tu)
A Kosowo? W zasadzie Kosowo od zawsze było wyizolowane od reszty Serbii. Przypomnę, Kosowo było autonomiczną prowincją Serbii. Osoby zamieszkałe w Kosowie, głównie Albańczycy (około 80% ludności Kosowa!), chciały uzyskać niepodległość, ale Serbia nie wyrażała na to zgody. (więcej pisałam o tym tu).

Po 1995 roku, czyli po ugodzie w Dayton (to ten układ kończący wojny w Chorwacji i Bośni) uzgodniono, że kwestia Kosowa jest wewnętrzną sprawą Serbii. To umocniło powstałą w 1992 (lub w 1994 roku – to nie jest jasne) UCK, czyli Armię Wyzwolenia Kosowa. Był to ruch partyzancki złożony z osób sfrustrowanych strategią biernego oporu Ibrahima Rugovy (prezydenta Kosowa w latach 1992 – 2006) względem Serbii. UCK została utworzona przez emigrantów z Kosowa, którzy osiedli na Zachodzie, m.in. w Szwajcarii, skąd wywodziły się główne kadry grupy. W 1996 organizacja się ujawniła, przyznając się do kilku zamachów. Skąd UCK miało pieniądze na działalność? Mówi się, że od Albańczyków na emigracji oraz z zysków pochodzących z handlu narkotykami. Początkowo UCK liczyła kilkaset osób, szybko liczba ta wzrastała szczególnie wtedy, gdy wiadomo było, że Zachód poprze Kosowo. Dodatkowo w 1998 roku USA doszkalało i uzbrajało żołnierzy UCK.
Celem UCK była, jak sama nazwa wskazuje, uzyskanie niepodległości serbskiej prowincji zamieszkałej głównie przez Albańczyków. Działania UCK były dość brutalne, np. polegały na zabijaniu serbskich policjantów, „zdrajców” (Albańczyków, którzy współpracowali z Serbami), mordowano także cywili (ponoć). Milosevic wysyłał wzmocnienie do Kosowa, by opanować sytuację, ale w konsekwencji obie strony były brutalne. Serbowie twierdzili, że walczą przeciw grupie terrorystycznej, Albańczycy natomiast motywowali swoje działania dyskryminacją mniejszości albańskiej. Napięcie w tym regionie narastało stopniowo w zasadzie już od lat 70-tych XX wieku, ludzie zaczęli się coraz bardziej dzielić, nienawidzić, zaczęto używać przemocy, doszła niepatyczkująca się Armia Wyzwolenia Kosowa i się potoczyło. Nie wiem czy oglądaliście kiedyś jakieś filmy, relacje z Kosowa.. jeśli nie, to powiem Wam po prostu, że przedstawiano to bardzo brutalnie (czy cywili też zabijano – są różne opinie, zwolennicy NATO powiedzą, że tak, przeciwnicy, że nie).

Co zrobił Zachód?
Misje pokojowe ONZ straciły na wartości po doświadczeniach w Chorwacji czy Bośni. Postanowiono wysłać NATO wbrew Karcie Narodów Zjednoczonych. Po czyjej stronie stanęło NATO? Oczywiście po stronie ruchów wyzwolenia Kosowa. W TV pokazywano agresję Serbów, przemilczano natomiast wcale nie mniejsze zdziczenie UCK.
Wg krytyków działań NATO Armia Wyzwolenia Kosowa była niczym innym, jak grupą terrorystyczną mającą mało wspólnego z walką o niepodległość. To Albańczycy rozpoczęli brutalną walkę i Serbia miała prawo się bronić. Z drugiej strony – już od dawna Kosowo domagało się większej swobody, od dawna prowadzono różnego rodzaju nieszkodliwe bojkoty, które nie przynosiły żadnych efektów. Reakcją było coraz większe poparcie dla radykalnych frakcji opowiadających się za walką zbrojną.
Jeszcze przed interwencją zbrojną ze strony NATO prowadzono rozmowy pokojowe, Milosevic w 1998 roku wycofał część wojsk z Kosowa, ale UCK w dalszym ciągu atakowało policyjne punkty i mordowało policjantów. W efekcie Milosevic był mniej przychylny dalszemu wymuszaniu na nim określonych działań ze strony Zachodu. ONZ zażądalo zawieszenia broni od obu stron. OBWE (Organizacja Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie) wysłała 2000 obserwatorów, by kontrolować przestrzeganie zawieszenia broni. Wg nich poziom agresji spadł, a mimo to NATO wkroczyło z bombami – tu zaznaczę jednak, że to wersja krytyków ataku NATO. Bo trudno uwierzyć w to, że po wysłaniu obserwatorów zapanował spokój. Fakt jest taki, że Milosevic wycofywał wojska, a UCK i tak atakowało.
I tu pojawia się pytanie – czy nie należało uspokoić UCK zamiast puszczać bomb na Milosevica? W końcu chodziło o załagodzenie sytuacji a nie stawianie się po którejś ze stron. W końcu w 1995 roku stwierdzono, że Kosowo jest „wewnętrzną sprawą Serbii”, więc wypadało być neutralnym, ale tu nie ma też mowy o neutralności Zachodu – Amerykanie przecież wspierali UCK.
A może rzeczywiście nie było innego wyjścia niż NATO-wskie bomby?

Żeby NATO mogło zaatakować, potrzebny był mocny argument ku temu. I tak argumentem była masakra w Raczaku, gdzie zginęło 45 osób. Zaczęto maglować to zdarzenie w mediach nie hamując się przed emocjonalnymi wypowiedziami na temat przerażonych min niewinnych, nieuzbrojonych ludzi, którym przyłożono lufę do głowy i zastrzelono. „Masakra”, „egzekucja” – takich słów używano. Tymczasem zwłoki zbadano dopiero po wojnie. Wśród postrzelonych byli żolnierze UCK. Nie brakuje opinii, że tragedia w Raczaku była manipulacją. Że jednym z możliwych scenariuszy jest zabicie cywili przez Serbów, którzy myśleli że każdy z nich należy do UCK. Trudno było to ocenić wtedy, na świeżo, ale w świat poszła wieść o „masakrze w Raczaku” i szybko podjęto decyzję o interwencji NATO. O kontrowersjach tego incydentu przeczytacie chociażby na wikipedii, tam Was odsyłam jeśli chcecie więcej wiedzieć.

24 marca 1999 NATO zrzuciło pierwsze bomby. Państwa biorące udział w operacji Allied Force to głównie USA, Niemcy, Wielka Brytania, Kanada, Francja, Dania, Norwegia, Włochy, Holandia, Belgia, Portugalia, Turcja, Hiszpania. W tych wszystkich krajach trzeba było „dobrze sprzedać” ludziom zalety interwencji militarnej w Kosowie. Media publikowały nieraz zmanipulowane historie o brutalności Serbów, np. o obozie koncentracyjnym w Prisztinie, który nie istniał (!) czy masakrze cywili w Rugowie, która w rzeczywistości była walką między UCK a serbskimi policjantami.
Nie wiem czy wiecie, ale Niemcy poraz pierwszy od II wojny światowej mieli wziąć udział w wojnie właśnie na Bałkanach. U naszych sąsiadów toczyły się zacięte dyskusje w tym temacie, naczelne gazety niemieckie chwaliły pomysł wzięcia udziału w „humanitarnej akcji”. Kontrowersje wzbudzała też Karta ONZ, według której interwencja NATO nie była legalna. Pojawiało się pytanie, czy jeśli teraz nagnie się prawa ustalone przez ONZ, to czy w przyszłości także będzie się przesuwać granicę w stronę prowadzenia wojen zamiast neutralnych akcji humanitarnych? Odpowiedź chyba już znamy…
Bombardowanie NATO trwało 78 dni i nocy. Początkowo celem były militarne punkty Serbów, potem także spuszczano bomby na kluczowe ośrodki związane z przemysłem, na mosty, dworce, w wyniku czego ginęli także cywile. Zbombardowano chińską ambasadę w Belgradzie. Chińczycy wierzą, że nie przypadkowo, albowiem azjatycki kraj protestował w ONZ przeciw prowadzeniu tej wojny. Omylnie ostrzelano też na przykład autobus z uchodźcami czy pociąg. NATO używało bomb odłamkowych jak również kontrowersyjnych amunicji uranowych, które mogą powodować nowotwory.
Sytuacja na ziemi robiła się trudniejsza, ludzie ruszyli do ucieczki. Spadała coraz większa kryzyka na działania Sojuszu Północnoatlantyckiego. A im więcej zbulwersowanych ludzi, tym bardziej NATO przedstawiało swoje jednostronne argumenty pokazujące, że Serbowie są źli. Ale tam nie było „dobrych i złych”. Wszyscy mieli swoje za uszami. Demonizowanie jednej strony to już propaganda.
W wyniku interwencji NATO zginęło około 1500 – 3500 cywili (różnie podają), 500 zostało rannych, wg innych źródeł.

W czerwcu 1999 Milosevic został zmuszony do podpisania porozumienia pokojowego, na mocy którego wycofano serbskie oddziały z Kosowa. Powołano też do życia UMNIK, czyli Misję Tymczasowej Administracji ONZ. Misja ta miała i ma za zadanie pełnić podstawowe funkcje administracyjne, ułatwienie powrotu do Kosowa uchodźcom, utrzymanie porządku w regionie, popieranie odbudowy infrastruktury itp. Dla mnie niezbyt jasne zadania, tym bardziej dziś, chociaż…
W 2008 roku Republika Kosowa ogłosiła swoją niepodległość. Istnienie nowego państwa zaakceptowane zostało przez USA, większość państw Uni Europejskiej i NATO. Nie wiem czemu wiele krajów wycofało się z uznania Kosowa jako odrębnego kraju. Spekuluje się, że Serbowie do dziś się nie pogodzili z utratą Kosowa i nadal prowadzą gierki, przez które ich dawna prowincja może mieć problemy na arenie międzynarodowej… nie kumam. Co też tymi ludźmi kieruje, do jasnej ciasnej…
(A może to nie Serbia za tym stoi? Może komuś innemu dobrze się siedzi w Kosowie? Może to wszystko było… zaplanowane?)

Jakie wnioski z tego wyciągam odnośnie mediów?

Może każdy to już wie, ale tu jest to dobitnie pokazane – media nie pokazują prawdy, a propagandę. Jakim prawem gazety na świeżo są w stanie napisać kto jest winny a kto niewinny, jakim cudem są w stanie ocenić sytuację na podstawie relacji jednej/kilku osób? W cywilizowanym świecie do oceniania i osądzania potrzebne są badania, zeznania, dowody. Tu gazety za pomocą wzniosłych, emocjonalnych słów, zdjęć z miejsc zbrodni (do których dziennikarze byli zapraszani! gdzie szacunek do zabitych, gdzie zabezpieczenie miejsc zbrodni?) same wydały wyrok. Bez sędziów, bez udziału organów sprawiedliwości. Bez pokazywania grzechów drugiej strony.
Ale z przyzwoleniem społeczeństwa urobionego przez media łatwiej wysłać samoloty z bombami na kraj, który nam nic nie zrobił. Z zarysowaniem sytuacji, w której jedni są dobrzy, drudzy źli, łatwiej zaakceptować konieczność nalotu na tych złych.
Ja rozumiem, że to, czy komuś puszczać bomby czy nie, to są trudne decyzje. Ale serio trzeba się zaniżać do poziomu kłamania, żeby kupić akceptację społeczeństwa do pewnych działań….? A może ktoś miał od początku cel w tym, by ingerować w wewnętrzne sprawy bałkańskiego kraju i robił wszystko, by „to przeszło” w opinii publicznej?

A jakie wnioski wyciągam odnośnie wojny?

Po pierwsze, nie rozumiem dlaczego kraje, które miały pomóc, paprały się w wojnie po uszy wspierając jednych, a atakując drugich (w tym wypadku wspierając muzułmanów w Bośni i Kosowie). Może tak właśnie to miało wyglądać? Może jest multum informacji i faktów, o których nie wiemy, bo rozgrywały się za kurtyną? Może to była zwykła kalkulacja interesów…?

Po drugie, rzucają się w oczy ruchy niepodległościowe. Zawsze, gdy narodowcy dochodzą do głosu, robi się niebezpiecznie. Z drugiej strony – władza powinna słuchać ludu a nie walczyć z każdym, kto ma inne zdanie. Władza jest dla wszystkich obywateli w danym kraju, a nie tylko dla swoich wyborców.

A odnośnie wojny w Kosowie – zadaje sobie pytanie, czy gdy między Serbami a Albańczykami było bardzo brutalnie, była inna droga do rozwiązania problemu? Czy dało się inaczej uspokoić sytuację bez ofiar w cywilach, bez bomb? Czy same akcje humanitarne, odpowiednio przeprowadzone, byłyby w stanie powstrzymać obie strony konfliktu przed agresją? Czy w tamtym momencie było inne wyjście?

Bo, wiecie, łatwo sobie krytykować po fakcie. Ale jeśli faktycznie próbowano rozmów pokojowych, podawano propozycje rozwiązania konfliktu, do tego miano w głowach sytuację z Srebrenicy i fiasko akcji humanitarnej w Chorwacji i Bośni – czy rzeczywiście było inne wyjście? A może trzeba było zostawić ich samym sobie i się po prostu nie wpieprzać i przede wszystkim nie wspierać jednej strony konfliktu? W końcu sami by jakoś musieli skończyć się prać… czy nie?

Trudno znaleźć odpowiedź. Stąd prosty wniosek, którego musimy się kurczowo trzymać – lepiej przeciwdziałać wojnie gdy się na to zanosi, niż – gdy już wybuchnie – próbować ją uciszyć. Niby logiczne, ale jednak mam wrażenie, że ludzie łatwiej się zapalają i pałają nienawiścią do innych, aniżeli znajdują wspólny język i szukają kompromisów. I się nakręca. Powoli, stopniowo… ale idzie w kierunku złego.

Dobrze by było, gdyby politycy potrafili słuchać nie tylko swoich wyborców, ale wszystkich obywateli i gdyby działali dla nich, nie dla siebie i swoich chorych marzeń. Dobrze by było, gdyby politycy potrafili się dogadywać i iść na kompromisy. Różnice etniczne, religijne, językowe? A czy to ma znaczenie w np. Szwajcarii, w której ludzie mówią po francusku, włosku i niemiecku? Czy to miało znaczenie w Jugosławii po II wojnie światowej? Nie. Różnice nie są przyczyną kłótni. Brak szacunku do ludzi o innych poglądach – owszem. Pamiętajmy o tym, zawsze. Sama muszę o tym pamiętać, bo za szybko się zapalam w politycznych dyskusjach. Nie ma co się zapalać przeciw drugiemu człowiekowi. Pamiętajmy.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s