Głupie czasy, tęsknoty i zrzędzenia, czyli o tym, jakie szczęście mamy

Bardzo dawno temu, gdy byłam dzieckiem, jeździliśmy w Bieszczady. Uwielbiałam to miejsce – cisza, spokój (wtedy w Rajskiem tak było), kajaki, pływanie, góry… czy w takich warunkach może czegoś brakować? Wtedy myślałam sobie: „jak ja bym chciała w przyszłości mieszkać gdzieś, gdzie będzie zarówno woda, duże jezioro, jak i góry”. I wiecie co? Spełniło się…

Dziś rano, zbudzona światłem słońca, zastanawiałam się co robić. Rower? Czy może poleżeć nad jeziorem? A może pochodzić po okolicznych pagórkach? Nagle jakby doszło do mnie, że mam tyle możliwości… a co dopiero będzie pełnym latem, gdy wypożyczalnie rowerków wodnych i kajaków będą otwarte, gdy woda w jeziorze będzie cieplejsza i będzie można pływać… Gdy śnieg całkiem stopnieje z dwutysięczników i w końcu będę mogła się tam wdrapywać…

Uświadomiłam sobie, że ja się tu w weekendy czuję jak na wakacjach. Jadąc rowerem przy Bodensee czuję świeży wiaterek przypominający wręcz nadmorską bryzę. Wchodząc na Pfander mam odczucie, jakbym była w Wiśle z tą różnicą, że tu są o wiele ładniejsze widoki.
Jadąc czasem do Bregenzerwaldu czy pod Bludenz widzę Tatry, tylko trochę wyższe.
Ja tu, do jasnej ciasnej wszystko mam. Nie muszę się modlić o dobrą pogodę na zaplanowany wyjazd, bo praktycznie każdego weekendu mogę jechać w góry – jak nie ten, to następny. Każdy weekend to dla mnie okazja, by poczuć się jak na urlopie.

Takie mamy czasy, wiecie? Możemy wszystko. Możemy jeździć po Europie, zwiedzać świat. Bez większych przeszkód możemy pracować w innych krajach. Czy to w ogóle potrafimy docenić…?

Czasem sobie zrzędzę, że tęsknię za Polską, za bratnimi duszami, blabla. Takie tam głupoty mi przychodzą do głowy. Ale tak naprawdę chyba nie ma czego żałować. Polska przecież nie jest daleko. Poza tym jest internet, whatsapp, messenger… wyobrażacie sobie co było w latach 80-tych? Wyobrażacie sobie ludzi, którym wtedy udało się wyjechać z kraju na stałe? Wyobrażacie sobie wysyłanie listów (i czekanie 2 tygodnie na odpowiedź), telefonowanie raz na miesiąc?
Kurde! Wtedy to mieli przekichane!
Dziś mamy luksus! Autobusy, pociągi, samoloty, blablacary, internety! Gdyby 100 lat temu opowiedzieć jakiemuś kowalskiemu, jak będzie wyglądał świat, to by się złapał za głowę i powiedział: „weźcie mnie tam!”.

Tymczasem my sobie zrzędzimy. Sama zrzędzę, że tęsknię. Ale też warto sobie zadać pytanie:
„Za czym tak naprawdę tęsknisz, Maryna?”
Za studiami. Za beztroską. Za wieczornymi rozmowami na wyjazdach z poprzedniej firmy.
Za dzieciństwem. Za graniem w siatkówkę. Za 2-miesięcznymi wakacjami…
Za… za przeszłością, do której już przecież nie wrócę.
Za domem? Jasne. Ale mam poczucie, że zawsze mogę tam wrócić.

Zrzędzę, że nie pasuję do tych czasów. Że mamy modę na kretynizmy. Na cwaniactwo. Na teorie spiskowe. Denerwuje mnie to, że dziś by zarabiać pieniądze, lepiej zostać celebrytą niż naukowcem. Lepiej obalać podstawowe zasady medycyny, na które pracuje i pracowało mnóstwo lekarzy, niż dostosować się do tego, co mówią specjaliści.
Mamy modę na sztuczne cycki i nadmuchane usta. Wkurzające, że są miejsca na świecie, w których operacje plastyczne są na porządku dziennym, bo jak człowiek jest idealny to dostanie lepszą pracę a i też bogatego męża się znajdzie.
Denerwuję się konsumpcjonizmem, szpanerstwem.
Niszczeniem środowiska się wkurzam. Irytują mnie plastiki zostawiane w lasach.
Czasem zadaję sobie pytanie: „gdzie ja jestem?! Co ja tu robię?! Ja tu nie pasuję! Ja do tych czasów nie pasuję!”
Ale z drugiej strony te czasy dają mi tyle możliwości…

Mało kto przed nami mógł tyle, ile my dziś możemy.
Ogarnijmy się jeszcze w kilku podstawowych kwestiach i już w ogóle będzie bajka. Może będę pasować.

5 uwag do wpisu “Głupie czasy, tęsknoty i zrzędzenia, czyli o tym, jakie szczęście mamy

  1. Tak, Bregenz, Bodensee i okolice zazdroszczę, mam do nich pewien sentyment i lubię tam wracać. Mieliśmy być w te wakacje, ale niestety wirus popsuł a może tylko przesunął plany na przyszły rok. Pozdrawiam

    Polubienie

  2. Taka chyba natura ludzka, ciągle czegoś szukmy a tak naprawdę mamy to na wyciągnięcie ręki. Ja też mieszkam na emigracji w Lyonie we Francji i nie raz zadawałam i w sumie cały czas po prawie 5 latach zadaję sobie podobne pytania i czasem zrzędzę, ale staram się pracować nad sobą i cieszyć się z tego co mam i gdzie jestem. Pozdrawiam serdecznie, Iza Cabaussel.

    Polubienie

    1. Chyba musi minąć ładnych kilka lat, by być spokojnym, szczęśliwym emigrantem. To przyjdzie, musi. Widzę wielu emigrantów, którzy nigdy nie zamieniliby obecnego życia na inne. Każdy z nich mówi, że początki były trudne (czasem długie te początki). Ale dziś – są szczęśliwi.
      Pozdrawiam mocno!

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s