Od zagorzałej katoliczki do bezbożnicy – moja droga do ateizmu

Od małego wpajano mi wartości chrześcijańskie. O Bogu mówiono nie tylko w szkole, ale i w domu. Każda niedziela była dniem wyjątkowym. Codziennie rano i wieczorem należało się modlić. Takie zachowania z czasem stały się czymś więcej niż tylko nawykami. Mogłoby się wtedy wydawać, że wyrosnę na kobietę prawdziwie odczuwającą obecność Chrystusa. Tak się jednak nie stało… nasuwa się jedno pytanie: dlaczego?

Zdjęcie autorstwa Kasuma z Pexels

Religia towarzyszyła mi od najmłodszych lat. O wpływach chrześcijańskich ze strony rodziny pisać nie będę, jedyne co muszę przyznać, że były znaczne. Szkoła odgrywała również ogromną rolę. Wszystkie dzieci musiały uczestniczyć w lekcjach religii, inaczej byłoby wykluczone z grupy. Miałam kolegę Damiana, którego ksiądz nie chciał dopuścić do komunii, nie pamiętam dlaczego. Od tamtego czasu wiele dzieci nie chciało rozmawiać z chłopcem. Dziwne, ale tak było. Podstawówka i początek gimnazjum to okres, w którym tak naprawdę nie czułam potrzeby być blisko Boga, a czynności związane z religią były bardzo płytkie. Potem coś się zaczęło we mnie zmieniać, dojrzewałam, szukałam siebie. W liceum lekcje religii początkowo były prowadzone przez pewnego intrygującego księdza. Był wyjątkowy, bo… bo był zwyczajny, ludzki. Nie wmawiał nam, że według boga to wolno a tego nie. Opowiadał o codziennych sytuacjach. Zmienił mój sposób myślenia, dał do zrozumienia, że bóg nie jest żadnym tyranem. Głosił, że nic nie jest czarne albo białe, że problemy czasem nas przerastają, przez co nasza psychika może poważnie ucierpieć. Mówił, że bóg bierze te wszystkie czynniki pod uwagę, że nikogo nie sądzi tak pochopnie, jakby się mogło wydawać. W pamięci utkwiły mi słowa o niedzieli jako o dniu wolnym od pracy – jeśli ktoś przez cały tydzień siedzi w biurze, a w weekend jedzie na wieś i idzie „robić w pole”, to czy popełnia grzech? Nie, bo plewienie w tym wypadku dla owego człowieka jest relaksem. Przecież to oczywiste, a jednak nadal niektóre kobiety krzyczą na swoich mężów, jeśli w niedzielę wyniosą śmieci. Być może to zabawne, ale w pewnym momencie uświadomiłam sobie, że żałuję, iż lekcji religii jest tak mało. Odliczałam dni do każdego następnego duchowego spotkania. Po roku tenże ksiądz odszedł z parafii. Nikt nie wiedział czemu. Ubolewałam, ale moje serce wypełniała wdzięczność za spotkanie takiego człowieka na swej drodze. Myślałam, że moja wiara jest trwała, że nic jej nie złamie. Myliłam się.

Następnym księdzem był dziwny, wyniosły mężczyzna. Ważył każde słowo, chciał brzmieć poważnie. Mówił o wszystkim i o niczym. Kolegom z klasy od razu się nie spodobał. Zadawali mu trudne pytania, na które próbował odpowiadać, lecz niezbyt mu wychodziło. Na pytanie zaczynające się słowem „dlaczego” mówił „bo tak jest napisane w piśmie świętym”. Koledzy dyskutowali, że biblię można interpretować na 100 różnych sposobów, dlaczego akurat nasze rozumowanie jest odpowiednie, a innych odłamów kościoła nie? Ksiądz był nieugięty, to co mówił było jedną jedyną prawdą, którą chciał nam wpoić. Mówił o miłosierdziu bożym, o duchu świętym, o piekle jako karze za złe sprawowanie. Był zupełnym przeciwieństwem swojego poprzednika, który zawsze potrafił wyjaśnić niezrozumiałe kwestie, często rozmawiał na kontrowersyjne tematy związane z codziennością.
Zaczęłam się zastanawiać… dlaczego człowiek, który nie ma pojęcia o życiu z drugą osobą, o małżeństwach, o problemach ludzi świeckich, mówi im co mają robić, dlaczego ich ocenia? Jakże ksiądz może karcić dziewczynę, która podjęła decyzję o zapłodnieniu in vitro? Dlaczego kapłani nakazują kobietom trwać w związkach z mężczyznami stosującymi przemoc? Dlaczego osoba, która jest po rozwodzie, nie może przyjąć komunii? Czy nieważny jest fakt, że dziś owa osoba jest szczęśliwa, daje bezpieczny dom dzieciom i dzieli się miłością z odpowiednim człowiekiem? I po co bogu te wszystkie – jakby nie patrzeć – śmieszne zasady…?

Zaczęłam dostrzegać zakłamanie chrześcijan. Widziałam pobożne kobiety, które każdej niedzieli przyjmowały komunię, i jednocześnie wiedziałam o ich ciemnej stronie osobowości. Wiedziałam o ich zdradach, o kłamstwach, którymi karmiły najbliższych, o bluźnierstwach, złośliwościach. Coraz częściej słyszało się o księżach pedofilach, którzy są chronieni przez instytucje kościelne. Przecież ci ludzie spędzili kilka lat w seminarium duchownym, gdzie autentyczność ich powołania była sprawdzana, gdzie uczono ich prawa kościelnego, gdzie wtajemniczano w tematy świeckim nieznane, gdzie mieli osiągnąć duchową siłę i energię do głoszenia słowa bożego. Skąd wśród kapłanów bierze się pedofilia, skąd umiłowanie do pieniądza? Czy z wymienionymi predyspozycjami trafili do seminarium czy takie cechy odkryli będąc kapłanami? Zastanawiam się, czy przerażające czyny których się dopuszczają wynikają z obowiązku wyparcia fizjologicznych potrzeb bliskości, co w wielu przypadkach przekracza granice ludzkich słabości? Czy to popycha księży do robienia krzywdy dzieciom, do których większość z nich ma dostęp i których ufność można łatwo wykorzystać? Czy w ten sposób próbują załatać dziurę w swoim życiu, dziurę wynikającą z ograniczeń nałożonych na duchownych? Ograniczeń kłócących się z fizjologią i konstrukcją każdego człowieka.

Co mnie denerwuje jeszcze w religijności?
Zabawne jest tłumaczenie grzechów słabością człowieka. Wszystko sprowadza się do schematu, że grzech jest czymś naturalnym. Wyzbywanie się grzechu to coś bardzo trudnego, co nie zawsze wychodzi i co bóg wybaczy, gdy się wyspowiadamy. Więc dziś zgrzeszę, jutro się wyspowiadam, pojutrze jestem czystym człowiekiem.
Fajnie, nie? Wbrew pozorom, mnóstwo ludzi tak podchodzi do tego tematu.
Zabawne jest też branie ludzi za małe dzieci. „Będziesz niegrzeczny – pójdziesz do piekła. Będziesz posłuszny – pójdziesz do nieba”. Nie jestem 5-latką, by stosować na mnie metody kar i nagród.

Kim dziś jestem? Nie lubię określenia „ateistką” (w tytule właśnie tego słowa użyłam, bo jest – powiedzmy – zbliżone znaczeniem do określenia osoby, jaką się czuję). Po prostu – nie wierzę, nie rozmyślam, nie robię nic w imię jakiejkolwiek religii. Moja filozofia jest prosta – nie wiem co mnie czeka po śmierci i mogę się zastanawiać 40 następnych lat – i tak się nie dowiem, więc po co rozmyślać? Dowiem się, gdy umrę. Póki co, żyję pełnią życia. I skupiam się na tym, by być dobrym człowiekiem. By nie krzywdzić innych, a gdy jest okazja – dawać im radość.

Dziś widzę, że niezależnie od tego kim jesteśmy – katolikami, muzułmanami, ateistami, kapłanami czy świeckimi – łączy nas wiele. Każdy z nas jest człowiekiem walczącym z własnymi słabościami, a w tym żaden bóg nas nie wyręczy. Żaden bóg z pośrednictwem kapłana też nie powinien nas rozgrzeszać. Sami powinniśmy brać odpowiedzialność za czyny, a nie zrzucać ją na diabła, który nas opętał.. Każdy z nas powinien być dobry nie dlatego, bo ksiądz z ambony grozi piekłem, nie dla jakiegokolwiek boga, a dla drugiego człowieka. Powinniśmy się wzajemnie szanować, a nie wszczynać wojny w imię religii. Bądźmy, żyjmy dla siebie, z troską o siebie, a nie dla boga.


wpis opublikowany 28.09.2013 roku

18 uwag do wpisu “Od zagorzałej katoliczki do bezbożnicy – moja droga do ateizmu

  1. A ja przeszedłem dokładnie odwrotną drogę. Byłem niewierzący, często drwiłem z Kościoła i wieszałem na nim psy, a od paru lat… wierzę! Staram się postępować zgodnie z Ewangelią i nauką Kościoła i wreszcie widzę prawdę i sens. Dziwne, prawda? A co do księży pedofilów czy gejów – nie przyszło Ci na myśl, że jednak udało im się ukryć swoje „preferencje”? Dla chcącego nic trudnego – zwłaszcza jeśli celem jest wygodne życie i łatwy dostęp do obiektów swych żądz. Można się „poświęcić” i odbębnić parę lat seminarium, potem przyjąć święcenia i – bajka! Dzieci lub inni faceci w zasięgu ręki! Parę lat udawania i taaaka nagroda! Zrozum, że tak właśnie wygląda sprawa z dewiacjami wśród kleru – ci ludzie często w ogóle nie wierzą w Boga! Kościół jest taką samą ich ofiarą, jak wykorzystane dzieci! I na koniec proszę – pisz słowo „Bóg” z dużej litery. Nie wierzysz, rozumiem, ale takie są zasady w języku polskim. Pozdrawiam.

    Polubienie

    1. Skoro księża nie wierzą to jak normalny człowiek ma wierzyć? Czasem sobie myślę, że jakakolwiek religia nie różni się niczym od sekt, a jej celem jest jedynie ‚zabawa’ kogoś z ‚góry’ – w tym wypadku arcybiskupów, księży itp. „zróbmy ludziom pranie mózgu a będą nam dawać pieniądze za nic”. Przeraża mnie to, że większość konfliktów wywołana jest przez religie. Po co? Z jednej strony mówi się o tym, że trzeba być dobrym (żeby po śmierci trafić do nieba?!), z drugiej nieraz moher byłby w stanie zabić ateiste. To jest cho-re. Stąd odcinam się od jakichkolwiek wierzeń, religii, życie jest TU I TERAZ.
      Nie czuję potrzeby pisać ‚bóg’ z dużej litery. Zasady w języku polskim? Nie słyszałam o takowej. A jak słyszałam to z ust księdza.

      Polubione przez 1 osoba

      1. Zboczeńcy, celowo zostający księżmi wbrew Kościołowi i wierze to wciąż niewielki, choć zauważalny odsetek. Kościół cierpi przez nich tak samo, jak ich ofiary. Zdecydowana większość księży to porządni ludzie, zaangażowani w duszpasterstwo i pomoc zwykłym ludziom. Jak wszyscy mają wady – bywają leniwi, gruboskórni, niewygadani (to problem zwłaszcza na katechezach) – ale są księżmi z powołania. Traktują wiarę, wiernych i Boga poważnie. Robią coś pozytywnego. Warto patrzeć na Kościół przez ich pryzmat, a nie tych, którzy są „wilkami w przebraniach owiec”. Ci ostatnio zawsze byli i będą – mało tego – będzie ich jeszcze baaardzo wielu. Mimo tego Kościół jest – przetrwał herezje, skandale, prześladowania i co tam jeszcze – i jest już 2 tysiące lat. Najczęściej miał „pod górkę”, a jest… Z logicznego punktu widzenia naprawdę trudno to wytłumaczyć. Gdy się spojrzy na Kościół przez pryzmat Ewangelii i Chrystusa – zaczyna się coś kumać. Ewangelia to duchowa rewolucja, która nie burzy, a wszystko ustawia we właściwym porządku – genialna w swej prostocie, radykalna w wymowie, aktualna zawsze. Czy coś takiego mógł wymyślić zwykły człowiek? Jestem pewien, że gdyby nie Ewangelia i chrześcijaństwo, świat zagryzłby się już dawno. A co do pisowni w języku polskim – przyjęło się, że słowo „Bóg” w znaczeniu Boga czczonego przez chrześcijan, żydów i muzułmanów, pisze się z dużej litery, bo to Ten Bóg, konkretny i osobowy dla milionów ludzi na świecie. Nazwy osób pisze się zawsze z dużej litery.

        Polubienie

      2. to dlaczego Kościół KRYJE księży-pedofilów? Baaa, nawet pozwala im „głosić słowo boże” w innych parafiach.. po co…? Ci ludzie są niebezpieczni, tyle krzywdy dzieciom wyrządzili… kościół o tym wie i nic nie robi. Nic!
        Kościół przetrwał wiele lat, bo ludzie potrzebują wiary, duchowości. Dla jednych to motywator do dobrych działań, dla innych ‚pocieszacz’ w trudnych chwilach, jeszcze inni twierdzą że to jedna jedyna prawda którą musi przyjąć każdy i na chama tłuką bliźnim że trzeba wierzyć. Religie są przekazywane z pokolenia na pokolenie, ciężko byłoby nagle „obalić” religię; kościoły, przydrożne krzyże, cmentarze, krzyże w szkołach… jakby ktoś kto nie zna żadnej religii przybył tu – te dziwne znaki z pewnością zaintrygowałyby go. Święta, tradycja, choinki, opłatek, kurczaczek, jajka, baranek.. mnóstwo rzeczy w codziennym życiu odwołuje się do religii, stąd religia przetrwała tak wiele lat, stąd przetrwa pewnie do końca świata.
        Czy Biblię mógł wymyślić człowiek? No jasne że tak. Ileż jest książek napisanych przez człowieka, genialnych, pięknych. Człowiek ma wielkie możliwości umysłowe, wyobraźnię… filmy, książki, muzyka, sztuka – to wszystko tworzy człowiek. Biblię także mógł on stworzyć.
        Przedstawiam tu tylko mój punkt widzenia, nikogo nie chcę odwodzić od religii jeśli jest wierzący. każdy ma swoją filozofię, ja mam taką.

        Polubione przez 1 osoba

      3. Jak już się czepiamy ortografii, to pisze się i mówi „mimo to”, a nie „mimo tego”. Poza tym GForma Bóg z dużej litery, jest po prostu wyrazem szacunku, dla osoby niewierzącej nie konieczna. Tak samo jak chrześcijanie nie piszą, np.: Bóg Allah, tylko bóg z małej tak samo z religia judaistyczna i każdą inną.
        Pozdrawiam

        Polubienie

      4. No, tak… Dziękuję za ortograficzną czujność. Temat wielkiej wagi, więc i ja pozwolę sobie na drobne uwagi… Na początek nie „jak już”, a „jeśli już się czepiamy”. Dalej – „nie konieczna” to przymiotnik i pisze się razem („niekonieczna”). „Allah” zawsze pisze się z dużej litery, podobnie jak „Jahwe” i „Bóg” w znaczeniu chrześcijańskim, czy wszystkie imiona i nazwy własne w ogóle. No i ten potworek na koniec „tak samo z religia judaistyczna i każdą inną”. Litości…

        Polubienie

  2. Od wiary mnie nie odwiedziesz. To zbyt cenny dar, choć czasem wielki wysiłek. „I jestem pewien, że ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani Zwierzchności, ani rzeczy teraźniejsze, ani przyszłe, ani Moce, ani co wysokie, ani co głębokie, ani jakiekolwiek inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym” – tak kwestie ewentualnych wątpliwości podsumował św. Paweł, swoją drogą dobry przykład, co może Chrystus: jak wroga przemienić w jednego z największych apostołów. Historia Kościoła jest pełna cudów – nieustannej ingerencji Boga, który rękoma jednych naprawia partactwa drugich. Ty koncentrujesz się na partactwach, ja na cudach. Ty widzisz grzech i sprzeczności, ja – łaskę i nieustanny triumf Prawdy. Kościół trwa nie dlatego, że ludzie potrzebują wiary i duchowości, albo się przyzwyczaili do jakichś form, ale dlatego, że działa w nim Jezus. Wiele razy stał na skraju przepaści, a przetrwał. Piszesz, że ciężko byłoby obalić religię. Czy na pewno? Komuniści byli bardzo blisko, w pierwszych wiekach chrześcijaństwa rzymscy cesarze też, potem ekspansja islamu, herezje i reformacja – Kościół wiele razy stał na krawędzi i na zdrowy rozum powinien już od dawna nie istnieć, za każdym jednak razem zdarzało się coś, co niweczyło zagrożenie. Śmierć męczenników nie odstraszała, a zagrzewała do jeszcze większej wiary i poświęceń, powodując często nawrócenie oprawców – tego nie znajdziesz w najlepszej powieści sensacyjnej! Tylko Bóg może pisać takie scenariusze. Tak samo będzie z dzisiejszymi zagrożeniami – przeminą, a Kościół pozostanie. Wspomniałaś o kryciu księży-pedofilów, a ja Ci odpowiem – to nie odgórny nakaz, czy ustalona polityka Kościoła, a efekt z jednej strony nieudolności, błędnego pojmowania dobra Kościoła, czasem szoku oraz z drugiej – celowego i cynicznego działania wrogów w szeregach Kościoła, którzy nie liczą się z nikim i z niczym. Jeśli chcesz poznać stanowisko Kościoła w tego typu sprawach, przyjrzyj się działaniom ostatnich papieży. Przykre jest to, że nie wszyscy stosują się do ich zarządzeń… Czemu tak jest? Już pisałem. Jak się to potoczy? Nie wiem. Jedno jest pewne – Kościoła „bramy piekielne nie przemogą”. Obiecał tak sam Jezus, więc nie mamy powodu się bać.

    Polubienie

    1. szanuję Twoje zdanie aczkolwiek przyznam, że nie rozumiem o czym piszesz… bo odwołujesz się do czegoś, w co ja nie wierzę. Do Jezusa Chrystusa który jest wszędzie, a który wg mnie mógł zostać po prostu wymyślony przez kogoś. Jak Kościół ma upaść skoro ma tak trwałych w wierze wyznawców jak Pan? Ja patrzę realistycznie, być może trochę krytycznie na te sprawy, Pan – duchowo. Bez żadnych dowodów. Ja przytaczam fakty.

      Polubienie

  3. Pewnie nie udowodnię Ci, że Jezus jest Bogiem, ale nie możesz sądzić i pisać, że nigdy nie istniał. Żaden poważny historyk nie podważa Jego istnienia. Są na to dowody – wspominają o Nim nie tylko Nowy Testament, czy wczesnochrześcijańscy pisarze, ale też niejaki Józef Flawiusz, rzymski historyk, który z chrześcijaństwem nie miał nic wspólnego. Piszesz, że patrzysz realistycznie, krytycznie i opierasz się na faktach – ciekawy jestem, co powiedziałabyś na temat takich pamiątek, jak Całun Turyński, czy Chusta z Manoppello? Nauka nie jest w stanie stwierdzić, jak to możliwe, że utrwaliły się na nich wizerunki osoby ludzkiej i to tej samej Osoby – Jezusa? Mnóstwo badań wskazuje na ich autentyczność i nikt nie jest w stanie udowodnić fałszerstwa. W rękach Kościoła jest kilka takich „acheiropoieta”, a więc przedmiotów „nie uczynionych ludzką ręką”. Najbardziej znany, przyprawiający uczonych niemal o bezsenność i rozstrój żołądka, to wizerunek Matki Bożej z Guadalupe w Meksyku. Są też liczne cuda eucharystyczne. Dla wiernych to znaki umacniające wiarę – potwierdzenie prawdziwości Ewangelii – i rzeczywiste dowody na Bóstwo Jezusa. Ciekawe, jakie byłoby Twoje zdanie na ten temat? Może bezradność nauki jest w stanie wywołać wiarę?

    Polubienie

  4. Czytając Twoją wypowiedź, myślałam, że mogłabym napisać to samo, z tą różnicą, że w Boga wierzę, po prostu czuję wiarę w to, że jest ktoś kto stworzył ten ogrom, którego nie jesteśmy w stanie zrozumieć. Mam tę myśl w sercu i ta myśl napawa mnie radością, ale nie zatracam się w tym. Może brzmię jak hipokrytka, gdyż nie chodzę do kościoła, nie modlę się formułkami, nie spowiadam się za często. Gdzieś głęboko wierzę w to, że warto wierzyć w Boga i w to, że ten Bóg pragnie od nas szacunku do siebie i okazywania dobra w jakikolwiek możliwy sposób, chce abyśmy miłowali drugiego człowieka, a przynajmniej starali się czynić tak, alby egoizm nie przysłonił nam oczu. Jeżeli Bóg jest to pokocha nawet tych, którzy w niego nie wierzyli, ale czynili tak jak on chciał. Być może Boga nie ma, każdy ma prawo tak sądzić, myślę jednak, że przez wiarę w niego nie tracę niczego, po prostu sama zaczynam rozumieć kim jest Bóg. Księża nie są świadectwem Boga, nie skreśla się go dlatego, że dany ksiądz jest „skrzywiony”, warto odnaleźć Boga w sercu i w drugiej osobie.

    Polubienie

    1. Zgadzam się, czemu tylko – skoro Bóg dał nam Kościół – pozostawać gdzieś na jego obrzeżach? Czemu nie korzystać w pełni z tych darów, w jakie Kościół został wyposażony i jakich na mocy testamentu Jezusa wszystkim wiernym udziela? Mam na myśli sakramenty, sakramentalia, modlitwy… Wszystko to ma olbrzymie znaczenie duchowe, a jest powszechnie niemal niedoceniane. Gdyby ludzie mogli choć przez chwilę zobaczyć, czym jest Msza święta i jakie są jej skutki, nie byłoby niewierzących. Bez darów Kościoła dojście do celu jest maksymalnie utrudnione, o ile nie niemożliwe…

      Polubienie

  5. U mnie było trochę inaczej, ale też pochodzę z bardzo katolickiej rodziny. Rodzice do tej pory nie mogą przeboleć, że nie wierzę, że dzieci nieochrzczone, podobno jakieś msze w tej intencji były nawet. Cóż, jeśli im to pomaga…
    Z tym, że w moim przypadku to klasyczny ateizm logiczny, nic dodać, nic ująć.
    A co do samej instytucji to może i przetrwała 2000 lat, ale teraz stacza się po równi pochyłej. Komunizm nie zabił, owszem, bo ludzie mają w sobie coś takiego, że im bardziej ktoś coś próbuje na siłę, tym mocniej się opierają 😉 Żadni ateiści nie zrobili tyle dla odciągnięcia ludzi od wiary w boga, co sami jego ‚pasterze’.
    Mi osobiście jest kompletnie obojętne, czy ktoś wierzy czy nie wierzy, nikogo przekonywać nie muszę, (o ile ktoś nie próbuje mi narzucić swojego zdania, bo tego nie znoszę i nadstawiać policzka nie mam zamiaru), ja sobie doskonale radzę bez wiary w dowolne bóstwa.

    Polubienie

    1. Moje dzieci tez nie są ochrzczone i raz od (byłej) kolezanki uslyszalam, ze ona by z wiadrem na glowie chodzila ze wstydu, gdyby dziecka nie ochrzciła. To chyba duzo mowi o motywach jej wiary 😀

      Innego razu mialam bardzo ciekawa rozmowe z moim serdecznym kolegą, ktory obejrzal stand-up swojego ulubionego komika. Mowil on, ze okej, w Boga mozna nie wierzyc, ale zeby dzieci nie ochrzcic? To juz jest problem wychowawczy – a co jesli faktycznie skazujemy je na wieczne potepienie? 😀 Kolega powiedzial, ze chyba lepiej ochrzcic tak w razie czego… A ja go wtedy zapytalam co jesli islamski Allah jest tym prawdziwym? Juz pomijajac fakt, ze to ten sam Bóg, tylko okraszony innym zestawem zakazow i nakazow. Jesli ochrzcimy dziecko, to w oczach Allaha stanie sie ono infidlem! I weź badz tu mądry 😀

      Polubione przez 1 osoba

  6. Nasza religia najczesciej zalezy od tego gdzie sie urodzilismy. Zagorzali katolicy urodzili sie w katolickim kraju lub przynajmniej rodzinie, a wyznawcy islamu urodzili sie w kraju muzulmanskim lub rodzinie, itd itd… Mamy dostep do wiedzy, do mediow, a ludzie dalej naiwnie uwazaja, ze to ICH religia jest tą prawdziwą, słuszną i jedyną.
    Mowi sie, ze bez religii nie byloby moralnosci. Wlasnie niedawno przeczytalam ksiazke „The Bonobo and the Atheist”, ktora jest zbiorem badan jej autora nad malpami czlekoksztaltnymi udowadniajacych, ze moralnosc nie wziela sie ani od zadnego z bogów, ani z religii. Ona jest w przyrodzie a wrecz dzieki niej ewolucja zaszla tak daleko.
    Religia to jedynie zbior nakazow i zakazow wymyslonych przez czlowieka. A czy Bóg istnieje? Tego, jako agnostyk, nie wiem. Ale szczerze watpie w to, ze jest despotycznym narcyzem nie potrafiacym przyznac sie do bledu… stworzenia 😉

    Polubienie

      1. Znajduja sie w niej naprawde ciekawe badania 🙂

        P.S. Zapraszam Cie do wziecia udzialu w konkursie na moim blogu. Jesli wygrasz, to do nagrody dorzuce Ci te ksiazke 😀

        Polubienie

      2. o kurde, że niby wiersz mam napisać? 😀
        no dobra, czego się nie robi dla nagród 😀
        (czasem metoda kar i nagród jednak jest skuteczna :D)
        no to spróbuję! 😉

        Polubienie

Odpowiedz na Maryna Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s