Góry w Vorarlbergu: Mondspitze i Schillerkopf

Dziś coś dla Polaków zamieszkujących Vorarlberg bądź niemieckie Allgau, bądź Liechtenstein albo przygraniczne wioski w Szwajcarii. Dlaczego? Po pierwsze – pamiętam jak to było, gdy tu przyjechałam, mało kumałam język niemiecki i w weekend chciałam chodzić po górach. Nie wiedziałam gdzie. Znałam kilka nazw, często obleganych szlaków i punktów widokowych, ale to było za mało. Dziś mam tu auto, więc mogę odkrywać Vorarlberg o wiele lepiej niż gdy moim środkiem transportu był pociąg. Mam też aplikację Bergfex, która bardzo mi pomaga w planowaniu wypraw.
Po drugie – obserwuję statystyki i widzę, że wpisy związane z Austrią cieszą się dużą popularnością. Teneryfa także jest wysoko, więc generalnie – jeśli sami macie spostrzeżenia z podróży, to się nimi dzielcie, uwierzcie, to się czyta.
Po trzecie – dla siebie. Łatwo zapomnieć o niuansach, dobrze gdzieś sobie takie wskazówki zapisać, by w przyszłości móc powtórzyć wycieczkę. W końcu głowa już nie jest taka młoda, ma prawo zapominać 😉
Ale do rzeczy:

Dziś na tapecie: Mondspitze wysoki na 1967 m n.p.m. i Schillerkopf – 2006 m n.p.m.

W pobliżu Bludenz, a dokładniej w gminie Bürserberg, znajduje się świetna baza do wypadów w góry. Gdy podjedziemy autem na parking Wanderparkplatz Tschengla (w nawigację wpisałam Tschengla 39), będziemy w miejscu, gdzie jest mnóstwo szlaków. Do wyboru, do koloru. Jeśli by się np. pojechało grupą, gdzie jedni są słabsi, drudzy chcą zdobyć szczyty, można spokojnie się rozdzielić i iść różnymi szlakami. Najważniejsze, to mieć przy sobie naładowany telefon, ewentualnie powerbank, nawigację bądź aplikację typu bergfex, żeby kontrolować gdzie jesteśmy.

Jako kobieta wiem, że dla wielu istot takich jak ja, ważna jest informacja odnośnie tego, jak się tam jedzie. Otóż zjeżdża się z autostrady zjazdem nr 58 (chyba, navi Wam powie) jadąc od strony Feldkirch, skręcamy w prawo iiii…. się zaczyna. Jedziemy w górę, i w górę, i po lekkich i czasem większych serpentynach. W pewnym momencie się skręca w prawo i tu już mamy wąską drogę, także jeśli coś jedzie z naprzeciwka – ktoś musi się usunąć. Wiem wiem, faceci nie widzą w tym nic trudnego, jednak dla niektórych kobiet, w tym mnie (przyznaję się bez bicia) to niemały stres (jeszcze klimkiem!). Więc dobrze po prostu, drogie panie, jeśli jesteście tego świadome.

Dla osób, które nie mają samochodu: należy wsiąść w autobus (Landbus) nr 81 i wysiąść na przystanku Bürserberg Museum albo Gemeindeamt, skąd skorzystać z usług prywatnego przewoźnika (kliknijcie w link, po czym po prawej stronie wybierzcie Tschenglabus i wyskoczy rozkład jazdy), który jeździ od czerwca do początku września.

Gdy ruszymy z parkingu, będziemy mijać po lewej stronie Husky Toni, czyli firmę oferującą zimowe przejażdżki/spacery z huskimi. Warto zapamiętać na zimowe czasy (a zimą także wiele się tu dzieje). Idziemy drogą w prawo i kawałeczek dalej znajduje się drewniana chata, Alpe Rona, w której (z tyłu budynku osobne wejście) możemy załatwić potrzebę (ubikacja czysta, schludna).

I ruszamy zgodnie z oznakowaniem, kierujemy się na Mondspitze. Ja zaczęłam wyprawę przed ósmą z parkingu, na szczycie byłam przed godziną 10:00. Na początku jest męczące podejście (na rozgrzewkę), później idzie się dość łagodnie, przyjemnie, mijamy jakiś krzyż (wybaczcie, nie powiem Wam jaki), przy którym można zrobić pauzę przy pięknych widokach.

Dochodzimy do drogi kamyczkowej (dla rowerów i ewentualnie uprzywilejowanych aut), odbijamy w lewo i odtąd zaczynają się schody. Serio, czasem są to schodki. Generalnie tutaj się zmęczyłam, robiłam dużo przerw, bo widoki były piękne (i bo dychałam jak oma). Czy trudno? Tu Wam nie powiem, każdy ma swoją wydolność i nie będę tu nikomu nic sugerować, ale myślę, że większość z Was stać na wejście. Swoim tempem, ale da radę. Według aplikacji i oznakowania – średni poziom trudności (czerwony szlak).

Na co uważać? Jest kamieniście, męcząco, a jak męcząco to i ryzyko jakiegoś wypadku jest większe. Warto iść uważnie, by się nie poślizgnąć. W ogóle polecam tam iść przy pewnej pogodzie, nie świeżo po deszczu, bo może być dość ślisko. Ale to chyba oczywiste (choć o oczywistych rzeczach też warto przypominać, sama nieraz robię głupoty nie zważając na takie banały).

Usiadłam na szczycie, zjadłam batona, i ruszyłam dalej. Tzn. nie wracałam tą samą drogą, którą schodziłam, tylko poszłam w drugą stronę. Przed godziną 11 dotarłam do znaku, gdzie były m.in. opcje schodzenia do Tschengli albo wchodzenia na Schillerkopf. Szlak był oznaczony na niebiesko – w Vorarlbergu takie oznakowanie oznacza trudny szlak. Ponadto pojawiła się informacja o przydatnym doświadczeniu alpejskim, pewnych krokach, porządnym obuwiu. Znak wskazywał, że do szczytu brakuje jedynie 35 minut. „To szybciutko tam skoczę”, pomyślałam, ale nic bardziej mylnego. Schillerkopf wydaje się być blisko, ale trzeba iść troszkę na około (można mieć wrażenie, że się w pewnym momencie schodzi w dół, że gdzieś przegapiliśmy właściwy szlak, ale niech Was to nie zmyli – dobrze idziecie).
Generalnie jest kamieniście, momentami stromo. Nie polecam iść z kijkami, ręce się przydają do innych rzeczy. Dochodzi się do znaku, gdzie jest napisane, że do szczytu jeszcze 3 minuty. 3 najtrudniejsze minuty, według mnie – na początku trzeba się wdrapać z pomocą rąk, po czym idziemy wąską ścieżką i trzymamy się łańcucha przymocowanego do skał (ostrożnie, po drogiej stronie mała przepaść). Po pokonaniu tego małego odcinka – jesteśmy na szczycie. Ja do krzyża dotarłam przed godziną 12, czyli od znaki „35 min” do szczytu szłam prawie godzinę. Ale wolę tak, z przerwami, aniżeli iść na dużym zmęczeniu w warunkach, w których czuję, że łatwo o wypadek, skręcenie nogi, kolana etc. Poza tym miałam dużo czasu, nie musiałam gonić.

Z powrotem szłam szlakiem od znaku „3 min” w dół, czyli nie drogą, którą przyszłam. Tu kwestia wyboru. Schodzenie jest zawsze wymagające dla nóg, tu też trzeba było uważać. Przypomnę – kamienie i ciut stromo. Do samochodu dotarłam między 14 a 15 (oj, nie pamiętam dokładnie).

Podsumowując:
Widoki – świetne. Z Mondspitze widać aż pięć dolin.
Poziom trudności – T2, czyli dobrze mieć porządne buty, pewność kroku, orientację w terenie.
Schillerkopf – trochę trudniejszy, nie zalecam osobom z lękiem wysokości, lękiem przed wąskimi ścieżkami i przepaściami (choć tu jest tylko maleńki kawałek, gdzie można mieć obawy).
Czas: około 4 godziny idąc tylko na Mondspitze, ponad 5 godzin idąc jeszcze na Schillerkopf (na górę i z powrotem)
Kiedy wchodzić? Polecane miesiące to od czerwca do września. Ja pokusiłam się o drugą połowę maja, bo widziałam zdjęcia na insta miejscowych piechurów, którzy już tam byli w tym roku i szlak wyglądał na bezpieczny, poza tym w tym roku zima była skąpa, i prawdopobnie będzie tak częściej.

W razie kłopotów nr telefonów, które się przydadzą:
140 – Alpine Notfälle österreichweit (pomoc w Alpach w Austrii)
144 – Alpine Notfälle Vorarlberg (pomoc w Alpach Vorarlberg)
112 – Euro-Notruf (europejski numer w razie nagłych przypadków)

To chyba tyle. 🙂
Polecam 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s