Hangspitze (1746 m n.p.m.) – szlak z Mellau

Szlak czerwony szlakowi czerwonemu nierówny. Pewne trasy o średnim poziomie trudności idą mi tak łatwo, że nawet ośmielam się myśleć o bardziej wymagających wyzwaniach. Hangspitze mocno mnie przyhamował w realizacji takich pomysłów.

Mellau – popularna miejscowość w Bregenzerwaldzie. Zimą przyjeżdża tu wielu turystów na narty, latem – na piechurzenie po górach. Głównym celem jest Kanisfluh bądź Damulser Mittagspitze po uprzednim wjechaniu kolejką na Rossstellealpe. Tymczasem z drugiej strony wioski są również ciekawe, choć mniej oblegane szczyty (wysokość 1700-1800 m n.p.m.). Jednym z nich jest Hangspitze (1746 m n.p.m.).

Gdzie zostawić auto?
1) na parkingu za strażą pożarną, w pobliżu basenu odkrytego (będąc już w Mellau skierować się w kierunku kościoła, potem koło banku Reiffeisen skręcić w prawo i tam jest znak „parkplatz Feuerwehrhaus” lub wpisać w nawigację Feuerwehr Mellau). Z tego parkingu należy iść dalej tą drogą do mostku dla pieszych – przy owym mostku znajdują się znaki, m.in. na Hangspitze i tu się zaczyna wędrówka.
2) na parkingu, który mijałam wracając z Hangspitze, poniżej wstawiam zdjęcie – czerwona kropka to była ta lokalizacja. W nawigacji należy wpisać Mellau Bengath – jadąc tą ulicą dojedziemy do mostku, przy którym są znaki, owa mapka. Myślę, że ten parking jest lepszym rozwiązaniem, choć ja startowałam z okolic straży pożarnej.

W nawigację wpisz „Mellau Bengath” (nie Schonboden)

Szlak: dla mnie trudny. Na początku spokojnie się szło (nie licząc dwóch pastwisk z krowami – jedno „ominęłam”, na drugim dołączyłam się do innych wędrowców…). Od mniej więcej połowy wędrówki zaczęłam się mocno męczyć. Trudno powiedzieć czy miałam gorszy dzień czy ciśnienie mi nie sprzyjało. W każdym razie poruszałam się z prędkością ślimaka.
Wędrówkę zaczęłam około 8:30, na szczycie byłam około godziny 11:50. Widok – piękny. Można podziwiać Kanisfluh, Mittagspitze, Gopfberg wydaje się stąd maleńki. Jezioro Bodeńskie oczywiście też jest dość wyraźne.

Spojrzałam na mapkę i zobaczyłam w niedalekiej odległości inny szczyt – Mörzelspitze (1830 m n.p.m.). „A może się pokuszę?”, pomyślałam. Znak wskazywał, że z Hangspitze wędrówka ta trwałaby 1,5 godziny. „To niedługo”, stwierdziłam. Koło 14 byłabym na szczycie, to późno, ale obliczyłam, że zdążyłabym zejść przed ciemnością.
Tak więc ruszyłam na Morzelspitze. Początkowo idzie się szybko, bo trzeba kawałeczek zejść. Później znów wchodzi się ostro w górę, szlak oznaczony jest tu już na niebiesko (jako trudny). Trzeba było iść granią, więc z prawej i z lewej strony ciągle zatrzymywały mnie zapierające dech w piersiach widoki.

Kto mnie zna ten wie, że ja nie lubię gonić w górach. Wolę wcześnie wstać, wcześnie się wybrać i na spokojnie wędrować, podziwiać piękno przyrody, aniżeli gonić do szczytu i robić czasowe życiówki. To nie mój styl.
Nie inaczej było tym razem. Straciłam wiele czasu na wgapianie się w Jezioro Bodeńskie, w niebo i latający nade mną szybowiec. To dawało mi o wiele więcej przyjemności, niż marsz w tempie do Mörzelspitze. Poza tym tego dnia nie planowałam zdobyć dwa szczyty. Tego dnia nie wstałam też bardzo wcześnie, bo potrzebowałam więcej snu.
Miałam przy sobie telefon i aplikację bergfex, rzecz jasna, stąd wiedziałam dokładnie gdzie idę, wzięłam pod uwagę moje osłabienie i fakt, że mogę nie podołać. Wiedziałam, że idąc w stronę Morzelspitze, można mieć plan B: mianowicie doszłam do znaku, który informował, że do drugiego szczytu pozostało 30 minut. Tu mogłam zdecydować czy idę dalej czy schodzę w dół do Mellau – widniał tu znak czerwonego szlaku właśnie w dół. Był dłuższy niż ten, którym weszłam na Hangspitze – wskazywał, że do wioski idzie się 3 godziny.
Była 13:45. Zdecydowałam, że nie idę dalej, bo trzeba było jeszcze wrócić, a ja byłam już znacznie zmęczona. Zatrzymałam się przy krzyżu (prawie przy „newralgicznym” znaku), przekąsiłam batona, i koło 14 zaczęłam schodzić.
W drodze powrotnej także wlokłam się niebotycznie. Przy moim aucie byłam krótko przed godziną 17.

Ogólnie jestem zadowolona, że przeszłam granią w stronę Mörzelspitze. Widoki stamtąd są nawet lepsze niż z Hangspitze. Wycieczka była długa, męczące, do tego stopnia, że w danym tygodniu nie miałam ochoty już więcej nigdzie iść, mimo że planowałam. Czasem trzeba dać sobie odpocząć.
Krowy: w drodze powrotnej – pasły się, a jakże 🙂 Na szczęście były ogrodzone, choć podejrzewam, że czasem są też puszczane na polany, po środku których idzie szlak (wnioskuję to po starych krowich kupach na ścieżce).

Jeśli macie zamiar tam iść – uważajcie. Ja, mimo że się zmęczyłam, mam ochotę tam wrócić. To takie góry, które chce się odkrywać, bo coś, co wydawało się bardzo daleko stąd czyli np. Hohe Kugel, Ebnit, jest całkiem blisko. Właściwie to tą drogą można dojść z Mellau do… Dornbirn.
Dacie wiarę? Dla mnie to odkrycie miesiąca. Wiecie, niby na mapie wiem gdzie co się znajduje, ale nie miałam wyobrażenia tego, że z Mellau do Dornbirn jest tak blisko, wystarczy pokonać Hangspitze i Mörzelspitze. Normalnie czuję się jak odkrywca nowych terenów. 😀 Może dla miejscowych to logiczne, kogoś może śmieszyć mój zachwyt. Niemniej jednak ja tu jestem dopiero trzeci rok, ja to wszystko odkrywam i niezmiernie cieszy mnie dochodzenie samej do tak oczywistych rzeczy. Czuję, że góry dają mi ogromną orientację przestrzenną w Vorarlbergu. To jest fajne 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s