Hochkünzelspitze (2397 m n.p.m.) – polecam

Na Hochkünzelspitze trafiłam palcem na mapie przypadkiem. Nie potrafiłam się zdecydować na konkretny szczyt, więc wybrałam drogę losową i powiem Wam, że to dobra metoda. Ale jeśli nie chcecie jej próbować – ja to już zrobiłam i tadaaaam, proszę, poniżej macie jak na dłoni krótki opis szlaku.

Gdzie zostawić auto? To jest trudne pytanie, bo nie wiem jak to wytłumaczyć. Jadąc od strony Mellau: mijamy Schoppernau, Hinterhopfreben i zaczynają się tunele. Przejeżdżamy przez pierwszy, potem drugi, i zaraz po wyjechaniu z drugiego tunelu po prawej stronie mamy miejsca parkingowe. Jeśli przegapimy i wjedziemy w trzeci – za nim też po prawej stronie można zostawić auto i piechotką cofnąć się do wcześniejszego parkingu (to jest dosłownie 2 min na nogach).
To jest początek trasy. Elegancki znak wskazujący drogę na pewno zauważycie bez problemu.

Na znaku pisze, że wędrówka trwa 3,5 godziny i tak w rzeczywistości było. Powiedziałabym, że pierwsza połowa jest bardzo przyjemna, widoczna, jest to bowiem droga, po której od czasu do czasu jedzie mały pojazd czterokołowy. Jeśli ktoś lubi szum strumyków, to tu go znajdzie. Po około 2 godzinach wychodzi się ponad las, wkraczamy w wyższe, charakterystyczne partie Alp. Na wysokości 1846 m. n.p.m. położona jest Biberacher Hütte, czyli chatka, gdzie można zjeść, napić się, można także tu przenocować. Z tego miejsca widoczna jest cała dolina Grosses Walsertal i kilka innych, pięknych szczytów, których niestety jeszcze nie potrafię nazwać. Od chaty planowany czas wejścia na szczyt to 1,5 godziny.

Właściwie od tego miejsca zaczyna się trudniej, co nie dla każdego znaczy to samo. Mianowicie dla mnie najtrudniejsze były… krowy. Mnóstwo krów! Około 50, serio! Trzeba było wejść na ogromne pastwisko, gdzie pasły się łaciate stworzenia. Poza tym – ścieżka zrobiła się wąska, było błotnisto, ślisko (dzień wcześniej padało), miałam wrażenie, że było też ciut stromiej niż wcześniej.

Nie wiem czy miałam słabszy dzień, czy możliwe jest to, że czułam mniej tlenu w powietrzu, ale mocno się zmęczyłam. Tydzień wcześniej też miałam do pokonania 1200 m w górę, z tym że wchodziłam na 1800 z hakiem. Tym razem Wchodziłam na prawie 2400. Jeśli mam porównać poziom zmęczenia z obu wypraw to Hochkünzelspitze mnie mocno wytarzało. Powiedzcie mi, czy to możliwe że przez wysokość? Myślałam, że zmiany stężenia tlenu wyczuwalne są powyżej 3 tys…
Pod koniec szlak zamienia się z czerwonego na niebieski, tzn. trudny. Było trochę skałek do pokonania, ale nie były niebezpiecznie. Po prostu trzeba było uważniej iść.

Widoki? Spójrzcie sami poniżej:)
Czy warto? Warto 🙂
Nie macie pomysłu na wyprawę? No to już macie 🙂
Ruszajcie!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s