Hoher Freschen i Matona – szczyty dla każdego!

Do Hoher Freschen przygotowywałam się psychicznie jako do „trudnej” góry. Kilka razy słyszałam, że jest wymagająca, długo się wchodzi toteż trzeba mieć odpowiednią wydolność. Ależ było moje zdziwienie, gdy na szczycie stanęłam bez objawu zadyszki. Spytacie… ale jak? A no, już tłumaczę.

Na Hoher Freschen (bo to był główny cel) chciałam wchodzić z okolic Dornbirn: albo z Ebnitu, albo z Unterfluhalpe (ponoc można prawie tam autem dojechać). Pamiętam jak wygląda Hoher Frescher z Morzelspitze (góra ciut bliżej od strony Dornbirn) i nie wydaje się zbyt przyjaźny. Jakoś mnie ta góra zwyczajnie demotywowała. Stwierdziłam, że poszukam innych szkalów, od innej strony.
I znalazłam. Trzeba podjechać autem doliną Laternser Tal do miejsca nazywającego się Bad Laterns (tak wpisałam w GPS). Bez problemu znajdziecie parking. Uwaga, droga jest bardzo wąska, trochę zawiła. Wydaje mi się, że jestem dobrym kierowcą, ale w górach wymiękam. Lepiej niech kierowcą będzie ktoś, kto nie boi się trudnych jezdni.

I ruszamy zgodnie ze znakiem, który mówi, że wędrówka na Hoher Freschen trwa około 3 godziny 15 minut. Gdy to zobaczyłam, pomyślałam „o nieee, nie chce mi się tak długo wchodzić, jestem zmęczona, chciałam łagodniej!!!”. Wyruszyłam o 8:10 z parkingu. Szło się bardzo, ale to bardzo przyjemnie (pokuszę się o stwierdzenie, że do tej pory najprzyjemniej w Vorarlbergu). Mam tu na myśli zarówno walory przyrodnicze i widokowe (krowy, na szczęście były odgrodzone; kozy, które szły za mną dobre 30 metrów; strumyczki, polanki, żywo zielona roślinność), jak i niezbyt wysoki poziom zmęczenia (właściwie w ogóle nie byłam zmęczona). Po godzinie 10 dotarłam do Freschen Haus, czyli chatkę, w której można się posilić i odpocząć (istnieje także możliwość nocowania). Nie potrzebowałam przerwy, więc ruszyłam dalej. Na szczycie byłam około godziny 10:40.
Dużo czasu spędziłam na górze. Wpatrywałam się w szczyty, na których już byłam. To daje taką frajdę! Jeszcze dwa miesiące temu żadnej góry bym nie nazwała, tylko po nich chodziłam i sobie myślałam „oo, ale ta czadersko wygląda, ciekawe jak się nazywa, ciekawe jak się tam wchodzi”. A dziś mogę powiedzieć, że na wielu już byłam <3. Czuje się jak Kolumb odkrywca nowych terenów. Serio!

Podsumowując:
– Czas wędrówki na szczyt: 8:10-10:40 czyli dwie i pół godziny. Zaznaczę przy tym, że moje tempo nie było zawrotne, często stawałam, napawałam się widokami, robiłam zdjęcia. Myślę, że ten szlak można zrobić w wiele krótszym czasie. Nie wiem kto napisał na znaku, że wchodzi się ponad 3 godziny…
– To szlak dla każdego. Mijały mnie rodziny z dziećmi (bo ja szłam jak ślimak), osoby starsze. Hoher Frescher jest dostępny prawie dla każdego, kto ma minimum wytrzymałości fizycznej.
Ale ale, nie myślcie, że to spacer po płaskim. Nie nie. Hoher Frescher ma wysokość 2004 m. n.p.m., żeby tam wejść, to trzeba podejść do góry. Nie ma innej opcji, jak ktoś chce się burzyć, że „miało być łatwo, a tu jednak pod górkę się idzie” to niech idzie pospacerować nad jezioro. Jak chce się zdobywać szczyty to trzeba wchodzić pod górkę. Łatwość w tym wypadku polega na łagodnym podejściu, bez stromych odcinków.

Ze szczytu widać szlak z Ebnitu… powiem Wam, że wygląda groźnie. Dobrze, że wynalazłam Bad Laterns. Nie wszystko jest takie groźne, jakie się początkowo wydaje. Hoher Freschen z jednej strony wygląda na trudną górę, a od drugiej strony jest łagodny jak baranek. Prawie tak samo jest z Kanisfluh (z tą różnicą, że Kanisfluh jednak ciut bardziej wymagające).

W drodze powrotnej można zahaczyć o kolejny szczyt: Matona (1987 m n.p.m.). Należy przy Freschen Haus odbić w lewo (tak jak oznaczenie mówi – zarówno prowadzi na Matonę, jak i do Bad Laterns). Przechodzi się przez ogromne pastwisko krów (bałam się, ale dałam radę! już coraz mniej się boję, wiecie? :D). Zaraz po przejściu przez bramkę, za którą człowiek może w końcu czuć się bezpieczny dostrzec można znak prowadzący w lewo na Matonę (ja przegapiłam, taka zjarana byłam krowami, musiałam się wracać gdy się zorientowałam, że mijam drugi szczyt zamiast na nim być). Od tej bramki idzie się jakieś 10-15 minut. Ostatnie 5 minut może ciut bardziej wymagające. Tu byłam koło 13, albowiem długo siedziałam na Hoher Freschen i idąc przez pastwisko trochę się nagimnastykowałam, żeby ominąć łaciate zwierzęta. Przy okazji pierwszy raz w życiu widziałam świstaka! Skakał sobie po polance, krowy mu nie przeszkadzały.

Na parking dotarłam koło godziny 15:30. Ale tu muszę przyznać, że gdzieś się zagapiłam i zboczyłam ze szlaku, a właściwie przeoczyłam zakręt i szłam drogą kamyczkową, którą można np. wjechać na rowerze. Nie przejęłam się tym zbytnio gdy spojrzałam w bergfex, problem pojawił się gdy doszłam do drogi asfaltowej, tej serpentynowej, wąskiej. Miałam tą drogą przebyć solidny kawałek, a było to niezbyt bezpieczne.. samochody, motocykle, a ja, głupia Maryna, nie miałam się gdzie usuwać, bo stromo było na poboczu. Wzięłam więc autostopa, starsze małżeństwo mnie podwiozło na parking, na którym stał mój samochód i tak zakończyłam wędrówkę. Także realnego czasu powrotu nie jestem w stanie Wam podać, ale myślę że +15 minut.

Jeśli odwiedzi mnie ktoś z Polski i będzie miał ochotę na góry i jednocześnie będę wiedziała, że wydolnościowo osoba jest przeciętna – to będzie pierwsza myśl na wyprawę. Po pierwsze, widoki piękne – zarówno Alpy powyżej 2 tys. metrów widoczne, jak i Jezioro Bodeńskie. Po drugie, bardzo przyjemnie się idzie. Po trzecie – dwa szczyty w jednym!

Tak, to będzie dobra wyprawa! 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s