Wielkie oczy ma strach, palcem pogrożę mu :)

Nic nie jest tak groźne, na jakie wygląda. Przekonałam się o tym ostatnio wielokrotnie. Czasem strach jest potrzebny, ale często tenże strach nas mocno ogranicza. Warto się zastanowić jaki wpływ na nasze działania ma ta obawa, którą obecnie odczuwamy…

Już od małego byłam dziecko straszek. Bałam się każdego, dosłownie. Mogłam być noszona jedynie przez Tatę, czasem ewentualnie przez Mamcię. Próba wzięcia mnie na ręce przez inne osoby, ciotki, kończyły się wyciem. Oj a jakim dramatem było pójście do przedszkola!
Rodzice się uparli, żeby wysyłać nas (mnie i siostrę) na kolonie. Tu też było zawsze problematycznie. Ale nie było zmiłuj, „jedziecie i koniec”. Na początku jeździłyśmy razem, potem przyszedł czas na samotny obóz bez siostry, która do tej pory wszystko za mnie robiła, bo byłam dla niej jak mały terrorysta. No ale przeżyłam te wszystkie samotne obozy, baaa, nawet mam wspaniałe wspomnienia, które będą mi towarzyszyć do końca życia.
Co by było, gdyby wtedy mój strach hamował mnie i moich rodziców?
Pewnie później nie zaczęłabym jeździć za granicę pracować. Jasne, że jako dorosły człowiek bałam się jechać pod Malagę z obcymi ludźmi i z firmą, która nie cieszyła się dobrą opinią. Jednak ze strachem byłam już oswojona. Z każdym wyjazdem było lepiej.
Co jeszcze by się wydarzyło, albo raczej nie wydarzyło, gdyby strach z dzieciństwa mnie blokował? Gdyby moi rodzice się złamali i powiedzieli „dobrze, to zostań z nami”?
Pewnie dziś nie żyłabym w Austrii. Strach trzeba czasem po prostu przełamać.

Woda. Matko boska, jak ja się bałam wody. Darłam się jakby skórę ze mnie zdzierali, gdy rodzice mi jako dzidziowi głowę myli. Nienawidziłam wody lecącej na uszy, do nosa, w okolicę oczu.
Pływać mogłam jedynie na płytkich akwenach. W wieku około 12 lat Tatek pływał w jeziorze, też chciałam. Tak nauczyłam się żabki i pieska na głębokiej wodzie, zawsze przy Tatku, później z czasem sama się odważałam. Ale głowy długo jeszcze nie byłam w stanie zanurzyć.
W liceum postanowiłam iść na AWF, a żeby się tam dostać, trzeba było zdać testy sprawnościowe, m.in. z pływania. „Ale jak, skoro ja się boję wody?!” myślałam. Ta zagwozdka nie dawała mi spać w nocy. Na szczęście rodzice byli wyrozumiali, wysyłali mnie co tydzień na lekcje pływania do jednego z lepszych trenerów w województwie, i jakoś poszło. Oczywiście było wiele jojczenia i strachu, do dziś go czasem mam (np. nie lubię skakać do wody czy pływać w dużych falach), ale opanowałam emocje na tyle, że otrzymałam maksymalną ilość punktów na AWF w Krakowie, a prawie max. w Katowicach (czasowo 1 punktu mi brakło). Nie żebym się chwaliła, ale dumna z siebie byłam. Tymbardziej wiedząc, że pół roku wcześniej nie miałam zielonego pojęcia o kraulu, o stylu motylkowym nie wspominając, i nie potrafiłam zanurzyć głowy.

Ostatnio dużo chodzę po górach. Gdy w kwietniu pierwszy raz stanęłam twarzą w twarz z krowami, które ruszyły w moim kierunku, pomyślałam „o matko, ja już więcej sama nigdzie nie pójdę!”. Za drugim razem już prawie pękłam i chciałam wracać do auta widząc pasące się mućki, ale na szczęście szli inni turyści, do których dołączyłam. Kilka następnych takich sytuacji przeżyłam w podobny sposób – albo się do kogoś doczepiałam, albo schodziłam ze szlaku by ominąć pastwisko. Miałam jednak chwile, gdy mówiłam sobie „po co mi chodzenie wśród krów, boje się ich i nic na to nie poradzę, przecież mogę całymi dniami leżeć na plaży i kąpać się w Jeziorze Bodeńskim, ale niee, maryna woli szczyty zdobywać!”. Wkurzona byłam na siebie. Raz chciało mi się płakać. Serio, panicznie się bałam!
Tymczasem ostatnio przechodziłam przez ogromne pastwisko z około 50 krowami. Mijałam mućki i nawet na nie nie patrzyłam. Po prostu szłam. Mówi się, że zwierzęta wyczuwają strach. I tak jest, napewno krowy mają ten zmysł. Gdy się ich boję, to idę nerwowo, spoglądam na nie, obserwuję jak się zachowują. One z kolei widzą takiego niespokojnego człowieka, który ciągle się lampi, nie wiadomo czego chce… taki dziwny, pokraczny ten człowiek.. i podchodzi taka krowa do zestrachanej Maryny, bo coś z nią nie gra. I Maryna wpada w panikę do tego stopnia, że nie ma już więcej ochoty łazić po górach. Tak to działa.
Dziś patrzę na krowy jak na duże, łagodne psiaki. Zdarzają się humorzaste i narwane krowy, to też zdążyłam zauważyć, niemniej jednak nie słyszałam o atakujących mućkach w okolicy. W końcu czuję, że krowy już nie są dla mnie przeszkodą.

Nie inaczej jest ze wspinaniem. Do tej pory mam problem ze strachem, ale jest on nieporównywalnie mniejszy niż miesiąc temu. Instruktor sam stwierdził, że mam lęk wysokości, widział wręcz jak mnie w pewnym momencie na ściance sparaliżowało i miałam problem z oddychaniem. „Fizycznie jesteś bardzo dobrze przygotowana, ale strach cię blokuje. Musisz się oswoić” stwierdził. Ja natomiast w pierwszej chwili się zraziłam i postanowiłam, że nigdy więcej tego nie będę robić. Natura skorpiona jednak wygrała.. spróbowałam drugi raz… było też tragicznie, ale nie na tyle, bym sobie całego zestawu do wspiniania nie kupiła. Mam uprząż, w każdej chwili mogę ćwiczyć. Ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć – to jedyny sposób, by strach sobie po prostu poszedł.

Ale ale, jakby nie patrzeć – dobrze, że strach się pojawia. Przecież obawa przed wodą nie była bezpodstawna, w końcu kieryś nie potrafiłam pływać to i mogłam się utopić. Podczas wspinania na ferratach też można fiknąć mimo zabezpieczeń. Dobrze, że on nam towarzyszy, gorzej, gdy nas ogranicza. I bynajmniej nie mam tu na myśli sportowych sytuacji, a wydarzeń z życia wziętych.
W psychologię wchodzić nie będe, ale warto zastanowić się, czy przy podejmowaniu decyzji (nie mówię o sporcie, a o życiu) należy kierować się strachem. Warto zadać sobie pytanie, czy to uczucie ma swoje podstawy, a jeśli tak, to w jaki sposób je zredukować? I czy w ogóle podejmować kroki by strach redukować czy się na starcie wycofać?
Zachęcam Was do małej refleksji.

Tymczasem ja zostawiam Was ze zdaniem śpiewanym przez Monikę Brodkę:
„Wielkie oczy ma strach, palcem pogrożę mu”. Tak jest! 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s