Maryna w opałach, czyli stres związany z pisaniem pracy magisterskiej

Tego, że Maryna miała chwile zawieszenia chyba nie muszę Wam mówić. Raz szło wszystko gładko, czasem jednak trudno było jej się połapać w zaległościach, jakie sobie sama robiła. Suma sumarum, została Maryna magystrem. Dokładnie 6 lat temu. To dobry moment, by powspominać.

Obraz Gerd Altmann z Pixabay

Na studiach zdarzało się Marynie zajęcia olewać. Z jednego przedmiotu nie była ani razu na wykładach, a gdy potem poszła do profesora po wpis do indeksu, myślała że tego starcia nie przeżyje. Ale nie obawiajcie się – kierunku, którego tyczy się powyższe zdanie, Maryna nie ukończyła 😀 To, co ukończyła, wymagało więcej nauki i uwagi, tu nie można było pozwolić sobie na zbyt duże zaległości, choć czasem Maryna się zagapiała. No nic, bywa. Każdemu się może zdarzyć. U naszej bohaterki nie wynikało to w pierwszych latach studiów z olewactwa, raczej ze zbyt dużych ambicji, zbyt dużo brała sobie na głowę i potem musiała wybierać rzeczy ważniejsze i mniej ważne. W końcu musiała z jednych studiów zrezygnować.

Na ostatnim roku studiów (tych, na których wytrwała) wszyscy „srali”, bo trzeba było pisać pracę magisterską. Już we wrześniu wiele osób miało pierwsze rozdziały swojego dzieła. Maryna w tym czasie nie wiedziała nawet, kto zostanie jej promotorem. W październiku inni studenci rozpoczynali prace badawcze, a już w styczniu niektórzy oddawali pierwotne wersje swoich prac. Maryna natomiast na początku roku jedynie wybrała temat, na który miała się potem rozwodzić. W kwietniu większość koleżanek i kolegów miało gotową pracę. Maryna – zdołała jedynie stworzyć spis treści i wstęp.

To nie tak, że Marynie nie zależało. Chciała to zrobić w spokoju, bez ciśnienia i stresu. Ale im więcej słyszała od innych, że już mają prawie całe badania zrobione, wszystko napisane, tym gorzej było się skupić. W pewnym momencie nawet Maryna zwątpiła i stwierdziła, że.. że się najzwyczajniej w świecie nie obroni. Pękała.

Przyszedł maj. Piękny maj. Juwenalia. Wszyscy się bawili, w beztrosce, szumieli ile się dało, bo to ich ostatnie studenckie imprezy w życiu. A Maryna? Maryna też się bawiła, ale z tyłu głowy było zmartwienie. „Co dalej?” „Jak mam to napisać?”. Nie balowała Maryna beztrosko. Szybko się upijała, wcześnie musiała wracać na akademiki. Stres robił swoje.

Pod koniec maja Maryna się ogarnęła. Nie wiem jak, ale jakoś się zmobilizowała. Temat wzięła sobie bardzo trudny, czym też wcześniej się martwiła, ale dała radę znaleźć kogoś, kto pomógł jej w przeprowadzeniu badań. Promotor nie naciskał, to akurat działało na korzyść Maryny – na ciśnieniu nic jej nie wychodzi. Kilkanaście nocy nie przespała, ale w końcu napisała. Wysłała swoje wypociny do promotora. Ten zatwierdził, kazał tylko kilka błędów poprawić.
„We wrześniu się bronisz”, napisał. Ufff. Ależ poczuło dziewczę ulgę, że uda się jeszcze w tym roku zostać magistrem.

Wrzesień. Maryna już pracowała w zawodzie. W dniu obrony miała do godziny dziesiątej pracować. „A poo co ci cały dzień wolnego, z rana przyjdziesz, a potem pojedziesz od razu na uczelnie” usłyszała od kierownika gdy spytała, czy może mieć wolny dzień.
To nic, że człowiek cały posikany ze stresu. Jakie miała wyjście…
Tak więc do godziny dziesiątej pracowała, po czym ze Śląska musiała się dostać do Krakowa. Miała na to 2 godziny 15 minut. Niby dużo, ale zawsze w takich momentach coś nas opóźnia. Akurat tego dnia był korek na drodze do Małopolski, bała się Maryna że nie zdąży. Dodatkowo wyglądała jak siedem nieszczęść, bo w nocy nie umiała spać ze stresu. Niepoczesana, niepomalowana, nieelegancko ubrana. Planowała to wszystko zrobić już na miejscu, w Krakowie, ale przez korek modliła się tylko, żeby się nie spóźnić.
15 minut przed obroną wjechała Maryna na teren AWFu. Szybko w aucie się przebrała, umalować się nie zdążyła, ale włosy… coś trzeba było zrobić z włosami, wyglądały tragicznie. Na szczęście wzięła prostownicę, szybko można było je ujarzmić. Pobiegła do budynku uczelni, w holu głównym podłączyła prostownicę do najbliższego gniazdka i.. kupa. Nie działało. Pobiegła do innego gniazdka – to samo. Spojrzała na zegarek – 5 minut do obrony. „Matko boska, co teraz?!”.
– Ej ty, umiesz robić warkoczyka? – zawołała do przechodzącego obok chłopaka.
– Yyyy….
– No umiesz? Zrobisz mi? Za 5 minut mam obronę, a nie mogę wejść z takimi włosami.
– Oj, przykro mi, pomógłbym ale nie potrafię….
Uuuuuu. No nic. Musiała się Maryna pogodzić z tym faktem. Klęła w myślach na pracodawcę, że nie mogła spokojnie się przygotować w domu, że wszystko odbywa się na wariata, bo niby bez niej w pracy by sobie nie poradzili (tak to jest jak się nawala 2x więcej pacjentów na godzinę niż powinno być).
Szybko ogarnęła myśli, uporządkowała swoje „bagaże” (torebkę, prostownicę, alkohole i czekoladki dla komisji). Poszła pod salę, gdzie miała odbyć się obrona. Poszła na ścięcie.

Jak ona drżała. Jaka była niespokojna i rozkojarzona. Jak jej głos się łamał. To był isnty koszmar.
Ale się obroniła. No bo jak tu się nie obronić. W końcu sama to napisała, więc wiedziała o czym mówi. Tylko ta cała otoczka…. cały stres w całym poprzednim roku, całe to gadanie o pracy magisterskiej, ciągłe rozmowy kolegów i koleżanek tylko o tym… ale też nerwy tego konkretnego dnia… Wiecie co Wam powiem? Jeśli czytają mnie tacy, którzy są przed obroną – wiedzcie, że nie jest to warte tego stresu.

Obroniła się. Promotor jej pogratulował, ona wręczyła mu alkohol, choć mało z tego pamięta, taka roztrzęsiona była. Wyszła z sali, a tam czekała na nią delegacja z pokoju 612. Poszły pod pomnik Bronka, gdzie dołączyła jeszcze N. Tam porobiły sobie zdjęcia, pośmiały się i popiły szampana. Najpierw jednego, potem drugiego. Potem jeszcze poszła Maryna z N. do Mety, to jest klub pod akademikami. Jedno piwo, drugie i tak jakoś wesoło było. Potem N. musiała zmykać na pociąg. Maryna stwierdziła, że musi jechać do domu, ale jak, skoro była pijana? „Pochodzę sobie trochę, wytrzeźwieje i pojadę”, pomyślała. Tak więc pospacerowała i gdy czuła, że alkohol z niej uleciał (koło godziny 22), poszła na policję.
– Dobry wieczór, ja chciałam sobie dmuchnąć. – wesolutko stwierdziła. Pan policjant wybuchnął śmiechem, zawołał kolegę i powtórzył, że to dziewczę chciało „sobie dmuchnąć”.
– Bo ja kilka godzin temu piłam, i chcę teraz jechać do domu, na Śląsk. Jutro muszę być wcześnie w pracy. Chciałam się upewnić, że nie mam już alkoholu w wydychanym powietrzu. – próbowała się tłumaczyć.
– No dobrze. To już robimy test. – stwierdził policaj, po czym przyłożył alkomat blisko ust Maryny. – Proszę dmuchać.
Maryna dmuchnęła, po czym pan policjant powiedział, że zdecydowanie nie można w takim stanie wsiąść za kierownicę.
Niepocieszona Maryna nie wiedziała co począć. Spać w aucie? A gdzie się rano umyć? Może w akademiku ktoś ze znajomych był? Może by Marynę przygarnął?
Zadzwoniła Maryna do koleżanki K. Akurat, chwała bogu, była w akademiku.
– Ja na podłodze przekimam, o 4 rano wstanę, szybko się umyję i zniknę, bo muszę o 7 być w pracy, dobrze? – błagalnym głosem prosiła.
– Jasne, nie ma sprawy, mam karimatę i koc, wpadaj!
I tak przenocowała nasza już-nie-studencina w akademiku. Następnego dnia wstała z ogromnym bólem głowy o 4, ogarnęła się szybko i pojechała prosto do pracy. Ledwo chodziła. Ale przeżyła.

Jakie z tego wnioski?
Wiem, że łatwo się mówi, ale… nie warto się tak stresować nauką. Jest czas na zabawę, jest czas na koncentrację. Źle, gdy podczas relaksu do głowy wchodzą nam zmartwienia. Nie róbcie sobie tego.
Wszyscy inni napisali, a Wy nie? Trudno. Każdy ma swoje tempo. Nie warto nie przesypiać nocy z tego powodu. Nie masz dziś weny? Odpocznij, zrelaksuj się i odsuń wredne, pesymistyczne myśli od siebie. Bądź pewien, że przyjdzie czas, gdy będziesz w stanie przysiąść do danego tematu. A może czujesz, że już dziś dasz radę? Wykorzystaj to. Nie przekładaj na jutro, bo jutro może będzie gorzej i nie będziesz w stanie nic napisać. Pisz dziś, jeśli czujesz że możesz.
Podstawa to wiedzieć gdzie dziś się znajduję i potrafić wyczuć, czy potrzebuję odpoczynku czy raczej kawy i „jedziemy z koksem”.
A poza tym – warto umieć zrobić sobie warkoczyka. Maryna po obronie się tego nauczyła 🙂

Wszystkim przyszłym magistrom i licencjatom życzę powodzenia, szczególnie w tym popieprzonym, koronawirusowym roku. Trzymacie się ciepło!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s